Roman Giertych, tajemnicza Rosjanka i przelewy z raju podatkowego. Ujawniamy, co przeoczyła prokuratura przed umorzeniem zarzutów dla polityka KO
Dziennikarze Wirtualnej Polski i money.pl dotarli do byłej pracowniczki kancelarii Romana Giertycha, na którą założono w Liechtensteinie podmiot, przez który przelano blisko milion złotych do spółki polityka. Wspólniczką była w nim Rosjanka z francuskim paszportem, obsługująca rosyjskie interesy w rajach podatkowych. Daty i kwoty przelewów pokrywają się z tymi opisanymi w aktach afery Polnordu. Prokuratura nie przesłuchała tych kobiet. Nie wystąpiła też o dokumenty podmiotu z Liechtensteinu. Bez przyjrzenia się tym informacjom umorzyła zarzuty wobec Giertycha.
- Kancelaria posła KO Romana Giertycha regularnie otrzymywała pieniądze od podmiotu zarejestrowanego w raju podatkowym. W sumie blisko 1 mln zł.
- Jako zarządcę podmiotu w Liechtensteinie, przez który płynęły setki tysięcy złotych, wpisano pracownicę kancelarii Giertycha.
- Podmiot został postawiony w stan likwidacji 20 dni po ostatnim przelewie do kancelarii Giertycha. Podmiot reprezentowała Rosjanka obsługująca rosyjskie interesy w rajach podatkowych.
- Przelewane kwoty pokrywają się z kwotami i datami przelewów ze środkami, które według prokuratury zostały nielegalnie wyprowadzone z firmy Polnord.
- Prokuratura przez lata badała sprawę Polnordu, ale nigdy nie przesłuchała opisywanych przez nas kobiet i nie zbadała dokumentów z Liechtensteinu. Zarzuty dla Giertycha umorzono po przejęciu władzy przez rząd Donalda Tuska.
- Sam Giertych twierdzi, że wszystko odbyło się "legalnie i transparentnie", a działalność w Liechtensteinie założyła jego żona Barbara. Ale dokumenty mówią co innego.
W kwietniu 2012 r. mijał już ponad rok, odkąd pani Katarzyna (dane zmienione ze względu na bezpieczeństwo kobiety) została pracowniczką kancelarii Romana Giertycha. Dokładnie 10 kwietnia 2012 r. w obecności notariusza kobieta podpisała pełnomocnictwo uprawniające do wykorzystania jej podpisu.
W pewnym momencie miał do niej podejść Sebastian J., ps. "Foka", wieloletni bliski współpracownik mecenasa Giertycha i podać jej telefon. Po drugiej stronie miała czekać Barbara Giertych, żona założyciela kancelarii. "Dzisiaj zakładana jest ta spółka. Sebastian cię zawiezie" - miała usłyszeć pani Katarzyna.
Niebawem ona, "Foka" i Roman Giertych mieli być już w drodze z Nowego Światu na Wolę. Gdy podjechali pod siedzibę jednego z banków, kobieta weszła do środka z "Foką". W banku czekał już pracownik z gotowymi dokumentami do podpisu.
Ujawniamy. Dokument ws. frankowiczów, którego mieliście nie poznać
Wkrótce w rejestrach w odległym o 1100 kilometrów Vaduz, stolicy Liechtensteinu, pojawił się nowy podmiot: Utriusque Iuris Anstalt o kapitale zakładowym 30 tys. franków szwajcarskich, opłaconym w gotówce. Nazwa pochodzi z łaciny i oznacza "obojga praw" - to tradycyjne określenie doktora prawa cywilnego i kanonicznego. Warto tu dodać, że Barbara Giertych ukończyła prawo kanoniczne na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego i prawo świeckie na UAM w Poznaniu. Ma też doktorat.
