Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na
energetyka
24.06.2020 20:30

Energetyka na zakręcie. Trudny dzień dla polskich elektrowni

Seria niefortunnych zdarzeń dotknęła w poniedziałek polskie elektrownie. Ofiarą silnych deszczów padła Elektrownia Bełchatów, która musiała ograniczyć produkcję. Problemy były też w kilku innych miastach. W rezultacie trzeba było importować energię elektryczną, a jej ceny poszybowały.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Wikimedia Commons)
Z powodu ulewy trzeba było wyłączyć część bloków Elektrowni Bełchatów.

W poniedziałek za sprawą różnego rodzaju awarii brakowało w Polsce 7 gigawatów energii - podaje portal wysokienapiecie.pl. Dla porównania: obecne zapotrzebowanie na prąd w Polsce to niecałe 20 gigawatów, a historyczny rekord to 26,5 gigawata.

Co się stało? Najpierw, w nocy z niedzieli na poniedziałek, zalało część Elektrowni Bełchatów, największej w całej Europie elektrowni węglowej. Woda dostała się na zadaszone taśmociągi z węglem, które trzeba było unieruchomić. Konieczne było wyłączenie czterech bloków energetycznych.

Trzeba było też zmniejszyć moc produkcyjną w pozostałych blokach, bo do Bełchatowa trafia teraz bardziej zasiarczony węgiel. Nie można spalać go za dużo, żeby nie przekroczyć norm emisji.

Obejrzyj też: Polacy chętnie inwestują w panele na dachach. "Nadchodzi rewolucja lokalna"

To nie wszystko. Jak podaje wysokienapiecie.pl, w Elektrowni Opole doszło do awarii instalacji odsiarczania w nowym bloku. Z powodu problemów technicznych trzeba było też wyłączyć dwa bloki w Elektrowni Kozienice.

Do listy elektrowni z problemami trzeba też dopisać obiekty w Jaworznie, Łagiszy, Ostrołęce, Połańcu, Sierszy, a także elektrociepłownie w Rzeszowie, Włocławku i Siekierkach. W nich także - z różnych powodów - produkcja energii nie mogła iść pełną parą.

Skąd wziąć prąd

W rezultacie ceny energii wystrzeliły w górę i trzeba było szukać prądu w innych źródłach. W poniedziałek rano na tak zwanym Rynku Bilansującym za megawatogodzinę trzeba było płacić prawie 1,3 tys. zł, podczas gdy normalnie jest to około 200 zł.

Odpowiedzialne za przesył energii Polskie Sieci Elektroenergetyczne sięgnęły po prąd z zagranicy. Ze Szwecji, Niemiec, Czech, Słowacji i Litwy wzięliśmy 3 gigawaty mocy. Resztę wykrzesaliśmy ze starych bloków w elektrowniach, które na co dzień nie działają, ale możliwe jest skorzystanie z nich w sytuacjach podbramkowych, a także - w niewielkim stopniu - z elektrowni wiatrowych i słonecznych.

W rezerwie była jeszcze możliwość skorzystania z reszty mocy produkcyjnych pochodzących z odnawialnych źródeł energii i z elektrowni konwencjonalnych. Do ryzyka odcięcia Polski od prądu trochę więc, jak przekonuje portal, brakowało.

Warto stawiać na OZE

- Sytuacja w elektrowni węglowej w Bełchatowie uzmysłowiła nam, jak ważna jest energetyka w naszym kraju, a jej struktura wymaga poważnej modernizacji - komentuje Anita Bednarek, kierownik ds. energii w firmie Goodvalley, która zajmuje się ochroną środowiska i zrównoważonym rolnictwem.

- W związku z suszą doszło do fali lokalnych podtopień. Kwestią czasu było zagrożenie strategicznych dla polskiego przemysłu obiektów. Dlatego tak ważna jest dywersyfikacja lokalnych źródeł energii. Najlepszym środkiem w realizacji tego celu są odnawialne źródła energii, a na terenach pozamiejskich są to biogazownie rolnicze - przekonuje Bednarek.

Nie wszystko da się przewidzieć

O komentarz do poniedziałkowych problemów poprosiliśmy Polskie Sieci Elektroenergetyczne. Jak tłumaczy rzeczniczka PSE Beata Jarosz-Dziekanowska, sytuacji awaryjnej nie da się przewidzieć, można się jednak zabezpieczyć przed różnymi potencjalnymi scenariuszami.

- W ramach planowania pracy Krajowego Systemu Elektroenergetycznego, PSE zabezpieczają się właśnie na takie sytuacje, m.in. zwiększając poziom wymaganych rezerw na poniedziałki, kiedy to wiele bloków wraca do pracy po weekendowych postojach i drobnych remontach - mówi Jarosz-Dziekanowska. Jak wylicza, w poniedziałek wypadły z krajowego systemu około 4 gigawaty energii. - Niemniej po podjęciu odpowiednich działań operatorskich, system pracował stabilnie - tłumaczy rzecznik.

I dodaje, że ryzyko blackoutu jest mniejsze niż na przykład w 2015 roku, gdy o możliwości odcięcia nas od prądu mówiło się wyjątkowo często. System jest w tej chwili w lepszej kondycji, mamy nowe bloki w elektrowniach i większe możliwości importu prądu z zagranicy. Beata Jarosz-Dziekanowska uspokaja też, że taki problem, jak poniedziałkowy, nie powinien stanowić zagrożenia dla przeprowadzenia wyborów w najbliższą niedzielę.

- W weekendy zapotrzebowanie na energię elektryczną jest zawsze niższe i jeśli nie dojdzie do kataklizmów pogodowych, nie powinno być problemów z niezawodnymi dostawami energii i zbilansowaniem systemu - tłumaczy rzecznik PSE.

Jak z kolei informuje Łukasz Ciuba, kierownik zespołu prasowego Tauronu, w reakcji na serię problemów spółka uruchomiła w poniedziałek dodatkowe jednostki, które zasiliły krajowy system energetyczny. Dodatkowe moce zostały uruchomione w Jaworznie, Łagiszy, Łaziskach i Stalowej Woli.

Zapytaliśmy też o problemy polskich elektrowni PGE. Na odpowiedź czekamy, opublikujemy je, gdy tylko do nas trafią.

Zapisz się na nasz specjalny newsletter o koronawirusie

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
23-06-2020

RyszardJeszcze jeden problem energetyczny czeka akcjonariuszy giełdowych spółek.Po wyborach pęknie bańka złudzeń o wyłączeniu kopalni spod zarządu … Czytaj całość

23-06-2020

Jaja normalniePiS to nawet prądu nie potrafi zrobić

23-06-2020

AnnaSzukają sensacji antypolskie media

Rozwiń komentarze (339)