Chińska nadwyżka przebiła bilion dolarów. Unia uruchamia "system wczesnego ostrzegania"
Rok 2025 zapisze się w historii globalnej ekonomii jako moment przełamania psychologicznej i finansowej bariery przez Państwo Środka. Pomimo trwającej i zaostrzającej się wojny handlowej ze Stanami Zjednoczonymi, skumulowana nadwyżka w bilansie handlowym Chin po raz pierwszy przekroczyła poziom jednego biliona dolarów - czytamy w raporcie Credit Agricole.
Ta symboliczna granica została pokonana już w listopadzie, a dane za grudzień wskazują na dalsze powiększanie się tej dysproporcji. Zjawisko to nie jest jedynie statystyczną ciekawostką, lecz sygnałem fundamentalnej zmiany w strukturze światowego handlu, która bezpośrednio uderza w gospodarkę Unii Europejskiej. Chińscy eksporterzy, napotykając mur celny i regulacyjny w USA, nie ograniczyli produkcji, lecz dokonali skutecznej reorientacji geograficznej swojego zbytu. Mniejszy eksport za ocean jest z nawiązką rekompensowany przez agresywną ekspansję na inne rynki, ze szczególnym uwzględnieniem Starego Kontynentu.
Skalę tego zjawiska obrazują twarde dane makroekonomiczne. W listopadzie 2025 roku eksport z Chin do Unii Europejskiej wzrósł aż o 14,8 proc. w ujęciu rocznym. Dla porównania, jeszcze w październiku dynamika ta wynosiła zaledwie 0,9 proc. Tak gwałtowny skok w ciągu zaledwie jednego miesiąca świadczy o masowym przekierowaniu strumieni towarowych.
Analitycy Credit Agricole w swoim raporcie zwracają uwagę na mechanizm, w którym towary pierwotnie przeznaczone na rynek amerykański, lub te, które w normalnych warunkach konkurowałyby tam ceną, trafiają teraz masowo do europejskich portów. To zjawisko rodzi uzasadnione obawy o stabilność unijnego rynku wewnętrznego i kondycję rodzimych producentów, którzy muszą mierzyć się z falą importu o często zaniżonych cenach.
Sprzedaje setki aut miesięcznie. Zdradza, na czym zarabia dealer
Algorytmiczna tarcza Brukseli
Komisja Europejska, świadoma narastającego zagrożenia, nie pozostaje bierna. Już w kwietniu powołano specjalną grupę zadaniową do spraw nadzoru nad importem, tak zwaną import surveillance task force. Jej zadaniem nie jest jednak ręczne przeglądanie tysięcy dokumentów przewozowych, lecz obsługa i analiza danych dostarczanych przez nowatorskie, zautomatyzowane narzędzie oparte o statystyki celne. System ten pozwala na śledzenie trendów w imporcie do Wspólnoty w czasie niemal rzeczywistym i szybką identyfikację konkretnych kodów CN, czyli pozycji w ośmiocyfrowym systemie klasyfikacji towarów Combined Nomenclature. Celem tego mechanizmu jest wychwycenie anomalii, które mogą świadczyć o potencjalnie szkodliwym nasileniu napływu towarów, zanim doprowadzą one do nieodwracalnych szkód w europejskim przemyśle.
Warto podkreślić, że celem tego systemu nie jest natychmiastowe zastąpienie klasycznych działań ochronnych, takich jak cła antydumpingowe czy postępowania sprawdzające, lecz stworzenie skutecznego systemu wczesnego ostrzegania. Punktem wyjścia dla unijnych urzędników było zidentyfikowanie ryzyka przekierowywania strumieni towarów, zwłaszcza z rynków objętych nowymi restrykcjami, na rynek unijny. Taka sytuacja mogłaby prowadzić do gwałtownego wzrostu importu po drastycznie obniżonych cenach, co w konsekwencji podważałoby konkurencyjność producentów z Unii Europejskiej, niezdolnych do rywalizacji z dotowanym lub sprzedawanym poniżej kosztów towarem z Azji.