Anstalt (dosłownie "zakład" lub "instytucja") to forma prawna dostępna wyłącznie w Liechtensteinie. Może prowadzić działalność gospodarczą, posiadać majątek i zawierać umowy. Ale nie musi ujawniać, kto za nią stoi. Według prawników i ekspertów ds. przeciwdziałania praniu pieniędzy Anstalt to struktura szczególnie trudna do prześwietlenia przez organy ścigania.
Pani Katarzyna znalazła się w zarządzie tego "zakładu". Obok niej we władzach Utriusque pojawiła się Victoria Beninger – urodzona jako Wiktoria Olegowna Kriażewa w rosyjskim Pietrozawodsku. W zarządzie reprezentowała firmę Swiss Protecta z Panamy, kolejnego raju podatkowego w tej historii.
Rosjanka to profesjonalistka, zawodowo zakładająca bogatym Rosjanom firmy w rajach podatkowych. Pracowniczka Giertychów prawdopodobnie nigdy jej nie poznała.
Historia rodem z głębi ziemi
Ta historia ma swój początek pod ziemią. Dosłownie. W 2005 r. Ryszard Krauze był siódmym najbogatszym Polakiem według tygodnika "Wprost" – jego majątek szacowano na ok. 1,8 mld zł. Zarabiał głównie na kontraktach informatycznych z instytucjami publicznymi. Biznesmen, zwany w Trójmieście "Ryszardem Wielkim", postanowił jednak wydobywać ropę w Kazachstanie.
Pomysł brzmiał dobrze, ale tylko w teorii. Niesprawdzone złoża, niesprawdzeni ludzie, niepewny klimat polityczny – inwestycje nie szły zgodnie z planem. A Krauze, co opisał Michał Matys w "Dużym Formacie", im bardziej się angażował, tym bardziej mu nie wychodziło. Jego firma Petrolinvest utopiła w kazachskich piaskach 2 mld zł. Jak finansował tę studnię bez dna?
Ryszard Krauze miał wiele spółek. Kontrolował m.in. firmę deweloperską Polnord, która budowała warszawskie prestiżowe osiedle Miasteczko Wilanów. Z takiej spółki nie da się pieniędzy wyjąć tak po prostu: Polnord był notowany na giełdzie, miał restrykcyjne obowiązki raportowe i wielu akcjonariuszy, zainteresowanych jego dobrym prosperowaniem. Przewodniczącym rady nadzorczej Polnordu był jednak sam Krauze. A prawnikiem obu stron, Krauzego i Polnordu, był Roman Giertych.
W tej konfiguracji – Krauze po obu stronach transakcji i Giertych jako prawnik obu stron – narodził się mechanizm, który prokuratura później nazwie "wyprowadzeniem środków w łącznej kwocie 96,2 mln zł z Polnord S.A.".
Jak sprzedać rury za miliony
Schemat był prosty w założeniu, choć skomplikowany w wykonaniu.
Krok pierwszy: w stawianym przez Polnord Miasteczku Wilanów inna firma Krauzego – Prokom Investments – zbudowała kanalizację deszczową. Za przekazanie instalacji miastu zażądała od Warszawy 60 mln zł. Miasto odmówiło: Krauze w 1999 r. zobowiązał się wszak, że przekaże kanalizację za darmo. Sprawa trafiła do sądu. Ale Krauze nie zamierzał czekać na rozstrzygnięcie. Uznał, że to roszczenie wobec miasta, choć sporne i niepewne, można sprzedać. I na tym zarobić.
Krok drugi: do gry wchodzi Sebastian J. ps. "Foka", ochroniarz i człowiek "do wszystkiego" Romana Giertycha. W 13-metrowym pokoju w swoim domu w Błoniu pod Warszawą na przełomie 2010 i 2011 r. zakłada dwie spółki: New Industry i T.G., każda z minimalnym wymaganym kapitałem zakładowym 5 tys. zł. Nie mają pracowników ani dochodów.
