Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na
wiadomości
08.07.2020 21:33

Estoński CIT to nie koniec. Przedsiębiorcy chcą z tego kraju zapożyczyć coś jeszcze

Estoński CIT, który szykuje polski rząd, pozwala zapłacić podatek dopiero od wypłacanego zysku. To dobra wiadomość dla firm. Jednak ten zapożyczony pomysł zostanie u nas odziany w typowo polskie szaty. - Estończycy mają 9 stron przepisów, a my - ponad 260 - skarżą się przedsiębiorcy.

Podziel się
Dodaj komentarz
(money.pl)
Przedsiębiorcy chcą prostszego prawa podatkowego.

Członkowie facebookowej grupy "Nowoczesna przedsiębiorczość" gorąco popierają wprowadzenie przez rząd tzw. estońskiego CIT, czyli tamtejszej wersji naszego CIT-u. Z tej całej radości nie zapomnieli jednak wytknąć rządzącym, że skoro już sięgamy po rozwiązania z tego kraju, może warto zapożyczyć coś jeszcze.

"Rząd obiecuje, że od 2021 wprowadzi CIT estoński? Proszę bardzo. Ustawa o CIT liczy w Polsce 267 stron, w Estonii 9" - wypunktowali w jednym z postów. I zachęcają do znacznego uszczuplenia tych przepisów.

(Nowoczesna przedsiębiorczość)

- Propagandowo przywłaszcza się nazwę "estoński CIT". Nie wprowadza się jednak prostego, czytelnego rozwiązania, tylko jakąś hybrydę obwarowaną ograniczeniami. Estoński CIT wyrobił sobie markę, ale jest on dobry, bo nieskomplikowany - mówi money.pl Robert Okulski, doradca podatkowy i założyciel grupy "Nowoczesna przedsiębiorczość".

Jak dodaje, setki stron ustaw i interpretacji to ciężka kula u nogi naszego biznesu. Te dotyczące podatku VAT liczą półtora miliona stron. - Przekopywanie się przez przepisy to istny koszmar. Może to zatem dobra okazja, żeby je wreszcie zacząć upraszczać? - pyta retorycznie Okulski.

Rzecznik MSP przestrzega. "Powtórne zamrożenie gospodarki to katastrofa"

- Ta dysproporcja w liczbie stron robi wrażenie. Mało tego. Do naszych przepisów należy jeszcze dodać regulacje dotyczące estońskiego CIT-u, które dopiero zostaną zaimplementowane. U nas to będzie jedna z możliwości dla niektórych przedsiębiorców, a w Estonii to system powszechny, więc przepisy są znacznie krócej opisane - mówi Przemysław Pruszyński, ekspert Konfederacji Lewiatan, doradca podatkowy.

Jak dodaje, do końca nie wiadomo, jak będzie to wyglądało w Polsce. - Projekt ma być przedstawiony w lipcu, ale nikt go jeszcze nie widział. Jeśli dziś wprowadzimy w życie jakiś model upraszczający istniejące już przepisy, to trzeba to robić, ale naprawdę to nie jest takie proste - mówi Pruszyński.

Prościej i krócej

Nasz rozmówca odnosi się też do często podnoszonego argumentu: na początku lat 90-tych jakoś doskonale radziliśmy sobie z przepisami podatkowymi, które zajmowały zaledwie kilkanaście stron.

- Gospodarka 30 lat temu wyglądała zupełnie inaczej. Transakcje były prostsze, a otoczenie mniej złożone niż to, z którym mamy teraz do czynienia. Nasze przepisy narosły już tyloma nowymi regulacjami, że odnalezienie jakichś konkretnych zapisów w ustawie rodzi poważne problemy. Te ustawy można by napisać na nowo dużo prostszym językiem - mówi Pruszyński.

Jak dodaje, wielokrotnie współpracował z Ministerstwem Finansów i wie, że w resorcie prowadzono prace nad nowymi ustawami o podatkach dochodowych. - Popieramy takie działania, ale ostatecznie nie wiemy, na jakim są etapie. To by się jednak naprawdę przydało. W PIT i CIT wiele przepisów można uprościć, te, które się dublują, usunąć albo poprawić - mówi ekspert.

O chęć upraszczania przepisów zapytaliśmy Ministerstwo Finansów. Do czasu opublikowania tego artykułu nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

"Nie trzeba tego opisywać"

- Zawsze się zastanawiam nad postulatem prostych podatków, kiedy podpisujemy umowy o transakcjach gospodarczych na 180 czy 200 stronach. Niewątpliwie Estonia jest tu świetnym przykładem. To uproszczenie wynika tam z czystej mechaniki. Jeśli pewnych rzeczy nie opodatkowujemy do danego momentu (czyli właśnie odprowadzenia CIT-u w sytuacji, gdy firma nie wypłaca zysku - przyp. red.), to nie trzeba tego opisywać - mówi Aleksander Kot, ekspert w dziale doradztwa podatkowego firmy Deloitte.

Takie podejście do opisywania prawa opłaca się Estończykom. Według danych Banku Światowego rozliczanie w Estonii podatku CIT trwa średnio 5 godzin, a wszystkich danin - ogółem 50 godzin. Polski przedsiębiorca na CIT poświęcić musi średnio 59 godzin, a rozliczenie wszystkich podatków zajmuje mu 334 godziny.

Dlatego w rankingu Paying Taxes 2019 Estonia zajęła 19., a Polska 69. miejsce. Zestawienie dotyczy oczywiście przyjazności systemu podatkowego. Możemy się w tej klasyfikacji jakoś przesunąć do przodu?

- Gdyby przepisy podatkowe skupiały się na opisaniu najważniejszej zasady, na pryncypiach, a nie próbowały odnieść się do każdej możliwej sytuacji, byłoby dużo łatwiej je stosować - mówi Aleksander Kot.

Przypomnijmy: rząd chce wprowadzić tzw. estoński CIT od stycznia 2021 r. Rozwiązanie pozwoli firmom zapłacić podatek dopiero w momencie wypłaty zysku przez spółkę. Reinwestujący zyski w firmę nie zapłacą nic.

Ten model w Polsce skierowany ma być do małych i średnich spółek kapitałowych, których przychody nie przekraczają 50 mln zł, a także spółek, w których udziałowcami są wyłącznie osoby fizyczne. O innych ograniczeniach przeczytasz tu.

Masz newsa, zdjęcie, filmik? Wyślij go nam na #dziejesie

Tagi: wiadomości, gospodarka, podatki, estoński cit
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
08-07-2020

EKONOMICZNE IQTEST NA IQ: 1. Mamy rynek na którym są dwie identyczne firmy, polska i estońska. Która wygra konkurencję? A) ta z Polski B) ta z Estonii C) poradzą … Czytaj całość

09-07-2020

ekonomiaI z Estońskiego CITa został Polski BUBEL (GNIOT)

09-07-2020

alaJak to u nas wprowadzą to budżet pójdzie z torbami. żadna sztuka jechać latami na 0, od lat międzynarodowe korporacje dmuchają koszty żeby nic nie … Czytaj całość

Rozwiń komentarze (30)