Koniec rozmów Ukrainy i Rosji w Stambule. "Żądania są nierealistyczne"

Wiele wskazuje jednak na to, że do przełomu w sprawie zawieszenie broni między Rosją a Ukrainą w najbliższym czasie nie dojdzie. Nie tylko dlatego, że rosyjski przywódca Władimir Putin wysłał do Stambułu na negocjacje z Ukraińcami delegację niskiego szczebla. Chodzi również o żądania Moskwy.

Ukrainian President Zelensky meets the press after talks in Ankara
epa12102948 Ukrainian President Volodymyr Zelensky attends a press conference at the Embassy of Ukraine in Ankara, Turkey, 15 May 2025. Russian and Ukrainian delegations gather for peace talks in Istanbul.  EPA/NECATI SAVAS 
Dostawca: PAP/EPA.
NECATI SAVAS
man, facial expression, gestureUkraiński prezydent Wołodymyr Zełenski
Źródło zdjęć: © PAP | NECATI SAVAS
Jacek Losik

W weekend mogło się wydawać, iż doszło do przełomu ws. wojny w Ukrainie. Na odezwę ukraińskiego prezydenta Wołodymyra Zełenskiego dotyczącej zawieszenia broni rosyjski przywódca Władimir Putin odpowiedział zaproszeniem na rozmowy w Stambule. Sam - w przeciwieństwie do głowy najechanego przez Rosjan kraju - nie przybył.

Rozmowy delegacji Rosji i Ukrainy w Stambule zakończyły się w piątek po niecałych dwóch godzinach - podała agencja Reutera, powołując się na źródła. Niektóre rosyjskie media, np. agencja RIA Nowosti, napisały, że w rozmowach została ogłoszona przerwa. Ukraiński nadawca Suspilne podał, że delegacje pozostają w budynku, w którym trwały rozmowy.

Zełenski wcześniej mówił, że tylko rozmowy z Putinem mają sens, ponieważ tylko on będzie decydował o zawieszeniu broni lub pokoju. Nie szczędził słów krytyki byłemu agentowi KGB.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Prowokacja na Morzu Bałtyckim. Rosjanie poderwali myśliwiec

- W tym tygodniu mieliśmy realną szansę na pokój, ale przywódca Rosji Władimir Putin bał się przyjechać do Turcji i wysłał delegację, która nie ma mandatu do podejmowania decyzji - powiedział w piątek Wołodymyr Zełenski podczas sesji plenarnej szczytu Europejskiej Wspólnoty Politycznej (EPC) w Tiranie.

Nie tylko niska ranga rosyjskiej delegacji (złożonej najwyżej z urzędników szczebla wiceministra) przekreśliła szanse na porozumienie. Agencja Reutera nieoficjalnie ustaliła, że to także efekt żądań, jakie przedstawili wysłannicy Putina.

Żądania przedstawione w piątek przez rosyjską delegację stronie ukraińskiej w Stambule są nierealistyczne i wykraczają poza wszystko to, co omawiano do tej pory - przekazało źródło w ukraińskiej dyplomacji, cytowane przez agencję Reutera.

Podano też, że rosyjska delegacja domaga się, aby Ukraina wycofała swoje siły zbrojne z części własnego terytorium, aby doprowadzić do zawieszenia broni.

Krytyka ze strony NATO i USA

- Rosja robi wszystko, by wysiłki podejmowane w Stambule nie przyniosły efektów. To nie my, jak twierdzi Kreml, sabotujemy negocjacje. Jeśli to, co robi Rosja, okaże się jedynie zagraniem teatralnym, świat będzie musiał odpowiedzieć, uderzając w sektor energetyczny i bankowy Rosji. Presja musi rosnąć - wezwał w piątek prezydent Ukrainy.

Krytykę w podobnym tonie słychać też od wysokich urzędników NATO oraz USA. - Cała presja spoczywa teraz na Putinie, to on znalazł się w kłopotach. Ukraina (w odróżnieniu od Rosji) wysłała do Turcji delegację uprawnioną do negocjowania zawieszenia broni - ocenił w Tiranie sekretarz generalny NATO Mark Rutte.

- Nie zamierzamy, nie gonimy już za tym po całym świecie. To już się stało (...) ale przyjechaliśmy, bo powiedziano nam, że może dojść do bezpośrednich rozmów między Rosjanami a Ukraińcami; taki był pierwotny plan. Wszyscy słyszeliście to samo. To się nie stanie, a jeśli tak, to nie na takim poziomie, na jakim mieliśmy nadzieję - powiedział z kolei Rubio.

- Musimy razem zjednoczyć się w celu zagwarantowania Ukrainie zawieszenia broni, którego tak bardzo potrzebuje, lub nałożyć na Rosję sankcje, jeśli będzie to konieczne - stwierdził natomiast brytyjski premier Keir Starmer.

Wybrane dla Ciebie
Wyłączono komentarze
Sekcja komentarzy coraz częściej staje się celem farm trolli. Dlatego, w poczuciu odpowiedzialności za ochronę przed dezinformacją, zdecydowaliśmy się wyłączyć możliwość komentowania pod tym artykułem.
Redakcja serwisu Money.pl