Krok trzeci: Prokom Krauzego sprzedaje obu spółkom sporne roszczenia wobec miasta. Na razie bez zapłaty: ta ma zostać uregulowana później. Choć zasadą jest, że podatek od transakcji płaci kupujący, w tym przypadku pokrywa go Prokom.
Krok czwarty: Kilka miesięcy później, 19 kwietnia 2011 roku, Polnord kupuje te same wierzytelności od obu spółek założonych przez "Fokę" za łącznie 58 mln zł.
O co tu chodzi? Wierzytelność, która ma nikłe szanse na zmaterializowanie się jako realne miliony, została sprzedana przez spółkę Krauzego, po czym odkupiona przez inną jego spółkę. I dopiero na tym ostatnim etapie – odkupu – pojawiają się w tym łańcuchu realne pieniądze: 58 mln zł, które Polnord zapłaci "Foce".
Na skutek kolejnych aneksów do umów z Polnordu wyprowadzono jeszcze 11,2 mln zł w gotówce do New Industry i około 5,6 mln zł do T.G. Z samej New Industry 7 mln zł trafiło do Prokomu.
830 tys. zł zasiliło konto kancelarii Romana Giertycha. Kolejne 200 tys. zł trafiło do Hatrolu, spółki powiązanej z Giertychem. A co najmniej 210 tys. zł otrzymał Wojciech Wierzejski – były poseł LPR i kolega Giertycha z czasów koalicji z PiS-em.
Łącznie, według prokuratury, Krauze i jego pomocnicy wyprowadzili różnymi metodami z Polnordu 96,2 mln zł. Spółki "Foki" posłużyły do zamaskowania transakcji. A mec. Giertych zarabiał na obsłudze wszystkich tych stron.
To wszystko wiemy z uzasadnienia umorzenia zarzutów wobec Romana Giertycha. Bo w 2017 r., za rządów PiS, prokuratura wszczęła śledztwo, a w październiku 2020 r. CBA zatrzymało Krauzego, Giertycha, Sebastiana J., Piotra Ś. i kilka innych osób. Miało być polityczne złoto dla partii Kaczyńskiego – skończyło się kompromitacją.
Z naszych rozmów z ludźmi zaangażowanymi w tę sprawę wynika, że o porażce prokuratury miały zadecydować trzy rzeczy: pośpiech, polityczne naciski na śledczych i brak doświadczenia osób pracujących przy śledztwie.
W efekcie Giertych kwestionował, czy w ogóle postawiono mu zarzuty. A sąd nigdy nie zgodził się na areszt.
Zmienia się rząd, Giertych staje się czysty
W czerwcu 2025 r. opisaliśmy w Wirtualnej Polsce umorzenie zarzutów wobec Giertycha w sprawie Polnordu, do którego doszło po oddaniu władzy przez PiS.
Śledczy za czasów Ziobry uważali, że wierzytelność, od której wszystko się zaczęło, jest fikcyjna, więc obracanie nią jest praniem pieniędzy. Ale po przejęciu władzy przez rząd Donalda Tuska zmienił się prokurator prowadzący sprawę. I uznał on, że Giertych o niczym nie wiedział, nie decydował, a na swego wieloletniego bliskiego współpracownika nie miał wpływu.
Dotarliśmy do wyroków sądowych, dokumentów z prokuratury, materiałów Generalnego Inspektora Informacji Finansowej, od których zaczęło się śledztwo w sprawie Polnordu (opisywał je wielokrotnie dziennikarz Leszek Kraskowski; Giertych skierował przeciwko niemu prywatny akt oskarżenia, ale publicznie nie zakwestionował podawanych przez niego danych).
Przeanalizowaliśmy dokumenty z zagranicznych rejestrów sądowych, rozmawialiśmy z osobami zaangażowanymi w sprawę. Skontaktowaliśmy się nawet z rodziną książęcą w Liechtensteinie.
W efekcie znaleźliśmy dane i fakty, pominięte przez prokuratorów zarówno za poprzedniej, jak i obecnej władzy, która zdecydowała o umorzeniu wątku mecenasa Giertycha.