Identyfikacja branż potencjalnie zagrożonych tym zjawiskiem opiera się na zestawie niezwykle precyzyjnych kryteriów, które mają za zadanie odsiać naturalne wahania rynkowe od celowych działań handlowych. Kod CN uznaje się za zagrożony tylko wtedy, gdy łącznie spełnionych jest pięć rygorystycznych warunków. Po pierwsze, w danych z 2025 roku musi pojawić się wyraźne odchylenie ilości importu od wzorców obserwowanych od 2023 roku, co eliminuje krótkotrwałe piki. Po drugie, wolumen importu w bieżącym roku musi być co najmniej o 5 proc. wyższy niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Trzecim, kluczowym warunkiem jest aspekt cenowy – ceny importowe muszą spaść o minimum 5 proc. względem ubiegłego roku, co jest silnym sygnałem presji deflacyjnej i potencjalnego dumpingu. Po czwarte, średnia tygodniowa wartość importu danego produktu musi przekraczać 200 tysięcy euro, co pozwala skupić się na istotnych przepływach handlowych. Ostatnim warunkiem jest istnienie w Unii Europejskiej produkcji takiego wyrobu na poziomie sektorowym, co uzasadnia potrzebę ochrony rodzimego przemysłu.
Tak zdefiniowane progi mają zapewnić niezbędną równowagę między wychwytywaniem faktycznie istotnych zmian handlowych a unikaniem paraliżu informacyjnego spowodowanego nadmiarem przypadków o charakterze przypadkowym lub czysto sezonowym. Komisja Europejska zastrzega jednocześnie, że metodyka ta nie jest zamknięta i może być modyfikowana w przyszłości, jeśli zgłoszenia płynące bezpośrednio z branż wskazywałyby na potrzebę jej uszczelnienia lub udoskonalenia.
Mapa zagrożeń świeci na czerwono
Wyniki monitoringu prowadzonego przez grupę zadaniową prezentowane są w formie tak zwanej mapy cieplnej, która pozwala decydentom błyskawicznie ocenić natężenie potencjalnych sygnałów przekierowania handlowego. Narzędzie to wizualizuje, w ramach jakich branż i kierunków geograficznych najczęściej kody CN klasyfikowane są jako zagrożone. Zastosowana skala barw dzieli obserwacje na cztery kategorie. Najciemniejsze odcienie odpowiadają kombinacjom sektora i kraju pochodzenia, dla których liczba zagrożonych kodów CN jest najwyższa. Analiza tej mapy nie pozostawia złudzeń co do źródła problemu. Największa koncentracja sygnałów ostrzegawczych dotyczy importu z Chin, które wyraźnie wyróżniają się na tle wszystkich innych kierunków geograficznych, takich jak USA, Wielka Brytania czy kraje ASEAN.
Spośród piętnastu szczegółowo analizowanych branż w ramach importu z Państwa Środka, tylko dla jednej z nich nie odnotowano żadnych zagrożonych kodów CN. Jest to sektor dostarczania wody, gospodarowania ściekami i odpadami oraz rekultywacji. Pozostałe czternaście sektorów wykazuje przynajmniej pojedyncze sygnały ostrzegawcze, co świadczy o powszechności zjawiska. W pięciu przypadkach branże te znajdują się w najwyższej kategorii pod względem częstości występowania zagrożonych grup towarowych. Kolejne pięć kategorii plasuje się w grupie o częstości występowania sygnałów ostrzegawczych powyżej średniej. Taka struktura potwierdza tezę, że obserwowane zjawisko przekierowania handlu z Chin do Unii Europejskiej ma charakter systemowy i szeroki zakres, obejmując niemal całe spektrum produkcji przemysłowej.
