Czego nie wie prokuratura. Ale wie, że to nieważne
Oświadczenie rzeczniczki Prokuratury Regionalnej w Lublinie dotyczące naszego tekstu "Roman Giertych, tajemnicza Rosjanka i przelewy z raju podatkowego. Ujawniamy, co przeoczyła prokuratura przed umorzeniem zarzutów dla polityka KO" zawiera trzy twierdzenia. Każde z nich jest sprzeczne z dokumentami, które posiada redakcja Wirtualnej Polski.
Przypomnijmy: w tekście opublikowanym przed kilkoma dniami ujawniliśmy fakty, których prokuratura nie sprawdziła, umarzając część wątków tzw. afery Polnordu.
Sprawa tocząca się od kilkunastu lat dotyczy milionów, które miały być wyprowadzane różnymi sposobami ze spółki Polnord. W naszym tekście wskazaliśmy jedno z brakujących ogniw: zarejestrowany w Liechtensteinie podmiot, w którego zarządzie znalazła się Rosjanka obsługująca rosyjskich oligarchów, a obok niej pracowniczka kancelarii Romana Giertycha. Podmiot ten zajmował się przelewami setek tysięcy złotych na konto kancelarii Giertycha.
Oświadczenie rzeczniczki Prokuratury Regionalnej w Lublinie dotyczące naszego tekstu zawiera trzy twierdzenia. Każde z nich jest sprzeczne z dokumentami, które posiada redakcja Wirtualnej Polski.
Wielkie pieniądze, dokumenty i pytania, na które instytucje państwa nie potrafią odpowiadać
Twierdzenie pierwsze: "okoliczności opisane w artykule nie pozostają w związku z przedmiotem śledztwa"
To twierdzenie obala samo oświadczenie prokuratury - w jego kolejnym akapicie. Rzecznik przyznaje bowiem, że "podmiot o nazwie Utriusque Iuris Anstalt występował w materiale dowodowym". Jeśli spółka była w aktach, to opisywane przez nas okoliczności - przepływy pieniędzy, struktura korporacyjna, rola opisanej przez nas pracowniczki kancelarii Romana Giertycha - jak najbardziej pozostają w związku ze śledztwem. Prokuratura nie może jednocześnie twierdzić, że temat był badany i że nie ma związku ze sprawą.
Jeśli sprawa dotyczy prania pieniędzy przez Sebastiana J. ps. Foka, a my pokazujemy, że w okresie, którego dotyczą zarzuty dla "Foki", dokonywał on przelewów do podmiotu, który prokuratura pominęła w swoim śledztwie, to skąd przekonanie, że te okoliczności nie miały związku?
Zresztą skąd śledczy mogą wiedzieć, czy coś miało związek ze śledztwem, skoro o istnieniu dokumentów podmiotu z Liechtensteinu wytworzonych częściowo w kancelarii Romana Giertycha dowiedzieli się z naszego tekstu?
Twierdzenie drugie: prokuratura przeanalizowała przepływy przez Utriusque Iuris Anstalt i nie stwierdziła przestępstwa bazowego
Przypomnijmy: prokuratura nie wie, kto był beneficjentem rzeczywistym Utriusque Iuris Anstalt. Nie zapytała o to w Liechtensteinie, gdzie spółka była zarejestrowana. Nie wnioskowała do tego kraju o międzynarodową pomoc prawną - a tylko to pozwoliłoby ustalić, kto faktycznie zasilał konto spółki i kto wydawał dyspozycje przelewów. Prokuratura nie przesłuchała nawet Polki wpisanej do zarządu podmiotu. To skąd śledczy mogą wiedzieć, czy pieniądze trafiające do Giertycha i podmiot z Liechtensteinu nie mają ze sprawą nic wspólnego?
Twierdzenie trzecie: sugerowanie, że prokuratura pominęła dowody mające znaczenie dla rozstrzygnięcia sprawy jest nieprawdziwe
Według naszych ustaleń do założenia spółki w Liechtensteinie pracowniczkę kancelarii Romana Giertycha miała namówić Barbara Giertych. Również na Barbarę Giertych Sebastian J. ps. "Foka" kierował później część przelewów. Sam Roman Giertych twierdzi, że Utriusque Iuris Anstalt to spółka jego żony, chociaż dokumenty tego nie potwierdzają.
Jednocześnie prokuratura twierdzi, że nie pominęła istotnych dowodów – a jednak Barbary Giertych w tej sprawie nigdy nie przesłuchano i nie wyjaśniono jej roli.
Podobnie zresztą, jak nigdy nie próbowano przesłuchać Wiktorii Olegownej Kriażewej (Beninger), Rosjanki, która była w zarządzie spółki przelewającej pieniądze kancelarii Giertycha. Uznano, że jest nieistotna dla sprawy, czy też śledczy o niej nie wiedzieli?
Jeśli zeznania kluczowych świadków, dokumenty kluczowej spółki i ustalenie źródła pochodzenia pieniędzy przelewanych na konto podejrzanego nie mają zdaniem prokuratury znaczenia dla rozstrzygnięcia sprawy, to o jakiej analizie dowodów w ogóle mowa?
W swoim oświadczeniu prokuratura pisze także: "Autor publikacji zestawia ze sobą różne wątki faktyczne i stany prawne, wywołując mylne wrażenie, że tworzą one jedną, spójną całość dowodową." Jesteśmy dziennikarzami. Naszą rolą nie jest przedstawianie "jednej, spójnej całości dowodowej" - od tego są prokuratorzy. My pokazaliśmy fakty, do których prokuratura nie dotarła.
Przedstawienie "jednej, spójnej całości" być może poszłoby nam lepiej, gdyby prokuratura udzieliła nam dostępu do akt tej sprawy – w części już przecież umorzonej, w części zawieszonej, a w kolejnej części zmierzającej do umorzenia. Czekamy na to od blisko miesiąca.
Szymon Jadczak, Karolina Wysota, dziennikarze Wirtualnej Polski i money.pl