Pieniądze z przestępstwa rodzą kolejne przestępstwo
Umowę na sprzedaż Polnordowi wierzytelności Sebastian J. podpisał w imieniu spółki New Industry wiosną 2011 r. Od Polnordu miał za nią dostać od razu 7 mln zł, a potem co miesiąc przez trzy lata inkasować po 120 tys. zł. To według prokuratury były pieniądze pochodzące z przestępstwa, a obrót nimi stanowił kolejne przestępstwo.
Równo rok później, w kwietniu 2012 r., w Liechtensteinie powstaje opisywany już podmiot Utriusque Iuris Anstalt. Zatrudniona w kancelarii Romana Giertycha pani Katarzyna podpisała dokumenty w kancelarii Giertycha, z udziałem jego zaufanego notariusza. Podmiot wpisano do rejestru handlowego w Vaduz 13 kwietnia 2012 r.
W zarządzie znaleźli się: pani Katarzyna z Warszawy, prawnik Frank Zindel z Vaduz (jego kancelaria figuruje jako założyciel podmiotu) oraz spółka Swiss Protecta S.A. z Panamy, w której imieniu podpisała się prezeska Victoria Beninger.
Dodatkowym zabezpieczeniem przed prześwietleniem przelewów była konstrukcja spółki Swiss Protecta. W jej zarządzie pojawia się jeszcze inna spółka, Dereva SA z Panamy.
W ten sposób powstają co najmniej trzy poziomy podmiotów zarejestrowanych w rajach podatkowych, przez które trzeba się przebić, żeby odkryć prawdziwe pochodzenie pieniędzy.
Konstrukcja podmiotu była typowa dla narzędzi zamożnych Europejczyków, którzy w ten sposób zabezpieczają swój majątek przed ujawnieniem. Liechtenstein dopiero w 2017 r. został wykreślony przez polskie władze z listy rajów podatkowych. Pani Katarzyna sama nie mogła podejmować żadnych decyzji – dokumenty miała podpisywać łącznie z kimś z zarządu.
Według jej zapewnień kobieta nigdy w Liechtensteinie nie była, nie poznała osób zasiadających wraz z nią w zarządzie Utriusque i nie zajmowała się jego działalnością. W jej imieniu działał "Foka", który miał pełnomocnictwo do polskiego konta podmiotu z Liechtensteinu.
Minął rok i zaczęły się przelewy. Od kwietnia 2013 r. do października 2013 r. regularnie co miesiąc na konto kancelarii Romana Giertycha wpływało po 120 tys. zł. Z jednym wyjątkiem – we wrześniu przelew opiewał na 50 tys. franków szwajcarskich, czyli ok. 170 tys. zł. W sumie, jak wynika z danych Generalnego Inspektora Informacji Finansowej (GIIF), z Liechtensteinu do Giertychów trafiło w 2013 r. ok. 900 tys. zł. 20 dni po ostatnim przelewie podmiot w Liechtensteinie zostaje postawiony w stan likwidacji.
Kto zlecał przelewy? Jak wynika z ich analizy, w dużej części przypadków to Sebastian J. był zleceniodawcą wypłat z rachunku Utriusque Iuris Anstalt bezpośrednio na konto Kancelarii Adwokackiej Romana Giertycha.
W danych bankowych w przypadku dwóch przelewów widnieją też dane pani Katarzyny. Tożsamość potwierdzają numery dowodów osobistych, PESEL i adresy zameldowania. Zweryfikowaliśmy te dokumenty – pokrywają się m.in. z danymi podawanymi przez Sebastiana J. w Krajowym Rejestrze Sądowym i innych publicznych rejestrach.
W jednym przypadku doszło do bezpośredniego przelewu we frankach z rachunku Utriusque Iuris Anstalt w banku w Liechtensteinie na walutowy rachunek Kancelarii Adwokackiej Romana Giertycha.
