Izrael uderza na Iran. "Atak w sobotę rano nie jest przypadkowy"
Izrael przeprowadził prewencyjny atak na cele w Iranie. W Teheranie słychać było eksplozje, a władze w Tel Awiwie ogłosiły stan wyjątkowy. Rynki finansowe są zamknięte, ale inwestorzy z niepokojem patrzą na poniedziałkowe otwarcie. – Do niedzieli wieczorem wszystko się może zmienić o 180 stopni – komentuje na gorąco Dawid Czopek, ekspert rynku paliw.
Sytuacja na Bliskim Wschodzie uległa drastycznej eskalacji. W sobotę rano minister obrony Izraela, Israel Katz, poinformował o przeprowadzeniu "prewencyjnego uderzenia" na Iran, mającego na celu "usunięcie zagrożeń dla państwa Izrael". Irańskie media państwowe potwierdziły eksplozje w centrum, na północy i wschodzie Teheranu. Nad miastem unosił się gęsty dym, widoczny m.in. w rejonie biura prezydenta.
Władze w Tel Awiwie natychmiast zamknęły przestrzeń powietrzną i wprowadziły ograniczenia dotyczące zgromadzeń, ogłaszając stan wyjątkowy. Z kolei z doniesień agencji Reuters wynika, że najwyższy przywódca duchowy Iranu, ajatollah Ali Chamenei, został przewieziony w bezpieczne miejsce, co świadczy o powadze sytuacji.
To dramatyczny zwrot w konflikcie, który jeszcze wczoraj elektryzował rynki naftowe, napędzając ceny ropy w górę. Napięcie narastało systematycznie od kilku tygodni, a inwestorzy z niepokojem obserwowali każdy ruch zarówno Izraela, jak i USA.
Wielki powrót polskiej marki. Prezes ujawnia, co go uratowało
"Wait and see"
Atak nastąpił w specyficznym momencie – w trakcie weekendu, gdy większość światowych giełd nie pracuje. Jedynym papierkiem lakmusowym nastrojów inwestorów pozostają kryptowaluty. Sytuację na bieżąco analizuje Dawid Czopek, zarządzający Polaris FIZ i ekspert rynku paliw.
Jedyne aktywo, które jest notowane w weekend, to kryptowaluty. Bitcoin spada o 3 proc., nie jest to bardzo dużo. Rynek zdawał sobie sprawę z ryzyka ataku, wyceniając go na około 30 proc. (Polymarket) – zauważa Dawid Czopek.
Zdaniem eksperta, moment uderzenia został wybrany z premedytacją, aby zminimalizować natychmiastowy szok na rynkach surowcowych i finansowych.
Atak w sobotę rano, gdy do otwarcia giełd jest stosunkowo najdłużej, nie jest przypadkowy. Jak otworzą się rynki, w tym przede wszystkim ropa – w poniedziałek rano – w dużej mierze zależeć będzie od dalszego rozwoju sytuacji – tłumaczy Czopek.
Ekspert zwraca uwagę na polityczny kontekst działań, sugerując presję ze strony Stanów Zjednoczonych na szybkie rozwiązanie konfliktu.
– Pewnie Trump chciałby szybko sprawę wyjaśnić. Pytanie, czy się uda – tego my teraz nie wiemy, pewnie nie wie nikt. Potencjalnie sytuacja może być niebezpieczna, ale do niedzieli wieczorem wszystko się może zmienić o 180 stopni. Wait and see, w niedzielę wieczorem będziemy wiedzieć więcej – podsumowuje Dawid Czopek.
Wstęp do większej wojny?
Głos w sprawie zabrał również Piotr Kuczyński, analityk Xelion. W swoim komentarzu zwraca uwagę, że choć Iran zapowiada "miażdżącą" odpowiedź, jej skala pozostaje niewiadomą. Analityk stawia tezę, że obecne działania mogą być jedynie preludium do szerszego konfliktu.
