"Korupcja o historycznych proporcjach". Trump zszokował nową decyzją
Donald Trump znalazł się w centrum kolejnej politycznej burzy. Tym razem chodzi o warty nawet 1,8 mld dol. fundusz, który według krytyków ma służyć nagradzaniu lojalnych wobec prezydenta sojuszników. Sprawa wywołała alarm o możliwym nadużyciu władzy i politycznej korupcji - opisał "The New York Times".
Administracja Donalda Trumpa znalazła się pod ostrzałem po ujawnieniu szczegółów nowego funduszu wartego 1,8 mld dol. Oficjalnie ma on służyć rekompensowaniu osób, które — zdaniem Departamentu Sprawiedliwości — padły ofiarą "upolitycznionych działań" państwa. Krytycy przekonują jednak, że w praktyce pieniądze mogą trafiać do lojalnych wobec prezydenta sojuszników.
Komentatorzy i eksperci alarmują, że może to być przykład "korupcji o historycznych proporcjach". Ich zdaniem fundusz wpisuje się w szerszy sposób działania Trumpa, polegający na wykorzystywaniu instytucji państwowych do ochrony własnych interesów i wspierania politycznych sprzymierzeńców - podkreśla "The New York Times".
Kontrowersje wzbudza już sam mechanizm powstania funduszu. Jego źródłem jest ugoda dotycząca pozwu, który Trump złożył przeciwko amerykańskiemu fiskusowi po ujawnieniu jego deklaracji podatkowych. Sytuacja była wyjątkowa, ponieważ po obu stronach negocjacji znajdowali się prawnicy reprezentujący administrację podległą samemu Trumpowi.
Polska firma zbrojeniowa rozkręca produkcję. Prezes zabiera głos
Miliony dla sojuszników Trumpa
Nowy fundusz ma być finansowany z istniejącego od lat federalnego mechanizmu przeznaczonego do rozstrzygania sporów przeciwko rządowi USA. Departament Sprawiedliwości utworzył specjalny program nazwany "Anti-Weaponization Fund", czyli fundusz przeciwdziałania "upolitycznieniu państwa" - czytamy.
Za przyznawanie pieniędzy ma odpowiadać specjalna rada powoływana przez Todda Blanche’a, pełniącego obowiązki prokuratora generalnego i byłego osobistego prawnika Trumpa. Prezydent zachowa przy tym możliwość odwoływania członków rady.
Według krytyków już wcześniejsze decyzje administracji pokazują, kto może być beneficjentem programu. Były doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Michael Flynn otrzymał wcześniej 1,25 mln dol., mimo że przyznał się do składania fałszywych zeznań wobec FBI. Z kolei rodzina Ashli Babbitt, uczestniczki zamieszek na Kapitolu zastrzelonej przez policję, dostała niemal 5 mln dol.
Autorzy krytycznych komentarzy podkreślają, że fundusz może stać się sygnałem dla zwolenników Trumpa, iż działania podejmowane w jego interesie będą nie tylko chronione, ale wręcz nagradzane finansowo.
Nawet Republikanie mają wątpliwości
Kontrowersje wokół funduszu wywołały niepokój również w części Partii Republikańskiej. Lider republikańskiej większości w Senacie John Thune przyznał, że "nie jest wielkim fanem" tego rozwiązania.
Wkrótce po ogłoszeniu programu ze stanowiska zrezygnował także główny radca prawny Departamentu Skarbu Brian Morrissey. Krytycy administracji alarmują, że działania Trumpa podważają niezależność wymiaru sprawiedliwości i mogą prowadzić do dalszej polityzacji federalnych instytucji.
Jak opisuje "NYT", fundusz jest kolejnym etapem walki Trumpa o przebudowę amerykańskiego systemu politycznego. Ich zdaniem były i obecny prezydent coraz wyraźniej pokazuje, że chce podporządkować instytucje państwa własnym politycznym interesom.
Źródło: "The New York Times"