Dzięki temu mechanizmowi "Foka" nie figurował jako wpłacający pieniądze na konto kancelarii Giertycha. Gdyby ktoś pytał kancelarię, skąd otrzymała pieniądze, odpowiedź brzmi: "od kontrahenta zagranicznego, podmiotu z Liechtensteinu", a nie "od ochroniarza Giertycha".
I jak dziś już wiemy, mechanizm ten skutecznie utrudnił połączenie kropek prokuraturze, która nie rozpracowała tego wątku.
Ekspert: z pewnością nie ma tu przypadku
Analizowany schemat nosi wszystkie cechy klasycznego mechanizmu warstwowania przy użyciu spółek – tworzenia struktur korporacyjnych, których celem jest zerwanie śladu między źródłem pieniędzy a ich odbiorcą. Podmiot w Liechtensteinie, z zarządem i udziałowcami rozproszonymi między trzy jurysdykcje – Polskę, Liechtenstein i Panamę, i z ukrytym beneficjentem to klasyczny wehikuł powierniczy. Funkcjonuje przez osiemnaście miesięcy, przepuszcza przez siebie blisko milion złotych i znika – mówi w rozmowie z Wirtualną Polską i money.pl ekspert ds. przeciwdziałania praniu pieniędzy Paweł Kuskowski.
Według niego tworząc takie podmioty jak Utriusque Iuris Anstalt, świadomie dobiera się członków zarządu. – Z pewnością nie ma tu przypadku – uważa nasz rozmówca i wskazuje też na kluczowy szczegół finansowy na podstawie dostępnych dokumentów – zbieżność kwot.
Jak mówi, aneks do umowy z Polnordem przewiduje comiesięczne płatności w wysokości 120 tys. zł na rzecz spółki pana J. I dokładnie po 120 tys. zł co miesiąc wpływa z Liechtensteinu na konto kancelarii adwokackiej w Warszawie.
Zleceniodawcą sześciu z siedmiu przelewów jest ten sam pan J. (czyli powiązany z Giertychem "Foka", który wcześniej zakładał krajowe spółki wydmuszki i dysponował milionami z transakcji z Polnordem – red.). To oznacza, że jedna osoba kontroluje oba końce łańcucha – krajowy i zagraniczny. W analizie AML (z ang. Anti-Money Laundering; to zestaw procedur, regulacji prawnych i działań mających na celu przeciwdziałanie praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu) to tzw. centralny punkt kontroli operacyjnej – jedna z najpoważniejszych czerwonych flag przy analizie przepływów finansowych – wskazuje Kuskowski.
Jego zdaniem cały mechanizm to czytelny sygnał ostrzegawczy dla specjalistów od przeciwdziałania praniu pieniędzy w bankach i powód do natychmiastowej reakcji po stronie banków. Jak mówi, poszczególne elementy układają się w jedną, spójną czerwoną flagę – skomplikowany, ale modelowy przykład dla procedur bezpieczeństwa.
Co przelew to zagadka
Ale to nie koniec transakcji, które powinny zainteresować śledczych w dokumentach przekazanych przez GIIF. W trakcie analizy kolejnych przelewów, trafiliśmy na sześć pozycji, które miały miejsce już po zlikwidowaniu podmiotu w Liechtensteinie. Między listopadem 2014 r. a październikiem 2015 r.
Sebastian J. przelał ze swojego osobistego rachunku na konto Kancelarii Romana Giertycha około 1,38 mln zł. Każdy przelew miał dopisek "Barbara Giertych – Utriusqe (literówka w nazwie dotyczyła każdego z tych przelewów) Iuris".
Skąd "Foka" miał pieniądze, nie wiemy. Wiemy natomiast, że zgodnie z umową z Polnordem miał od tej firmy otrzymać 27 mln zł za warszawską wierzytelność.
