Chiny uznają wojnę USA z Iranem za błąd. "The Economist" o strategii Pekinu
Konflikt zbrojny Stanów Zjednoczonych z Iranem jest z uwagą obserwowany przez Pekin. Jak donosi brytyjski tygodnik "The Economist", chińskie władze traktują amerykańską interwencję jako poważny błąd, który może przyspieszyć gospodarczy i geopolityczny upadek Waszyngtonu.
Według analizy opublikowanej na łamach "The Economist", po miesiącu walk na Bliskim Wschodzie, początkowe założenia Waszyngtonu wydają się chybione. Amerykańska administracja liczyła, że uderzenie w Iran osłabi tamtejszy reżim i jednocześnie zademonstruje Chinom potęgę USA w kontrolowaniu szlaków naftowych. Tymczasem, jak wynika z rozmów brytyjskiego tygodnika z chińskimi dyplomatami i ekspertami, Pekin przyjął postawę wyczekującą, uznając zaangażowanie militarne za ogromną pomyłkę rywala.
To wyraźna zmiana w porównaniu z pierwszymi dniami po amerykańsko-izraelskim ataku na Iran pod koniec lutego, kiedy rynki finansowe reagowały nerwowo na eskalację konfliktu, a analitycy ostrzegali przed natychmiastowymi konsekwencjami dla globalnych łańcuchów dostaw.
Dziennikarze "The Economist" zauważają, że w ocenie chińskich analityków konflikt ten odciągnie uwagę Stanów Zjednoczonych od rejonu Azji Wschodniej. Dodatkowo, wojna generuje wysokie koszty energii i surowców, co uderza w azjatyckich sojuszników Ameryki. Władze w Pekinie mają nadzieję, że zawirowania te sprawią, iż państwa regionu staną się bardziej ostrożne w relacjach z Chinami, obawiając się politycznych i gospodarczych konsekwencji.
"Gdzie oni byli dwa tygodnie temu?". Kierowcy oceniają decyzję rządu
Gospodarka i surowce w centrum uwagi
Obecna sytuacja na Bliskim Wschodzie stanowi dla przywódcy Chin, Xi Jinpinga, potwierdzenie słuszności jego dotychczasowej polityki gospodarczej. Tygodnik podkreśla, że nacisk na samowystarczalność technologiczną i surowcową, nawet kosztem szybszego wzrostu gospodarczego, zaczyna z perspektywy Pekinu przynosić efekty. Państwo Środka zgromadziło strategiczne rezerwy ropy naftowej szacowane na 1,3 mld baryłek, co zabezpiecza kraj na kilka miesięcy, a także zdywersyfikowało źródła energii, inwestując w atom oraz odnawialne źródła.
"The Economist" wskazuje również na czysto biznesowe szanse, jakie Pekin dostrzega w przedłużającym się konflikcie. Kraje Zatoki Perskiej oraz sam Iran będą w przyszłości ogłaszać lukratywne przetargi na odbudowę infrastruktury. Ponadto, państwa obawiające się ewentualnej blokady cieśniny Ormuz mogą chętniej sięgać po chińskie technologie ekologiczne, w tym panele słoneczne czy baterie, w których produkcji chiński przemysł notuje obecnie nadpodaż.
Obawy o globalny porządek i eksport
Mimo chłodnej kalkulacji brytyjscy analitycy dostrzegają w postawie Chin pewne obawy. Ekspertów z Państwa Środka zaskoczyło między innymi to, w jak dużym stopniu amerykańskie siły zbrojne wykorzystują sztuczną inteligencję do koordynacji działań operacyjnych. Z punktu widzenia makroekonomii przedłużająca się wojna stanowi zagrożenie dla chińskiego handlu zagranicznego. Zastój w globalnej wymianie towarowej uderzy w eksport, nawet jeśli inne gospodarki ucierpią na tym konflikcie znacznie bardziej.
Strategiczne obawy Pekinu mają głębsze podstawy. Chińska gospodarka, będąca największym na świecie importerem ropy naftowej, przez lata budowała zabezpieczenia przed podobnymi kryzysami. Eksperci ostrzegali w połowie marca, że wzrost cen energii oraz spadek inwestycji mogą dotknąć wszystkie główne gospodarki, ale Chiny dzięki swoim rezerwom i dywersyfikacji źródeł energii są lepiej przygotowane niż większość krajów. Problemem pozostaje jednak zależność od globalnego handlu – zakłócenia w transporcie morskim, w tym wstrzymanie dostaw gazu z Kataru, pokazały, jak wrażliwe są międzynarodowe łańcuchy dostaw na konflikty w regionie Zatoki Perskiej.
W podsumowaniu swojej analizy "The Economist" ocenia, że chińscy decydenci mogą mieć jeden strategiczny martwy punkt. Zbyt niechętnie dopuszczają do siebie scenariusz, w którym Stany Zjednoczone celowo burzą dotychczasowy porządek światowy. Tygodnik przypomina, że potęga gospodarcza Chin wyrosła właśnie na stabilnych zasadach międzynarodowych, które od dekad były podtrzymywane przez Waszyngton. Globalny nieład mógłby uderzyć w model wzrostu oparty na eksporcie, co stanowiłoby bezpośrednie zagrożenie dla stabilności wewnętrznej kraju.