"Der Spiegel": Polska to nowe Niemcy
Tygodnik "Der Spiegel" pisze, że "Polska to nowe Niemcy". Opisuje nasz kraj jako przykład z "Europy wzrostu" w kontrze do "Europy słabości", którą ogarnęła stagnacja. Podkreśla aspekty związane m.in. z przedsiębiorczością, do której podejście odróżnia oba kraje.
Jak pisze "Der Spiegel", europejska gospodarka bywa kojarzona z niskim tempem wzrostu i słabszą innowacyjnością, a udział UE w gospodarce światowej od lat maleje. Autor komentarza Michael Sauga przypomina też ostrzeżenie byłego szefa Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghiego z raportu o europejskiej konkurencyjności, że jeśli nic się nie zmieni, kontynent "nie będzie w stanie zachować swoich wartości".
"Europa słabości" kontra "Europa wzrostu"
"Ostrzeżenie Draghiego jest jednocześnie słuszne i błędne, bo tak naprawdę w kwestiach gospodarczych istnieją dwie Europy" - ocenia Sauga. "Europa słabości, na czele której stoją kluczowe państwa UE: Niemcy, Francja i Włochy. I strefa wschodzących gospodarek na peryferiach, gdzie gospodarka rośnie w tempie około dwóch do trzech procent rocznie - czyli podobnie dynamicznie, jak w USA" - dodaje.
Do "Europy wzrostu" zalicza m.in. kraje dotknięte w przeszłości kryzysem, jak Portugalia i Grecja, ale także państwa zajmujące czołowe miejsca w międzynarodowych rankingach. Wymienia Hiszpanię, ogłoszoną dwa lata temu Gospodarką Roku przez magazyn "The Economist", oraz Szwecję, która w Globalnym Indeksie Innowacyjności ONZ figuruje jako najbardziej zaawansowany kraj UE. W tym gronie wskazuje również Polskę.
Wojna wykańcza gospodarkę? Tak kończyły potęgi w Europie
Niemcy zmienią postrzeganie Polski?
Według przywołanej w tekście oceny Banku Światowego, dzięki wieloletniemu wzrostowi gospodarczemu przekraczającemu trzy procent PKB Polska stworzyła "nową równowagę między konkurencyjnością, spójnością społeczną i odpornością".
Autor "Spiegla" formułuje też wniosek dla europejskich decydentów. "Jeśli europejscy politycy chcą nadrobić zaległości, nie powinni koniecznie patrzeć w stronę Ameryki czy Chin, ale raczej na Warszawę, Sztokholm czy Madryt" - pisze.
Jednocześnie zauważa, że również w krajach określanych jako rozwijające się w ramach UE występują problemy znane z borykającego się ze stagnacją "centrum Europy": starzenie się społeczeństw, konkurencja ze strony Chin, biurokracja czy kryzys klimatyczny. Różnica ma polegać na tym, że - według autora - rządzący w tych państwach potrafili wcześniej wprowadzić reformy i "zastąpić stare słabości nowymi atutami".
Sauga ocenia, że to "Polska od lat wykazuje najbardziej imponującą dynamikę". Wskazuje, że w Niemczech Polska bywa postrzegana jako zaplecze produkcyjne zachodnich koncernów, ale - jak pisze - "to już dawno przestało być prawdą". W tekście pada przykład producenta autobusów Solaris oraz opis centrów biznesowych w Warszawie, Poznaniu i Gdańsku, gdzie - według autora - działa wiele wyspecjalizowanych firm cyfrowych dostarczających oprogramowanie i usługi IT klientom korporacyjnym na świecie.
W komentarzu pojawia się także porównanie podejścia do przedsiębiorczości. "W Niemczech zaledwie jedna czwarta absolwentów uczelni wyższych wyobraża sobie założenie firmy po studiach. W Polsce natomiast jest to 67 procent, co współtworzy klimat przedsiębiorczości, elastyczności i gotowości do podejmowania ryzyka, który dawny kraj Układu Warszawskiego" - pisze Michael Sauga.
Niemcy nie dostrzegają potencjału Polski?
W tym kontekście autor dokłada mocną tezę: "Polska to nowe Niemcy, jak mówi się z podziwem na międzynarodowych rynkach finansowych".
Z kolei w wywiadzie sprzed kilku dla "Frankfurter Allgemeine Zeitung" prof. Marcin Piątkowski ocenił, że Niemcy nie wykorzystują w pełni potencjału współpracy z Polską, bo nie doceniają tempa rozwoju polskiej gospodarki. Według niego ściślejsze powiązania gospodarcze z Polską mogłyby pomóc Niemcom zmierzyć się z problemami strukturalnymi.
– Z ekonomicznego punktu widzenia trudno to wytłumaczyć. Ale nie tylko niemieckie firmy mają trudności z patrzeniem przez granicę na swojego wschodniego sąsiada. Mam wielu przyjaciół w Berlinie, którzy nigdy nie byli w Polsce – stwierdził ekonomista.
Źródło: Deutsche Welle, "Der Spiegel"