Należy jednak zachować pewną dozę ostrożności w interpretacji samej mapy cieplnej. Narzędzie to obrazuje wyłącznie częstość występowania zagrożonych kodów, a nie ich bezpośrednią istotność mierzoną wartością importu czy potencjalnym wpływem na zatrudnienie w Unii. Mapa stanowi więc punkt wyjścia do dalszej, pogłębionej analizy, wskazując obszary, gdzie szoki handlowe pojawiają się najczęściej. Oprócz mapy, Komisja Europejska publikuje również szczegółowy spis kodów CN zakwalifikowanych jako zagrożone. Obecnie jest to 126 grup produktowych zidentyfikowanych na podstawie danych za okres od stycznia do września 2025 roku. Choć w przypadku spisu pojedynczych kodów nie jest podawana informacja o kierunku geograficznym, to biorąc pod uwagę sektorową dominację importu z Chin na mapie cieplnej, analitycy przyjmują, że większość tych kodów jest powiązana właśnie z przekierowaniem handlowym z tego państwa.
Uderzenie w serce przemysłu
Aby zrozumieć rzeczywistą skalę zagrożenia dla europejskiej gospodarki, konieczne jest spojrzenie na strukturę zagrożonego importu przez pryzmat wartości eksportu towarów z krajów Unii na rynek wewnętrzny. Przekierowanie tańszego importu z Chin stanowi bowiem bezpośrednią konkurencję dla eksporterów z krajów członkowskich, którzy sprzedają swoje produkty w innych państwach Wspólnoty. Analiza strukturalna ujawnia, że najbardziej narażone są kluczowe gałęzie europejskiego przemysłu, stanowiące o jego innowacyjności i sile.
Najwięcej zagrożonych kodów CN, pod względem wartości eksportu, należy do kategorii produkcji urządzeń elektrycznych. Stanowią one aż 30,1 proc. całego zagrożonego wolumenu. Na drugim miejscu znajduje się sektor motoryzacyjny. Produkcja pojazdów samochodowych, przyczep i naczep oraz pozostałego sprzętu transportowego odpowiada za 26,6 proc. zagrożonej wartości. To szczególnie niepokojące w kontekście transformacji energetycznej i prób budowania niezależności europejskiego sektora automotive. Trzecią najbardziej zagrożoną grupą jest produkcja maszyn i urządzeń gdzie indziej niesklasyfikowana, z udziałem na poziomie 15,1 proc.
Mniej znaczące, choć wciąż istotne działy PKD, do których można zaliczyć zagrożone kody CN, to produkcja wyrobów tekstylnych, odzieży i wyrobów ze skóry (6,4 proc.), produkcja komputerów i wyrobów elektronicznych (4,8 proc.) oraz produkcja chemikaliów (4,1 proc.). Sumując te dane, wyłania się obraz ataku handlowego wymierzonego w najbardziej zaawansowane technologicznie i kapitałochłonne sektory gospodarki europejskiej.
Ekonomiści Credit Agricole podjęli się próby oszacowania makroekonomicznych skutków tego zjawiska. Relacja eksportu z krajów członkowskich na rynek UE w ramach zagrożonych kodów CN do globalnego eksportu Unii na cały świat wynosi 1,4 proc. w skali całego roku, bazując na danych za 2024 rok. Może się wydawać, że to niewiele, jednak w skali gospodarki o wielkości Unii Europejskiej są to kwoty gigantyczne. Oznacza to, że w pesymistycznym scenariuszu, gdyby chińscy eksporterzy w pełni przejęli zamówienia składane przez odbiorców w krajach Unii w ramach zagrożonych kategorii, całkowity eksport towarów z krajów UE obniżyłby się o 1,4 proc.
Szacunki idą jednak dalej, przekładając te straty handlowe na wzrost gospodarczy.
– Szacujemy, że w takim przypadku PKB UE spadłby o ok. 0,5 proc. – to zdanie z analizy Credit Agricole pokazuje realny koszt bierności wobec chińskiej ekspansji. Pół procenta PKB całej Unii Europejskiej to strata liczona w setkach miliardów euro, oznaczająca potencjalne bankructwa firm, wzrost bezrobocia i spowolnienie inwestycyjne. System wczesnego ostrzegania wdrożony przez Komisję Europejską jest więc narzędziem niezbędnym, ale dopiero reakcja na generowane przez niego sygnały pokaże, czy Europa jest w stanie obronić swój rynek przed skutkami globalnej wojny handlowej, której nie wywołała, ale której staje się główną ofiarą - czytamy w raporcie Credit Agricole.