Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
NKU
|
aktualizacja

Fryzjerzy toną w długach. Sylwester ich nie uratuje

361
Podziel się:

Rok temu terminów sylwestrowych nie było już w listopadzie. Dziś nie ma problemu, by w ostatni dzień 2020 roku umówić się w salonach. Branża fryzjerska dotkliwie odczuwa nowe ograniczenia. - Klienci nie przychodzą, boją się - słyszymy w jednym z salonów. Tymczasem jak podaje KRD, długi zakładów fryzjerskich i kosmetycznych wzrosły w okresie pandemii o 30 proc. do blisko 49 mln zł.

Fryzjerzy toną w długach. Sylwester ich nie uratuje
W tym roku sylwestrowe terminy u fryzjerów niekiedy świecą pustkami (Pixabay, jackmac34)

Grudzień to jeden z bardziej dochodowych okresów dla fryzjerów. Terminarze są zapełnione, bo każdy w święta i na sylwestra chce się dobrze prezentować. Niestety w tym roku sytuacja wygląda zupełnie inaczej.

- W porównaniu z zeszłym rokiem mamy teraz jakieś 30 proc. mniej klientów przed świętami. A przed sylwestrem? Teraz to już nawet nie ma co porównywać - mówi pracownik salonu fryzjerskiego Remedy w Sopocie.

Rok temu w tym salonie tydzień przed świętami można było pomarzyć o wolnym terminie na koloryzację. Szczęśliwiec mógł jedynie liczyć na nagłe zwolnienie terminu przez innego klienta.

A teraz? Dzwonimy tydzień przed i wolny termin dostajemy od ręki. Niestety tak jest w całej branży beauty.

Zobacz także: Jak wygląda praca górnika?

- Rok temu w połowie grudnia mieliśmy już wszystkie terminy przed świętami i sylwestrem zapełnione, a w zasadzie nawet do Święta Trzech Króli było wszystko zajęte. Teraz mamy jeszcze około 20 proc. terminów wolnych - słyszymy w jednym z krakowskich salonów fryzjerskich.

"Rok temu było to nie do pomyślenia"

Niestety analizy nie są pocieszające. Według danych Booksy&Versum, platform dla branż hair&beauty, średni spadek rezerwacji w salonach urody, w porównaniu z ubiegłym rokiem, wyniósł blisko 30 proc. A to tylko przed ogłoszeniem ograniczeń w przemieszczaniu się w sylwestra. Teraz rezerwacji będzie pewnie jeszcze mniej.

- Jest zdecydowanie gorzej niż rok temu. Nawet po pełnej dezynfekcji i zachowaniu wszystkich środków ostrożności, widać, że klienci jednak boją się odwiedzać salony fryzjerskie - słyszymy po rozmowie z recepcją katowickiego salonu fryzjerskiego Wadas.

Z danych Booksy&Versum wynika, że najbardziej popularne usługi w grudniu to strzyżenie męskie, strzyżenie damskie, koloryzacja włosów oraz manicure. A co z upięciami? Mówiąc krótko - nie ma sylwestra, nie ma i fryzur sylwestrowych.

"Będzie o wiele gorzej"

Prognozy dla fryzjerów nie są pocieszające. Styczeń i luty to również bardzo gorące okresy w roku, gdy salony są oblegane przez maturzystki i karnawałowiczów. O powrocie imprez jednak można teraz jedynie pomarzyć.

- Teraz klienci jeszcze są. Natomiast podejrzewam, że od stycznia niestety będzie o wiele gorzej. Bez studniówek, bez wesel, bez karnawałowych zabaw już teraz musimy odkładać pieniądze na następne miesiące - słyszymy od pracownicy "Saloniku fryzjerskiego" w Grodzisku Mazowieckim.

Rok temu rezerwacje na terminy karnawałowe, a zwłaszcza na studniówkowe, pojawiały się nawet kilka miesięcy wcześniej. - Teraz na ten okres mamy jakieś pojedyncze rezerwacje naszych stałych klientów - słyszymy w rozmowie z sopockim Remedy.

Do tego wciąż pozostaje niewyjaśniona kwestia otwartych salonów fryzjerskich w galeriach handlowych. Na czwartkowej konferencji nikt nie powiedział o nich ani słowa. Pozostaje czekać, aż ukaże się najnowsze rozporządzenie.

Co z imprezami studniówkowymi? Na ten moment nie wygląda to obiecująco.

- Na razie są bardzo poważne ograniczenia i dopóki nie zostaną one zdjęte w innych dziedzinach życia dla osób dorosłych, to dotyczą również uczniów - mówił o imprezach w programie "Newsroom" Wirtualnej Polski były minister edukacji Dariusz Piontkowski.

