Od środy przestał obowiązywać pakiet "Ceny Paliwa Niżej" (CPN), wprowadzony pod koniec marca w odpowiedzi na gwałtowny wzrost cen ropy po eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie. Oznacza to koniec obniżonej, 8-procentowej stawki VAT na paliwa oraz mechanizmu cen maksymalnych obowiązujących na stacjach benzynowych. Już wcześniej wygasła obniżona akcyza.
Jeszcze we wtorek maksymalna cena litra benzyny 95 wynosiła 6,00 zł, benzyny 98 – 6,68 zł, a oleju napędowego – 6,19 zł. Od środy ceny nie są już administracyjnie ograniczane i będą zależeć od sytuacji rynkowej oraz polityki poszczególnych stacji.
Eksperci: podwyżki są praktycznie nieuniknione
Zdaniem analityków BM Reflex znacznie większy wpływ na ceny niż wcześniejsze przywrócenie wyższej akcyzy będzie miał powrót 23-procentowej stawki VAT. Urszula Cieślak i Rafał Zywert wskazują, że nawet gdyby właściciele stacji zrezygnowali z części swojej marży, wzrost cen detalicznych będzie trudny do uniknięcia.
Zbudował globalną firmę. Mówi o największym wyzwaniu dla polskiej gospodarki
Według ich szacunków benzyna i olej napędowy mogą podrożeć o około 40-60 gr na litrze. O wysokości cen będą decydować m.in. notowania paliw w hurcie, kurs złotego, koszty prowadzenia stacji oraz marże sprzedawców.
Obniżona akcyza przynosiła kierowcom oszczędność około 29 gr na litrze benzyny i 28 gr na litrze oleju napędowego. Z kolei niższy VAT był powiązany z możliwością wyznaczania cen maksymalnych przez ministra energii.
Rząd: program był rozwiązaniem tymczasowym
Minister finansów i gospodarki Andrzej Domański przypomniał, że od początku zakładano tymczasowy charakter programu. Jak podkreślił, został on wprowadzony w momencie, gdy ceny ropy sięgały nawet 115-116 dolarów za baryłkę, podczas gdy obecnie utrzymują się w okolicach 70 dolarów.
Szef resortu finansów zaznaczył również, że ceny paliw od środy będą różnić się w zależności od stacji. Pytany o prognozowany wzrost rzędu 30-40 gr na litrze stwierdził, że można traktować go jako orientacyjną średnią.
Podobne stanowisko prezentuje minister energii Miłosz Motyka. Wskazuje, że spadające ceny ropy oraz uspokojenie sytuacji geopolitycznej pozwoliły na stopniowe wygaszanie programu CPN. Jednocześnie zaznacza, że w kolejnych dniach notowania surowca mogą nadal spadać, co z czasem mogłoby częściowo ograniczyć wzrost cen na stacjach.
Analitycy BM Reflex zwracają jednak uwagę, że obecne ceny ropy są wciąż zbyt wysokie, aby zrekompensować powrót pełnego opodatkowania paliw. Według Rafała Zywerta wyraźniejsze złagodzenie skutków zakończenia programu byłoby możliwe dopiero przy spadku ceny baryłki do około 60-63 dolarów. Obecnie taki scenariusz, mimo poprawy sytuacji na Bliskim Wschodzie, pozostaje mało prawdopodobny.