Prokuratura nie zrobiła nic. Wiele razy nic
Co zrobiła prokuratura, żeby wyjaśnić machinacje finansowe z udziałem podmiotu z Liechtensteinu? Nic. Skąd to wiemy? Od samej prokuratury.
Zapytaliśmy śledczych, czy przesłuchano panią Katarzynę w śledztwie.
Odpowiedź nas zaskoczyła.
Osoba o wskazanych przez Pana personaliach nie była przesłuchiwana w toku wymienionego śledztwa [dot. Polnord] – przekazała nam prokurator Beata Syk-Jankowska, rzeczniczka Prokuratury Regionalnej w Lublinie.
A co z żoną Romana Giertycha?
Pani Barbara Giertych nie była przesłuchiwana w charakterze świadka we wskazanym śledztwie – poinformowała prok. Syk-Jankowska.
To może prokuratura wystąpiła chociaż o pomoc prawną do Liechtensteinu lub Panamy, żeby wyjaśnić rolę pani Katarzyny i Sebastiana J. w spółce, która przelała milion złotych kancelarii Giertycha? "W śledztwie nie kierowano wniosku o udzielenie międzynarodowej pomocy prawnej do Liechtensteinu" – to znowu prokurator Syk- Jankowska. Wnioski kierowano tylko do Niemiec i Włoch.
Miliardy i miliony Rosji
Liechtenstein uchodzi za raj podatkowy strzegący prywatności, ale z dostępnych rejestrów można dowiedzieć się całkiem sporo. To samo z Panamą – nawet w raju podatkowym da się znaleźć właściwe informacje, jeśli ktoś szuka.
Dokumenty z Liechtensteinu wskazują, że za Utriusque Iuris Anstalt stała pracowniczka Romana Giertycha, a kluczowe dokumenty podpisywano w jego kancelarii z udziałem współpracującego z nim notariusza.
Z publicznych rejestrów można też wyczytać rosyjskie powiązania osób, które brały udział w rejestrowaniu tego podmiotu. Co ustaliliśmy?
Reprezentująca drugiego członka zarządu Victoria Beninger to tak naprawdę Wiktoria Olegowna Kriażewa. Urodzona w 1978 r. w Pietrozawodsku w rosyjskiej Karelii. Ma paszport Francji, mieszka w szwajcarskim Teufen. Jak sprawdziliśmy, przeglądając wycieki z rosyjskich baz danych – wciąż ma rosyjskie obywatelstwo, a przed zarejestrowaniem spółki, z której pieniądze trafiały do kancelarii Giertycha, latała do Moskwy i Irkucka na Syberii. W rosyjskich mediach społecznościowych wciąż widnieje jako Wiktoria Kriażewa.
Jej aktywność zawodowa to coś więcej niż jednorazowy udział w spółce. Kriażewa/Beninger to profesjonalistka, która zawodowo rejestruje dla bogatych Rosjan firmy w rajach podatkowych.
Rosjankę znajdujemy w ponad stu spółkach na całym świecie. Skupmy się na tych największych, powiązanych z Rosją.
W 2014 r. (tuż po wykreśleniu podmiotu, który przelewał środki do kancelarii Giertycha, z rejestru w Liechtensteinie) Beninger/Kriażewa i rosyjski biznesmen Jakow Szlapocznyk wpadli na podobnym procederze, jaki śledczy zarzucali Giertychowi i "Foce". Tyle że nie mieli do czynienia z polską prokuraturą, lecz z amerykańską Komisją ds. Handlu Kontraktami Terminowymi (CFTC). Zaczęło się od skargi spółki, która powierzyła Rosjanom 1,5 mln dolarów.
Gdy chciała je odzyskać, okazało się, że pieniądze wyprowadzono przez łańcuch podmiotów m.in. w Liechtensteinie i na Bermudach. Sprawa skończyła się grzywną 580 tys. dolarów i dożywotnim zakazem działalności na amerykańskim rynku dla Szlapocznyka za ukrywanie mocodawców w dokumentach rejestracyjnych. Beninger/Kriażewa próbowała podczas przesłuchań bronić swojego mocodawcy. Bezskutecznie.