Toną w długach

Z danych KRD wynika, że długi zakładów fryzjerskich rosną lawinowo. Najwyższą kwotę do oddania partnerom biznesowym mają salony fryzjerskie i kosmetyczne z Mazowsza - muszą spłacić ponad 13 mln zł. Na kolejnych miejscach plasuje się Śląsk (7,7 mln zł) i Pomorze (4,2 mln zł).

Blisko połowę kwoty zadłużenia branża ma do uregulowania w bankach. Prawie 15 z 49 mln zł są zobowiązane oddać firmom windykacyjnym i funduszom sekurytyzacyjnym, a 3,2 mln zł telekomom - wynika z danych Krajowego Rejestru Długów (KRD).

Według KRD dług branżowych rekordzistów przekracza milion złotych. Ponad 1,76 mln zł do oddania ma firma fryzjerska z Warszawy, a rekordzista z Olsztyna zalega bankom na 1,12 mln zł.

Zakłady fryzjerskie i kosmetyczne mają obecnie prawie 49 mln zł długów. W lutym, ostatnim miesiącu przed pandemią, ich zadłużenie było o prawie 11 mln zł niższe - do listopada wzrosło więc o 30 proc.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
WP Finanse
KOMENTARZE
(361)
Michał
2 lata temu
Właśnie dlatego, że ​​coraz częściej sprawdzam erifa
Moment
2 lata temu
Wystarczyło zamknąć salon i zatrudnić sie jako ratownik lub pomocnik medyczny. Śmieszni są Ci, którzy czekają aż ktoś te straty wyrówna.
klient
2 lata temu
byłem przez ostatnie pół roku u 3 różnych fryzjerów i wszędzie są na bakier z środkami ochrony. albo wcale nie ma nawet maseczek, albo jakieś kawałki plastiku na pół ust - nie wiadomo co to, o dezynfekcji nikt nie słyszał. Dodam że mówię o salonach z wyższej półki a nie w klatce w bloku za 25zł. Zniechęciło mnie to do dalszych wizyt w czasie pandemii.
piła
2 lata temu
Fryzjerstwo to jedna z branż która teraz cienko przędzie. Ale nie są jedyni, miesiąc temu za męskie strzyżenie zapłaciłem ok. 30% więcej niż poprzednio. Rozumiem ich ale kolejne strzyżenie oddam w ręce żony.
Zwykły klient
2 lata temu
Bzdura. Chodzę do fryzjera regularnie i to tak jak było przed pandemią. Muszę nawet się umówić bo nie zawsze jest miejsce. Mam wielu znajomych zarabiających naprawdę nieźle i wiem jak narzekają bo przed pandemią potrafili np. zarobić milion miesięcznie, a teraz zaledwie tylko 700 tys. I narzekają bo Covid. No naprawdę tragedia. Wiem, że to nieporównywalne, ale przełożenie analogiczne. Ale taka jest natura ludzka. Jak ktoś jest przyzwyczajony do stałych dochodów to oczywiste że ich spadek boli, jakie by one nie były. Naprawdę współczuję hotelarzom i gastronomii i branżom pomiązanym, bo tu wiem, że jest nawet tragicznie. Konieczność zaciągania kredytów, których nawet teraz banki nie udzielają, bo branża hotelarska i gastro jest na tzw. czarnej liście banków. Szok, jeżeli chodzi o podejście banków do przedsiębiorców. Wspomniałem, że powyższe jest nieporównywalne kwotowo, ale przełożenie jest analogiczne. Jeżeli zwykły fryzjer w mieście ok. 70 tys mieszkanców, zatrudniający jeszcze np. 2-3 fryzjerki, który teraz w okresie pandemii nieźle działa, a do takiego fryzjera chodzę, i co chwilę przyjmuje klienta po kliencie w obecnym czasie, mając na uwadze, że faktycznie przedsiębiorca miał ciężko w okresie jak zamknięto na początku roku zakłady fryzjerskie, po prostu nie zarobi teraz tylko na klientkach szykujących się na sylwestra. Zapewne i tak fryzury sylwestrowe były in plus dla każdej firmy w grudniu. Normalnie jak obserwuję ludzie chodzą do fryzjera. Są oczywiście jednostki, które same sobie poradzą w domu. Ok. Pewnie teraz mają ciężko molochy tzn. fryzjerzy czyli przedsiębiorcy mający po kilkanaście lub kilkadziesiąt salonów np. w galeriach rozłożonych po Polsce, gdzie tu zaczynają się problemy. Każdemu jednak życzę jak najlepiej i tym dużym i tym małym.
...
Następna strona