Trwa ładowanie...
Zaloguj
Notowania
Przejdź na
Michał Wąsowski
Michał Wąsowski
|
aktualizacja

"Dobijające". Wybory pokazały smutne zjawisko [OPINIA]

98
Podziel się:
Przedstawiamy różne punkty widzenia

Kampania samorządowa, chociaż powinna być kluczowa dla obywateli i kandydatów, w tym roku była co najwyżej leniwa. I co najgorsze - spora część kandydatów do sejmików wojewódzkich, rad gmin czy dzielnic zdawała się niezbyt zainteresowana swoimi wyborcami. Dlaczego?

"Dobijające". Wybory pokazały smutne zjawisko [OPINIA]
O wielu kandydatach do wyborów samorządowych nie dało się znaleźć informacji w sieci (East News, Jacek Dominski/REPORTER)

Wybory samorządowe powinny być dla obywateli i kandydatów bardzo ważne. Wszak to one decydują o tym, jak będzie wyglądać nasze bezpośrednie otoczenie: dzielnica, miasto, gmina, województwo. W dniu wyborów postanowiłem więc dowiedzieć się czegoś więcej o kandydatach do rady miasta, dzielnicy i sejmiku wojewódzkiego ze swojego okręgu.

Listę kandydatów dla każdej z tych grup - choć z pewnym trudem - można znaleźć na oficjalnej stronie PKW. To jednak był dopiero początek, bo poza nazwiskami i przypisanym komitetem, serwis Komisji wiele więcej informacji nie podaje. 

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Zobacz także: Kto wygrał wybory? "Koalicja Grilla i Kanapy"

Sprawdzanie kandydatów w wyborach samorządowych to porażka

Pozostaje więc samodzielnie sprawdzanie każdej osoby w wyszukiwarce i mediach społecznościowych. I to właśnie tutaj spotkało mnie z jednej strony ogromne rozczarowanie, a z drugiej spory smutek. 

Okazało się bowiem, że w sieci nie ma informacji o wielu kandydatach, czasem nawet większości, z danej listy. Oznacza to, że ludzie, którzy chcą zarządzać lokalnymi sprawami, nie poświęcili nawet 30 minut, by założyć oficjalną stronę swojej kandydatury na Facebooku i powiedzieć wyborcom cokolwiek na swój temat.

Zrozumiałbym brak strony internetowej, bo to wymaga więcej czasu i nakładów. Ale właśnie tu z pomocą przychodzą social media, gdzie założenie odpowiedniego profilu naprawdę nie jest ani trudne, ani czasochłonne. Nie wymagam wiele: niech kandydat powie kim jest, czym się zajmuje i czy ma jakieś pomysły poza partyjną linią. Albo chociaż co konkretnie z pomysłów komitetu jest mu najbliższe. 

Nie trzeba do tego pisać rozwiniętych programów. Wiele osób, które swój profil lub stronę mają, przypięli na nich prostą grafikę z kilkoma punktami propozycji zmian dla lokalnej społeczności. Zrobienie takiej grafiki nie wymaga nawet umiejętności, a jedynie poświęcenia nieco czasu. 

Niestety, tego typu informacje znalazłem o nielicznych kandydatach, a sprawdziłem kilkadziesiąt osób. Potem sprawdziłem losowo kolejnych kilkadziesiąt osób z innych okręgów w całej Polsce - i wszędzie było to samo. Problem dotyczył nawet jedynek z niektórych list. Również aktywność terenowa kandydatów do rad dzielnic czy sejmików - z nielicznymi wyjątkami - była znikoma lub wręcz zerowa.

Wielu kandydatów nie chciało dać się poznać wyborcom. Po co więc startują?

Ewidentnie więc kandydaci poświęcili czas na to, by znaleźć się na listach, ale już nie na to, by opowiedzieć o sobie wyborcom. Być może wyszli z założenia, że skoro startują z danej listy, to ich poglądy są zbieżne z tymi komitetu i/lub partii - i to wystarczy. Jeśli tak, to odpowiadam: przynależność do komitetu to zdecydowanie za mało w stosunku do tego, na co zasługują wyborcy. Z partyjnego programu nie dowiem się, czy przedstawiciele danego ugrupowania mają zamiar zbudować parking w dzielnicy, czy może zazieleniać ulice.

Dlatego do kandydatów kieruję dwa proste pytania. 

Po pierwsze: dlaczego, skoro poświęciliście czas na dostanie się na listy, nie podjęliście minimum wysiłku, by pokazać się obywatelom? To smutne i dobijające, że mieliście czas na uprawianie komitetowo-partyjnej polityki, ale nie na wyborców.  

Po drugie: jak obywatele mają przejmować się wyborami, w których kandydaci są średnio zainteresowani dotarciem do tychże obywateli? Znacznie mniejsza frekwencja, w porównaniu do wyborów z października, ma zapewne wiele przyczyn. Tym bardziej szkoda, że tak wielu aspirujących do samorządów nawet nie spróbowało podjąć wysiłku, by wyborcy poczuli, że kandydatom chodzi o coś więcej niż obsada stołków.

Michał Wąsowski, wiceszef i dziennikarz money.pl

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(98)
Bw.info
miesiąc temu
Niestety te wybory to ściema. Zgadzam się z artykułem zero informacji o kandydatach.Plakaty i olbrzymiej bilbordy .za nasze podatki.
Matt
miesiąc temu
Wystarczy obniżyć diety radnych w gminach z obecnych kilku tysięcy do symbolicznych 500 zł. Wtedy tylko ci naprawdę zainteresowani lokalnymi sprawami będą kandydować. To takie proste. Zlikwidować koryto.
ppwd
miesiąc temu
Ja ze swojej strony, proponowałbym badaczom wyborczym, zbadać "fenomen" wygrania wyborów do rady miasta po raz trzeci tej samej "burmistrzowskiej" listy kandydatów. Nikt z innych komitetów nie dostał się do rady.
off
miesiąc temu
artykuł dokładnie w punkt! Naprawdę można odnieść wrażenie (graniczące z pewnością) że chodzi tylko o stołki :(
SzaryCzłowiek
miesiąc temu
Znajoma, startująca do sejmiku w Małopolsce z ramienia trzeciej nogi pajaca Hołowni , stwierdziła że nie po to darła papę na licznych protestach żeby z tego nic nie nie mieć.Zaraz potem dodała że do polityki idzie po znajomości i pieniądze.A ja..no cóż..zostałem w domu.Nie wziąłem udziału w tej farsie.
...
Następna strona