Od 2018 r. Beninger/Kriażewa zasiadała w zarządzie Welvart Holding AG – szwajcarskiego holdingu zarządzającego rosyjskim koncernem jubilerskim Sokolow (ponad 400 sklepów w Rosji), którego właścicielem był miliarder Aleksiej Sokołow. Gdy po wybuchu wojny w Ukrainie Rosjanie przenosili w 2023 r. zarządzanie firmą ze Szwajcarii do Dubaju, obroty Sokolowa w Rosji wzrosły o 59 proc. rok do roku, osiągając 51 mld rubli – ponad 2 mld zł.
Beninger/Kriażewa zasiadała też w zarządzie firmy Tangem, założonej przez Rosjan Andrieja Kuriennycha i Andrew Pantuchina. Kuriennych wcześniej był dyrektorem ds. IT w Siburze – jednym z największych rosyjskich holdingów petrochemicznych, powiązanym z bliskim otoczeniem Władimira Putina. Według dostępnych informacji Tangem wciąż prowadzi działalność w Rosji.
W wątkach prania pieniędzy pojawia się spółka Avvatera AG. Beninger zasiadała tam w zarządzie obok obywatela Mołdawii Maxima Fedina. Jak ujawnił w 2015 r. raport firmy audytorskiej Kroll, pod adresem szkockiej firmy Fedina działała część podmiotów wykorzystanych w jednym z największych oszustw bankowych XXI w. – wyprowadzeniu w 2014 r. miliarda dolarów z trzech mołdawskich banków, co stanowiło 12 proc. PKB Mołdawii.
Pieniądze przez spółki w Wielkiej Brytanii i Hongkongu zdeponowano na Łotwie. Mózgiem operacji był Ilan Shor, mołdawski oligarcha i prorosyjski polityk. Po wybuchu afery uciekł najpierw do Izraela, potem do Moskwy. Stamtąd próbował destabilizować Mołdawię, wywołując protesty za pośrednictwem działaczy swojej prorosyjskiej partii.
Odnaleźli się starzy znajomi Giertycha
Na końcu ustaleń z Liechtensteinu wisienka na torcie. Podmiot, przez który płynęły pieniądze do kancelarii Giertycha, założono w niepozornej trzypiętrowej willi w Vaduz. Mieści się tam kancelaria prawna oferująca szereg usług związanych z zachowaniem w dyskrecji wszelkiego rodzaju majątku. Partner tej kancelarii to trzeci członek zarządu Utriusque Iuris Anstalt: Frank Zindel.
Ci sami prawnicy, w tej samej willi, niemal w tym samym czasie założyli inny podmiot, którego beneficjentów Roman Giertych powinien dobrze pamiętać. Obecny poseł KO na poważnie zaistniał w polityce jako lider ultraprawicowej Ligi Polskich Rodzin. W 2004 roku polityk został wiceprzewodniczącym sejmowej komisji śledczej badającej tzw. aferę Orlenu, która miała wyjaśnić m.in. zarzuty wykorzystania służb specjalnych do wywierania nacisków na władze PKN Orlen.
W swojej wersji raportu z prac komisji Giertych zwracał uwagę na działania firmy J&S. Cytował szefa wywiadu Zbigniewa Siemiątkowskiego, według którego spółka J&S miała być założona przez rosyjski wywiad, twierdził, że zmonopolizowała ona dostawy ropy do Orlenu i unika płacenia podatków przez rejestrację na Cyprze.
Gdy przez założony przy Kirchstrasse w Vaduz podmiot szły setki tysięcy do kancelarii Giertycha, właściciele handlującej ropą spółki J&S, opisywanej przed laty przez Giertycha, zakładali pod tym samym adresem swój własny trust. Obsługiwał ich ten sam prawnik co Utriusque Iuris Anstalt.