– Zakładam, że jest to na razie tylko wstęp do większej operacji wojennej. Oczywiście będzie dłuższa wtedy, jeśli postawa Iranu w rozmowach z USA nie doprowadzi do porozumienia, ale jest to dalece niepewne – ocenia Piotr Kuczyński.
Kuczyński, podobnie jak Czopek, wskazuje na Bitcoina jako obecny miernik apetytu na ryzyko. Przewiduje, że logiczną reakcją rynków po otwarciu powinien być wzrost cen metali szlachetnych i ropy oraz spadek indeksów giełdowych. Wszystko zależy jednak od siły irańskiej reakcji.
Najczarniejszym scenariuszem, na który zwraca uwagę analityk Xelion, jest wciągnięcie w konflikt Cieśniny Ormuz. Zablokowanie tego kluczowego szlaku przez Iran – czemu sprzeciwiają się Chiny – doprowadziłoby do potężnego wzrostu cen surowców. To z kolei uderzyłoby w amerykańskich konsumentów, co w roku wyborczym jest fatalną wiadomością dla Republikanów i Donalda Trumpa.
Cieśnina Ormuz to klucz
Warto w tym kontekście przypomnieć opinię Dawida Czopka opublikowaną zaledwie tydzień temu w serwisie money.pl. Ekspert ostrzegał wówczas, że ewentualna eskalacja na linii USA-Iran i blokada Cieśniny Ormuz to scenariusz, który może wywindować ceny paliw do poziomów trudnych do zaakceptowania dla kierowców.
Czopek podkreślał, że choć Iran produkuje około 4 mln baryłek ropy dziennie (niecałe 4 proc. światowej produkcji), to jego strategiczne położenie jest kluczowe. Przez Cieśninę Ormuz przepływa bowiem około jedna trzecia światowej produkcji ropy. Co więcej, szlak ten jest również krytyczny dla transportu gazu LNG, którego jednym z głównych eksporterów jest Katar.
W swojej analizie sprzed tygodnia ekspert zauważał, że historyczne modele wskazują, iż blokada cieśniny mogłaby podbić cenę baryłki nawet do 150 dolarów. Przy stałych czynnikach podatkowych i walutowych, mogłoby to oznaczać cenę paliwa na polskich stacjach w okolicach 10 zł za litr. Choć Czopek zaznaczał, że jest to scenariusz mało prawdopodobny i ekstremalny, to w obliczu dzisiejszych wydarzeń ryzyko zaburzeń w transporcie surowców staje się bardziej realne niż jeszcze kilka dni temu.
Kiedy zareagują rynki?
Inwestorzy muszą uzbroić się w cierpliwość. Chociaż atak nastąpił w sobotę, oficjalny handel surowcami (złoto, ropa naftowa) na kluczowych giełdach w Chicago i Londynie jest wstrzymany na czas weekendu. Notowania ruszą dopiero w niedzielę późnym wieczorem (około godziny 23:00 czasu polskiego).
Wtedy też zobaczymy tzw. lukę cenową – różnicę między piątkowym zamknięciem a niedzielnym otwarciem, która pokaże, jak bardzo rynek wystraszył się eskalacji konfliktu. Do tego czasu wszelkie zmiany kursów widoczne w kantorach internetowych czy aplikacjach finansowych zawierają wysokie marże weekendowe i nie muszą odzwierciedlać rzeczywistej wyceny rynkowej.
Konflikt izraelsko-irański narastał systematycznie przez ostatnie miesiące. Już w połowie lutego analitycy ostrzegali przed dominem konsekwencji, które może uruchomić potencjalny atak USA na Iran. Wówczas ceny ropy osiągnęły najwyższe poziomy od września, a rynki nerwowo reagowały na każdą informację z regionu. Równolegle rosły też ceny gazu, podbijane obawami o możliwą interwencję militarną. Teheran próbował lawirować, z jednej strony grożąc gospodarczą opcją atomową, z drugiej poszukując porozumienia z Waszyngtonem. Dzisiejszy atak pokazuje jednak, że dyplomacja zawiodła, a region stoi na krawędzi konfliktu, którego skutki mogą odczuć konsumenci na całym świecie.