Notowania

Jest życie po korporacji. "Pora zacząć oddawać"

Z Polski wyjechała jako młodziutka dziewczyna. Wróciła po latach, by kierować stąd pracą w 29 krajach regionu. Teraz, po trzydziestu latach w korporacji chce pomagać innym dzielić się doświadczeniami. O życiu po korporacyjnym życiu, transformacji i emigracji Olga Grygier-Siddons opowiada Kazimierzowi Krupie.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Materiały prasowe)
O życiu po korporacyjnym życiu, transformacji i emigracji Olga Grygier-Siddons opowiada Kazimierzowi Krupie

Daty z najnowszej historii Polski i z życia Olgi Grygier-Siddons, wieloletniej prezeski PwC na Europę Środkowo-Wschodnią, zaskakująco się pokrywają. Jest rok 1981. Jeszcze trwa karnawał „Solidarności” i mało kto spodziewa się, co się stanie 13 grudnia. Tymczasem przyszła szefowa PwC w regionie ma zaledwie 18 lat i chce się nauczyć angielskiego.

To miały być tylko wakacje

- Wyjechałam z mojego rodzinnego Śląska latem 1981 r. Oczywiście nie wiedziałam o tym, że zaraz będzie stan wojenny. To był wtedy okres takiej małej euforii po powstaniu „Solidarności”. Wtedy wybuchła radość, niestety tylko na chwilę. To był taki czas, kiedy na przykład można było starać się o paszport. Ja miałam dowód osobisty dosłownie przez dwa dni i zamieniłam go na paszport – wspomina w programie „Biznes mówi”. Plan był taki, by wyjechać na chwilę.

- Wyjechałam do Wielkiej Brytanii. Miałam plan, by pobyć tam około 3-4 tygodnie. Jako osiemnastoletnia dziewczyna miałam ambicję, że w tym czasie nauczę się angielskiego. Na szczęście rodzina u której się zatrzymałam przekonała mnie, że powinnam zostać trochę dłużej i naprawdę się go nauczyć. Postanowiłam, że zostanę na rok i wtedy właśnie w grudniu nastał stan wojenny – opowiada.

Z trzech tygodni zrobiło się osiem lat. W Polsce nastały wyjątkowo trudne lata osiemdziesiąte. Najpierw stan wojenny, później chylenie się socjalistycznej gospodarki ku upadkowi. Tymczasem Olga Grygier mieszkała w Manchesterze. Zaznacza, że nie był to raj, zwłaszcza że właśnie trwała kulminacja starć rządu Margaret Thatcher z górniczymi związkami. Ale i tak różnica w jakości życia była widoczna gołym okiem.

- Pamiętam tę naszą komunistyczną Polskę i to co zostało mi w głowie, to trud moich rodziców, którzy poświęcali cały swój czas, by zabezpieczyć choćby te podstawowe potrzeby. Standard życia był dramatycznie niski, ale myślę, że z tym dalibyśmy sobie radę. To, co mnie przerażało, jak żyłam tutaj i patrzyłam w swoją przyszłość, to że nie było żadnej nadziei – opowiada Olga Grygier-Siddons.

- Kobiety wokół mnie pracowały albo pracownicami administracji na kopalniach, albo były nauczycielkami jak moja mama, pielęgniarkami, albo sklepowymi – dodaje. Tymczasem ona pragnęła czegoś innego.

W 1989 r. przyjeżdża do Polski, pierwszy raz od 1981 r. Znów ważna data. Jest już po Okrągłym Stole, wszystko zmienia się w szalonym tempie.

– To było bardzo wzruszające spotkanie z moją mamą, siostrą, rodziną. Ale to co również pamiętam to to, jak nasz kraj został zdewastowany przez komunizm i te osiem lat kiedy byłam za granicą – wspomina.

Być częścią czegoś wielkiego

Tym razem powrót był tylko na chwilę, bo zdecydowała się znów jechać do Wielkiej Brytanii. Choć już nie do Manchesteru, a do Londynu. Tam w 1991 r. zaczyna pracę w PricewaterhouseCoopers. Okazuje się, że to związek na trzydzieści lat.
– Po moim powrocie z Polski byłam zafascynowana tym, co się dzieje w naszej części Europy, tym że uwolniliśmy się od komunizmu i wchodzimy w gospodarkę rynkową. Chciałam w tym uczestniczyć, być tego częścią – mówi.

Choć wcale nie było łatwo. Jako Polce trudno jej było pogodzić się z tym, że to inne kraje postkomunistyczne są dla kapitału bardziej interesujące. - Smutna prawda jest taka, że Czechy czy Węgry były znacznie popularniejsze wśród inwestorów. Praga i Budapeszt były pięknymi i znanymi miastami, inwestorzy dobrze się tam czuli i tam woleli jeździć – zauważa. Tymczasem Polska, z naszą marną infrastrukturą, była gdzieś z boku. Ale nad Wisłą właśnie działo się coś, co miało to zmienić.