Pajęczyna w Panamie
Przenieśmy się na chwilę do Panamy. Tam Rosjanka Wiktoria Olegowna Kriażewa ma jedną ze swoich baz, w których parkują spółki służące do zakładania kolejnych podmiotów maskujących pieniądze przed wścibskimi oczami. Sieć stworzona przez Rosjankę przypomina pajęczynę, pojawiają się w niej dziesiątki podmiotów i nazwisk.
Część spółek jest nadal aktywna. Interesująca nas Swiss Protecta S.A., czyli spółka figurująca w zarządzie Utriusque Iuris Anstalt, posłużyła do rejestracji jeszcze jednego podmiotu w Liechtensteinie. I zamknęła się w 2022 r.
Podmiot, który bezpośrednio transferował pieniądze do kancelarii Giertycha, zniknął wcześniej. Wykreślono go z rejestru w Liechtensteinie w maju 2014 r. Istniał dwa lata i dwadzieścia sześć dni. Nie znaleźliśmy innych śladów jego działalności oprócz pośrednictwa w transferowaniu pieniędzy do kancelarii Romana Giertycha.
W tym czasie pani Katarzyna nie pracowała już dla Romana Giertycha. Odeszła z kancelarii latem 2013 r.
Barbara Giertych legalna i transparentna. Prawie
We wtorek 7 kwietnia wysłaliśmy pytania w sprawie przelewów z Liechtensteinu do Romana Giertycha i jego żony Barbary, Sebastiana J. ps. "Foka", Victorii Beninger i Wojciecha Wierzejskiego.
"Foka", Wierzejski i Rosjanka nam nie odpowiedzieli. Za to Roman Giertych kilka godzin po otrzymaniu pytań zaczął publikować w swoich mediach społecznościowych serię wpisów atakujących współautora tego tekstu oraz Wirtualną Polskę. W jednym z nich, po długim wstępie, znalazły się odpowiedzi na część naszych pytań.
Giertych zaczyna od tego, że pytamy go o "działalność sprzed 15 lat jako adwokata kościelnego mojej żony i założoną przez nią w tym celu spółkę w Lichtenstein (pisownia oryginalna – red.)".
Giertych tłumaczy, że jego żona "prowadzi od lat odrębną ode mnie działalność i nie ma w niej nic niejawnego. Założyła kiedyś (chyba w 2011 roku) spółkę poza Polską, bo miała pomysł przenieść działalność w sprawach sporów małżeńskich również na teren Roty Rzymskiej. Pomysł arbitrażu małżeńskiego w tej sprawie nie wypalił, a spółka przyniosła straty, bo koszt zbudowania ram prawnych dla międzynarodowego sądu arbitrażowego był bardzo wysoki i zdaje się w 2012 lub 2013 roku spółka została zlikwidowana".
Sęk w tym, że jak już opisywaliśmy, Barbary Giertych formalnie w podmiocie Utriusque Iuris Anstalt w ogóle nie było.
Dalej Giertych tłumaczy, że "zainwestowane pieniądze częściowo w trakcie likwidacji spółka zwróciła". "A czemu Basia wybrała Lichtenstein? (pisownia oryginalna – red.)" – pyta Giertych. I od razu odpowiada: "Bo wówczas przyjaźniliśmy się z członkiem rodziny książęcej, który takie spółki obsługiwał. Wszystko legalnie i transparentnie".
Giertych nie odpowiedział na pytania dotyczące Rosjanki Wiktorii Kriażewej/Victorii Beninger, okoliczności przelewów do jego kancelarii, roli Sebastiana J. oraz okoliczności powstania podmiotu w Liechtensteinie z udziałem pracowniczki jego kancelarii.
Barbara Giertych nie odpowiedziała na wysłane jej pytania.
Karolina Wysota, Szymon Jadczak, dziennikarze Wirtualnej Polski i money.pl