"Dobijające". Wybory pokazały smutne zjawisko [OPINIA]

Kampania samorządowa, chociaż powinna być kluczowa dla obywateli i kandydatów, w tym roku była co najwyżej leniwa. I co najgorsze - spora część kandydatów do sejmików wojewódzkich, rad gmin czy dzielnic zdawała się niezbyt zainteresowana swoimi wyborcami. Dlaczego?

O wielu kandydatach do wyborów samorządowych nie dało się znaleźć informacji w sieci O wielu kandydatach do wyborów samorządowych nie dało się znaleźć informacji w sieci
Źródło zdjęć: © East News | Jacek Dominski/REPORTER
Michał Wąsowski

Wybory samorządowe powinny być dla obywateli i kandydatów bardzo ważne. Wszak to one decydują o tym, jak będzie wyglądać nasze bezpośrednie otoczenie: dzielnica, miasto, gmina, województwo. W dniu wyborów postanowiłem więc dowiedzieć się czegoś więcej o kandydatach do rady miasta, dzielnicy i sejmiku wojewódzkiego ze swojego okręgu.

Listę kandydatów dla każdej z tych grup - choć z pewnym trudem - można znaleźć na oficjalnej stronie PKW. To jednak był dopiero początek, bo poza nazwiskami i przypisanym komitetem, serwis Komisji wiele więcej informacji nie podaje. 

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Kto wygrał wybory? "Koalicja Grilla i Kanapy"

Sprawdzanie kandydatów w wyborach samorządowych to porażka

Pozostaje więc samodzielnie sprawdzanie każdej osoby w wyszukiwarce i mediach społecznościowych. I to właśnie tutaj spotkało mnie z jednej strony ogromne rozczarowanie, a z drugiej spory smutek. 

Okazało się bowiem, że w sieci nie ma informacji o wielu kandydatach, czasem nawet większości, z danej listy. Oznacza to, że ludzie, którzy chcą zarządzać lokalnymi sprawami, nie poświęcili nawet 30 minut, by założyć oficjalną stronę swojej kandydatury na Facebooku i powiedzieć wyborcom cokolwiek na swój temat.

Zrozumiałbym brak strony internetowej, bo to wymaga więcej czasu i nakładów. Ale właśnie tu z pomocą przychodzą social media, gdzie założenie odpowiedniego profilu naprawdę nie jest ani trudne, ani czasochłonne. Nie wymagam wiele: niech kandydat powie kim jest, czym się zajmuje i czy ma jakieś pomysły poza partyjną linią. Albo chociaż co konkretnie z pomysłów komitetu jest mu najbliższe. 

Nie trzeba do tego pisać rozwiniętych programów. Wiele osób, które swój profil lub stronę mają, przypięli na nich prostą grafikę z kilkoma punktami propozycji zmian dla lokalnej społeczności. Zrobienie takiej grafiki nie wymaga nawet umiejętności, a jedynie poświęcenia nieco czasu. 

Niestety, tego typu informacje znalazłem o nielicznych kandydatach, a sprawdziłem kilkadziesiąt osób. Potem sprawdziłem losowo kolejnych kilkadziesiąt osób z innych okręgów w całej Polsce - i wszędzie było to samo. Problem dotyczył nawet jedynek z niektórych list. Również aktywność terenowa kandydatów do rad dzielnic czy sejmików - z nielicznymi wyjątkami - była znikoma lub wręcz zerowa.

Wielu kandydatów nie chciało dać się poznać wyborcom. Po co więc startują?

Ewidentnie więc kandydaci poświęcili czas na to, by znaleźć się na listach, ale już nie na to, by opowiedzieć o sobie wyborcom. Być może wyszli z założenia, że skoro startują z danej listy, to ich poglądy są zbieżne z tymi komitetu i/lub partii - i to wystarczy. Jeśli tak, to odpowiadam: przynależność do komitetu to zdecydowanie za mało w stosunku do tego, na co zasługują wyborcy. Z partyjnego programu nie dowiem się, czy przedstawiciele danego ugrupowania mają zamiar zbudować parking w dzielnicy, czy może zazieleniać ulice.

Dlatego do kandydatów kieruję dwa proste pytania. 

Po pierwsze: dlaczego, skoro poświęciliście czas na dostanie się na listy, nie podjęliście minimum wysiłku, by pokazać się obywatelom? To smutne i dobijające, że mieliście czas na uprawianie komitetowo-partyjnej polityki, ale nie na wyborców.  

Po drugie: jak obywatele mają przejmować się wyborami, w których kandydaci są średnio zainteresowani dotarciem do tychże obywateli? Znacznie mniejsza frekwencja, w porównaniu do wyborów z października, ma zapewne wiele przyczyn. Tym bardziej szkoda, że tak wielu aspirujących do samorządów nawet nie spróbowało podjąć wysiłku, by wyborcy poczuli, że kandydatom chodzi o coś więcej niż obsada stołków.

Michał Wąsowski, wiceszef i dziennikarz money.pl

Źródło artykułu: money.pl
Wybrane dla Ciebie
Ceny ropy gwałtownie wzrosną? Zwiększenie wydobycia to może być za mało
Ceny ropy gwałtownie wzrosną? Zwiększenie wydobycia to może być za mało
Po atakach Iranu ZEA zamykają giełdy na dwa dni
Po atakach Iranu ZEA zamykają giełdy na dwa dni
Dostawy ropy i gazu do Polski. Oto jak wygląda sytuacja po ataku na Iran
Dostawy ropy i gazu do Polski. Oto jak wygląda sytuacja po ataku na Iran
Odpowiedź Iranu na atak uziemiła turystów. Władze Abu Zabi zapłacą za przedłużony pobyt
Odpowiedź Iranu na atak uziemiła turystów. Władze Abu Zabi zapłacą za przedłużony pobyt
Azja szykuje się na ewentualne problemy z ropą z Zatoki Perskiej
Azja szykuje się na ewentualne problemy z ropą z Zatoki Perskiej
Duńczycy zdecydowali. Gigant zawiesza kursy przez Cieśninę Ormuz
Duńczycy zdecydowali. Gigant zawiesza kursy przez Cieśninę Ormuz
Są pierwsze reakcje rynków na atak na Iran. Oto co się dzieje
Są pierwsze reakcje rynków na atak na Iran. Oto co się dzieje
Ruch wyprzedzający. Państwa OPEC zwiększą produkcję ropy
Ruch wyprzedzający. Państwa OPEC zwiększą produkcję ropy
Ceny gazu wystrzelą? Energetycy kreślą scenariusz
Ceny gazu wystrzelą? Energetycy kreślą scenariusz
Polacy utknęli na Bliskim Wschodzie. Jest reakcja MSZ
Polacy utknęli na Bliskim Wschodzie. Jest reakcja MSZ
Co z cenami ropy, gazu i paliw po ataku na Iran. Ta kwestia jest teraz kluczowa [OPINIA]
Co z cenami ropy, gazu i paliw po ataku na Iran. Ta kwestia jest teraz kluczowa [OPINIA]
"Superbroń" i masowa inwigilacja? Open AI przyjmuje kontrowersyjny projekt
"Superbroń" i masowa inwigilacja? Open AI przyjmuje kontrowersyjny projekt