- Reformy były bardzo bolesne i to było widać. Ale to co się działo wtedy w Polsce, to jeden wielki ewenement. Grupa reform, która została wprowadzona w bardzo krótkim czasie, bardzo skutecznie. To że dziś jesteśmy tu, gdzie jesteśmy, zawdzięczamy w znaczniej mierze tym reformom z początku lat 90. Wiem, że terapia szokowa budzi duże kontrowersje i była ciężko odczuwana przez społeczeństwo, ale sprawiła, że miliony Polaków odeszło z przestarzałych zakładów przemysłowych i wielu z nich stworzyło własne firmy, które tak naprawdę przeprowadziły nas przez tę transformację – wskazuje.

Co mogą polskie firmy

Jak rozmowa schodzi na polskich przedsiębiorców, wyraźnie się ożywia. - Zawsze rozpiera mnie duma na myśl o tym, czego nasi przedsiębiorcy dokonali. Tego jak ogromny wpływ na to, jak wygląda nasza gospodarka – mówi. Na jednym oddechu wymienia ich zalety. - Mamy dużo firm, one są szybkie i zwinne, reagują na to co się dzieje w otoczeniu, są samodzielne, nie boją się ryzyka. Nie czekają na to, by politycy coś zrobili, poprawili, tylko same sobie radzą z przeciwnościami – wylicza.

- Rozmawiając z bardzo różnymi inwestorami z bardzo różnych rejonów świata, widziałam w ich oczach tylko podziw. Trudno nie być z tego dumnym – uśmiecha się.

Wie, co mówi, bo na polską gospodarkę patrzy już nie znad Tamizy, ale znad Wisły. Jest bowiem rok 2004, Polska wchodzi do Unii, a Olga Grygier-Siddons wraca do Polaki. Tym razem już na stałe, choć jeszcze tego nie wie. Miała tu przez dwa lata budować pion doradczy PwC.

– Ucieszyliśmy się z mężem, kiedy ta propozycja się pojawiła, bo chcieliśmy, żeby nasze dzieci, których wtedy była dwójka, miały okazję poznania mojego kraju i nauczenia się polskiego. Stało się tak, że Polska stała się naszym krajem – mówi.
Pięć lat później stanęła na czele całego polskiego oddziału firmy, zatrudniającego ponad 1500 osób. Po kolejnych pięciu została prezesem PwC w Europie Środkowo-Wschodniej.

Choć polskich przedsiębiorców lubi i podziwia, nie jest bezkrytyczna. - World Econnomic Forum opublikowało raport konkurencyjności gospodarek i jesteśmy w nim na 37. miejscu. W pierwszej piątce są takie kraje, jak Singapur czy Holandia. Ich gospodarki są w stanie konkurować, choć nie są tak duże jak nasza. Ale mają inne atuty – wskazuje.

- My nie najlepiej wypadamy w obszarze dotyczącym innowacji. Co jest dziwne biorąc pod uwagę naszą przedsiębiorczość. Ale tym, co nas naprawdę ciągnie w dół, jest nasz brak umiejętności współpracy. I to na różnych poziomach – dodaje.

To, jak pod tym względem jest u nas źle, pokazuje umiejętność współpracy ludzi wewnątrz firmy. W tym obszarze zajmujemy 130. miejsce ze 141 państw. - Jesteśmy daleko za afrykańskimi państwami, które mają za sobą wojny domowe – wskazuje.

I tym chce się właśnie teraz zająć. Bo minęło kolejnych pięć lat i pani prezes jest już na kolejnym etapie życia. Już poza PwC. - Oczywiście, że jest życie po korporacji – uśmiecha się. - Miałam szansę przez 30 lat pracować z ludźmi z fantastycznym doświadczeniem, od których dużo się nauczyłam i myślę, że teraz przyszedł czas, żeby trochę tego oddać. Postanowiłam, że następny rozdział mojego życia to będzie skupienie się na pomaganiu innym – deklaruje.

Ale nie dzieje się to ad hoc.

- Od 10 lat pracujemy z mężem nad tym by wyremontować piękną willę w Konstancinie, która ma ponad sto lat i była bardzo zdewastowana. Jesteśmy już na końcu i chcemy z niej zrobić miejsce, gdzie ludzie z różnych dziedzin życia mogą się spotkać, uczyć ze swoich doświadczeń i rozwiązywać problemy. Zależy nam bardzo, by to miało charakter międzynarodowy, bo skoro mamy wychodzić na świat, to nie możemy się zamykać i czuć się dobrze tylko w swoim otoczeniu – opowiada.

- Zależy mi to było miejsce, gdzie ludzie mogą rozmawiać. Bez telefonów i bez komputerów – podkreśla.

komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
14-12-2019

Timi"Miliony polakow odeszło z przestarzałych zakładów przemysłowych..."? Co ona gada? Wywalili ludzi na bruk bo dyrektor uwłaszczał się na … Czytaj całość

12-12-2019

zamknacKWpowiem tak: ci, którzy wchodzili na rynek pracy w 2004 r. to są w czepku urodzeni, wystarczyła znajomość angielskiego, jakiś tam pobyt za granicą i … Czytaj całość

13-12-2019

dwdedładny artykuł sponsorowany ;)

Rozwiń komentarze (56)