Cztery lata pełnoskalowej wojny. Bilans, który zmienił Europę [OPINIA]
Pełnoskalowa inwazja Rosji na Ukrainę była szokiem strategicznym dla Niemiec, Francji i także dla Polski, ale po czterech latach widać, że była czymś więcej: momentem założycielskim nowej epoki gospodarczej i politycznej na naszym kontynencie - pisze w opinii dla money.pl Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku.
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
24 lutego 2022 roku Europa obudziła się w świecie, który dla wielu wydawał się należeć do przeszłości. Sam pamiętam analityków ds. Wschodu, którzy mówili, że wojna się nie wydarzy, że ona się nikomu nie opłaca. A jednak w Polskim Instytucie Ekonomicznym (którego autor był wówczas dyrektorem - przyp. red.) staraliśmy się wtedy skwantyfikować, co się wydarzy z Ukrainą, a potem resztą Europy w wyniku rosyjskiej agresji. Dzisiaj te analizy są mało warte, bo jednym ze scenariuszy było po prostu zajęcie całego Donbasu i Ługańska, a Rosji po dziś dzień to się nie udało.
Pełnoskalowa inwazja Rosji na Ukrainę była szokiem strategicznym dla Niemiec, Francji i także dla Polski, ale po czterech latach widać, że była czymś więcej: momentem założycielskim nowej epoki gospodarczej i politycznej na naszym kontynencie. Dziś nie mówimy już o "kryzysie", lecz o trwałej zmianie. Niemieckie Zeitenwende w jakimś sensie się dokonało i trudno wyobrazić sobie, żeby nad trupami w Buczy udało się przejść do porządku dziennego.
Sankcje zadziałały, ale nie od razu. "Rosja ma poważne problemy"
Bilans jest dramatyczny. Ukraina poniosła straty ludzkie rzędu około 400 tys. żołnierzy zabitych i rannych oraz dziesiątek tysięcy ofiar cywilnych. To skala porównywalna, w relacji do populacji, z największymi wojnami XX wieku. Przy populacji przedwojennej sięgającej 42–44 mln osób oznacza to realne uderzenie w całe pokolenie mężczyzn w wieku produkcyjnym.
Jeszcze bardziej wstrząsający jest bilans demograficzny. Około 5,5–6 mln uchodźców przebywa w Europie, kilka milionów osób zostało wewnętrznie przesiedlonych, a kolejne miliony żyją pod rosyjską okupacją. W praktyce populacja Ukrainy pod kontrolą Kijowa skurczyła się do około 26–28 mln osób. To nie tylko efekt wojny, lecz strukturalna zmiana potencjału gospodarczego kraju.
Utracone terytorium, utracony przemysł
Rosja kontroluje dziś około 20 proc. terytorium Ukrainy – w tym Krym, niemal cały obwód ługański oraz znaczną część donieckiego, zaporoskiego i chersońskiego. To przemysłowe serce kraju: Donbas, port w Mariupolu, zagłębia węglowe, infrastruktura energetyczna, część złóż metali krytycznych.
Według szacunków Banku Światowego i partnerów międzynarodowych koszt bezpośrednich zniszczeń przekroczył 176 mld dol., a potrzeby odbudowy w horyzoncie dekady sięgają 524 mld dol. – blisko trzykrotności rocznego PKB Ukrainy. Sektor energetyczny został celowo zdewastowany, kraj dysponuje jedynie ułamkiem przedwojennych mocy wytwórczych.
A jednocześnie państwo funkcjonuje. Budżet jest utrzymywany przy deficycie rzędu 18–20 proc. PKB, z czego większość finansowana jest pomocą zewnętrzną. Wydatki obronne sięgają ponad jednej czwartej PKB. Bez Zachodu Ukraina zbankrutowałaby w ciągu miesięcy – ale z jego wsparciem wciąż walczy.
