Korek tankowców u bram Rosji. Ukraińskie ataki sparaliżowały eksport ropy
Dziesiątki tankowców utknęły w Zatoce Fińskiej po serii ukraińskich ataków na rosyjskie porty naftowe. To uderzenie w kluczowe źródło dochodów Kremla i jednocześnie nowe ryzyko dla bezpieczeństwa regionu – informuje Politico.
Podczas gdy uwaga świata skupia się na napięciach w rejonie Cieśniny Ormuz, na Bałtyku rozgrywa się inny, mniej widoczny kryzys. W Zatoce Fińskiej powstał zator tankowców powiązanych z rosyjskim eksportem ropy. To efekt ukraińskich uderzeń w kluczową infrastrukturę energetyczną Rosji.
7 kwietnia Siły Zbrojne Ukrainy poinformowały o ataku na terminal naftowy w Ust-Łudze. W komunikacie podkreślono, że to jeden z najważniejszych elementów rosyjskiej infrastruktury eksportowej, z której finansowana jest agresja przeciwko Ukrainie. Jak przypomina Politico, był to kolejny taki atak – dwa dni wcześniej uderzono także w port w Primorsku, a oba obiekty były już wcześniej celem ukraińskich działań.
Znaczenie tych portów jest kluczowe. Z danych Centrum Badań nad Energią i Czystym Powietrzem wynika, że przez Ust-Ługę przechodzi około 20 proc. rosyjskiego eksportu ropy, a przez Primorsk – 22 proc. To sprawia, że ich paraliż bezpośrednio uderza w dochody Kremla.
"Francja i Niemcy to potrafią". Twórca polskiego giganta mówi, czego potrzebuje biznes
Flota cieni ugrzęzła
Strategia Kijowa jest jasna: ograniczyć możliwości sprzedaży ropy, która stanowi główne źródło finansowania wojny. W tym celu Ukraina atakuje nie tylko terminale, ale także tzw. flotę cieni, czyli tankowce wykorzystywane do omijania sankcji.
Efekty tych działań są już widoczne. Według danych przytaczanych przez Politico, w ostatnich tygodniach do portów w Ust-Łudze i Primorsku praktycznie nie zawijały statki. 10 kwietnia w Primorsku pojawiły się zaledwie dwie jednostki, a kolejne zawinięcia nie były planowane przez następne tygodnie. Ruch w Ust-Łudze również pozostaje znacząco ograniczony.
To jednak doprowadziło do niezamierzonego efektu ubocznego. Systemy śledzenia ruchu morskiego pokazują skupiska tankowców zakotwiczonych w Zatoce Fińskiej. Według Politico, dziesiątki statków czekają na możliwość załadunku ropy – około 40 znajduje się w estońskiej wyłącznej strefie ekonomicznej, a kolejne w fińskiej.
Nie wszystkie jednostki mogą zostać przekierowane do innych portów. Część z nich działa poza oficjalnym systemem transportu i unika zawijania do portów, obawiając się kontroli lub zatrzymania. W praktyce oznacza to konieczność oczekiwania na wznowienie pracy rosyjskich terminali.
Zatoka Fińska pod presją
Sytuacja budzi obawy o bezpieczeństwo. Jak powiedziała Politico Regina Palandi-Paju z estońskiej administracji, z punktu widzenia bezpieczeństwa lepiej jest utrzymywać statki na kotwicowiskach niż pozwolić im dryfować. Jednocześnie podkreśliła, że potencjalne zanieczyszczenie środowiska pozostaje istotnym ryzykiem, choć jak dotąd nie odnotowano poważnych incydentów.
Eksperci wskazują, że obecność wielu starych, często niespełniających standardów jednostek zwiększa zagrożenie dla Bałtyku. W przypadku wycieku lub katastrofy odpowiedzialność za usunięcie skutków spadłaby na Estonię i Finlandię.
Nie wiadomo, jak długo potrwa ten impas. Dopóki rosyjskie porty nie wrócą do pełnej sprawności, tankowce pozostaną na wodach Zatoki Fińskiej. Tymczasem sytuacja ta staje się symbolem szerszego problemu – napięć geopolitycznych, sankcji i działań wojennych, które coraz wyraźniej wpływają na globalny handel i bezpieczeństwo regionów, podkreśla Politico.
Źródło: Politico