Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Konrad Bagiński
Konrad Bagiński
|
aktualizacja

Fardin to symbol naszej współpracy z Iranem. Czego już do nas nie przywiezie?

52
Podziel się:

Fardin Kazemi, irański kierowca, który zarabiał na wożeniu do Polski irańskich rodzynek, stał się – może nawet wbrew swojej woli – symbolem gospodarczej wymiany między naszymi krajami. A wygląda ona mniej więcej tak, jak stara ciężarówka Fardina: to niewielki, mocno sfatygowany biznes.

Fardin Kazemi, irański kierowca ciężarówki woził do Polski rodzynki.
Fardin Kazemi, irański kierowca ciężarówki woził do Polski rodzynki. (PAP, Waldemar Deska)

Historią Irańczyka żyła niedawno cała Polska. Na początku grudnia zeszłego roku jechał krajową jedynką, kiedy jego ciężarówka International - rocznik 1988 - zepsuła się. Irańczyk przewoził rodzynki, ale o dowiezieniu transportu nie było już mowy.

Polscy kierowcy i ludzie dobrej woli ugościli go u siebie i zorganizowali zbiórkę pieniędzy na nowy pojazd. Było z tym trochę zamieszania, bo z powodu sankcji nie udało się kupić dla Irańczyka nowej ciężarówki. Ale organizatorzy zbiórki zwalczyli biurokratyczne przeszkody i już za kilka dni dostanie on nowy pojazd.

Fardin zarabiał na wożeniu do Polski irańskich rodzynek. Te produkty nie są objęte sankcjami. Ale samochody i części motoryzacyjne już tak. Organizator zbiórki dla irańskiego kierowcy przypomina, że w Iranie cła na auta osobowe wynoszą 130 proc., zaś na ciężarówki – 75 proc. Z tego powodu aut i części nie opłaca się tam sprzedawać. Miejscowy przemysł motoryzacyjny nastawiony jest na montowanie aut na licencji sprzed ery sankcji. Abstrahując od sankcji, nie jest więc zainteresowany importowaniem części na przykład z Polski.

Zobacz także: Obejrzyj: Innowacyjne rozwiązania w sektorze produkcji lotniczej w województwie podkarpackim

Iran - daleko i niełatwo

Jeśli chodzi o naszą wymianę handlową, to była do tej pory raczej symboliczna. Co prawda rosła nawet o kilkanaście procent rocznie, ale to zasługa tzw. niskiej bazy - przy małej skali niewiele potrzeba, by procentowo wzrost wydawał się spory. Przy tym rósł raczej import z Iranu do Polski, nasz eksport spadał.

Około 2016 roku, chwilę po zniesieniu sankcji gospodarczych, polskie firmy i władze mocno zainteresowały się Iranem. Uznały, że kraj z trzema dekadami zaległości w rozwoju będzie idealnym partnerem do handlu. Iran potrzebował i potrzebuje wszystkiego – żywności, maszyn, nowoczesnych technologii. A odpłacić mógł się m.in. tanią ropą i miliardami ton surowców zalegających pod ziemią.

Ale 8 maja 2018 r. prezydent Donald Trump ogłosił, że Stany Zjednoczone wycofują się z porozumienia nuklearnego z Iranem, zawartego trzy lata wcześniej, za czasów prezydentury Baracka Obamy. W rezultacie w listopadzie 2018 r. przywrócone zostały sankcje wobec reżimu ajatollahów. Na czarnej liście znalazło się 700 osób, samoloty, statki, banki, firmy transportowe i eksporterzy ropy naftowej.

Na liście polskich partnerów handlowych Iran zajmuje odległe miejsce, pod koniec pierwszej setki. Import przekracza nieco ćwierć miliarda dolarów, eksport wycenia się na mniej niż 100 mln dolarów. To niewielkie kwoty. W całości obrotów udział Iranu w naszej wymianie handlowej liczy się nawet nie w procentach, ale promilach.

Nawet nie zapłacisz

Olbrzymią przeszkodą w handlu jest fakt, iż Iran jest odcięty od systemu SWIFT – czyli operatora przelewów międzynarodowych. Da się to oczywiście obejść, ale wymaga sporo zachodu i zlecania przelewów przez Turcję czy Chiny. Nie da się też zapłacić żadną "zachodnią" kartą płatniczą. Problemy może sprawiać też sieć komórkowa, która oprócz tego, że jest droga dla abonentów polskich sieci (10 zł za minutę połączenia wychodzącego), to często nie działa. O dostępności internetu również możemy zapomnieć – poza tym jest on cenzurowany.

Według danych Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu Polska sprzedaje do Iranu przede wszystkim żywność. Stanowi ona ok. 10 proc. naszego eksportu. Producenci żywności już od dawna ostrzyli sobie zęby na irański rynek, bo ten kraj za granicą kupuje większość tego, co spożywają Irańczycy. Poza tym sprzedajemy do Iranu maszyny rolnicze, budowlane i do przemysłu spożywczego. Każda z tych pozycji odpowiada jednak za eksport liczony w pojedynczych milionach dolarów.

Kiedyś z Iranu ściągaliśmy przede wszystkim ropę naftową. Po wprowadzeniu zeszłorocznych sankcji stało się to niemożliwe. Obecnie dominują więc bakalie, w których uprawie Irańczycy mają wielowiekowe tradycje. Orzechy, daktyle, figi, migdały – to sprowadzamy przede wszystkim. Wartość każdej kategorii nie przekracza kilku milionów dolarów.

W obecnej sytuacji geopolitycznej można się spodziewać, że import z Iranu, jak i eksport do tego kraju, zostaną jeszcze bardziej ograniczone, a zagraniczne firmy nie będą już miały wstępu na tereny Persji.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Źródło:
WP Finanse
KOMENTARZE
(52)
daks62
6 miesięcy temu
to bylo dwa lata temu
Jack
11 miesięcy temu
Pracowałem kiedyś z Irańczykiem - fajny gość, miły, spokojny. Pozdrawiam Cię, Reza!
Znawca
rok temu
A wszystko przez jankesów i ich bandyckiego herszta Trumpa. Polska zamiast podtrzymywać dobre stosunki z Iranemi czepać z tego obustronne korzyści to robi łaskę Trumpowi
Toni
2 lata temu
Dylemat, rezimy jak obecny w Iranie powinny byc izolowane jak najdokladniej. Swiat sie bez nich obejdzie bez wiekszych szkod. Linie lotnicze powinny zawiesic wszelkie loty nad Iranem. Tysiace lat nie latali i to i teraz nie musza. Dopiero jak sie dostosuja do standardow swiatowych mozna z nimi rozmawiac. W ciszy i spokoju beda mogli sie pochylac w strone Mekki jak tylko czesto zechca. Szkoda ich ludzi, ale innej rady nie ma.
USA
2 lata temu
Lucyferianie rządzą światem a Polska jest ich kundlem!!
...
Następna strona