Rosja: wzrost na wojennym dopingu
Po drugiej stronie frontu sytuacja jest bardziej złożona, niż sugerowały pierwsze prognozy z 2022 roku. Rosyjska gospodarka nie załamała się pod ciężarem sankcji. W latach 2023–2024 notowała nawet solidny wzrost, napędzany wydatkami wojskowymi i wysokimi cenami surowców. Rosja weszła w tę wojnę przygotowana ekonomicznie. Pomogły w tym kadry wyszkolone przez Wyższą Szkołę Ekonomiczną w Moskwie. Dzisiaj wiele osób uważa, że gdyby udało się większość jej absolwentów pracujących dla spółek skarbu państwa zabrać z Rosji, reżim upadłby dość szybko. Oni na razie wygrywają ten konflikt dla Rosji.
Ekonomiczny wzrost przez kilka lat był napędzany wojennym dopingiem. Dziś widać oznaki strukturalnego przeciążenia: wzrost PKB wyhamowuje do poziomów około 0,5–1 proc., inflacja utrzymuje się blisko 10 proc., a bank centralny był zmuszony podnieść stopy procentowe do poziomów nienotowanych od dekad. Podaż pieniądza podwoiła się od 2021 roku, rezerwy płynne Funduszu Majątku Narodowego (FNB) wyraźnie stopniały.
Najważniejsza jest jednak cena ludzka. Szacunki zachodnich ośrodków wskazują na ponad milion zabitych i rannych rosyjskich żołnierzy, z czego setki tysięcy poległych. To największe straty militarne poniesione przez jakiekolwiek mocarstwo od II wojny światowej. W wielu regionach Rosji wojna wysysa młodych mężczyzn z rynku pracy, generując deficyty kadrowe i presję płacową.
Nowa zależność: Moskwa–Pekin
Sankcje nie zniszczyły rosyjskiej gospodarki, ale zmieniły ją zasadniczo. Udział Chin w handlu zagranicznym Rosji wzrósł do około jednej czwartej. Moskwa stała się w praktyce surowcowym zapleczem Pekinu, uzależnionym od chińskich technologii i kanałów importowych. Relacja jest asymetryczna: Rosja jest dla Chin partnerem peryferyjnym, dla Rosji Chiny są dziś kluczowe.
To geopolityczna zmiana o długofalowych konsekwencjach. Rosja nie została zniszczona, ale została przesunięta w stronę roli młodszego partnera w azjatyckim układzie sił.
Największa niewiadoma: demografia
Z makroekonomicznego punktu widzenia największym wyzwaniem dla Ukrainy nie jest dziś nawet odbudowa infrastruktury, lecz demografia. Trzykrotna przewaga zgonów nad urodzeniami, masowa emigracja kobiet i dzieci oraz trwałe kalectwo setek tysięcy żołnierzy tworzą ryzyko pułapki niskiego wzrostu na dekady.
Bez powrotu znaczącej części uchodźców i bez szerokiego programu integracji z Unią Europejską, obejmującego kapitał, rynek pracy i inwestycje, Ukraina może wygrać wojnę politycznie, a przegrać ją gospodarczo.
Cztery lata, które zmieniły Europę
Ta wojna już przekształciła europejską architekturę bezpieczeństwa, energetykę i politykę przemysłową. Państwa UE wydały miliardy euro na osłony energetyczne, dywersyfikację dostaw gazu i rozbudowę infrastruktury LNG. NATO się rozszerzyło. Wydatki obronne stały się nową normą fiskalną. Mamy cel wydatków wynoszący 5 proc. PKB, choć do niego zmusił nas bardziej Donald Trump.
Ukraina płaci cenę egzystencjalną, Rosja: strukturalną i pokoleniową. Oba kraje będą odczuwać skutki tej wojny przez dekady.
Europa również. I to właśnie dlatego bilans tych czterech lat nie jest wyłącznie historią frontu, lecz historią nowej epoki gospodarczej, w której bezpieczeństwo stało się najdroższym dobrem publicznym. Oby nam, po drugiej stronie Bugu, nie przystało w tym pokoleniu płacić za nie najwyższej ceny w krwi naszych obywateli, a jedynie w wyższych podatkach czy kosztach długu.
Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku