Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
oprac. DSZ
|
aktualizacja

mBank ma dla rządu dwie złe wiadomości. W sądny dzień Polakom będzie ciężko

382
Podziel się:

Główny ekonomista mBanku Marcin Mazurek ma dla rządu dwie złe wiadomości. W roku wyborczym 2023 r. wzrost PKB może wynieść zaledwie 0,7 proc. przy inflacji rzędu 9 proc. Co więcej, każde działanie PiS dosypujące środków do gospodarki, tak jak to się dzieje teraz, będzie tylko utwardzało wzrost cen w kraju.

mBank ma dla rządu dwie złe wiadomości. W sądny dzień Polakom będzie ciężko
Premier Mateusz Morawiecki będzie miał w 2023 r. twardy orzech do zgryzienia. (Kancelaria Premiera, Kancelaria Premiera)

Rok wyborczy dla PiS nie będzie łatwy. Jak szacuje główny ekonomista mBanku Marcin Mazurek, 2023 r. przyniesie mocne hamowanie polskiej gospodarki - dynamika PKB spowolni do 0,7 proc. To jedna z najniższych prognoz rynkowych. Ceny mają natomiast wzrosnąć o 9 proc. Kluczowe będzie jednak zachowanie inflacji bazowej (liczonej bez cen żywności i energii) podawanej przez NBP.

Wzrost PKB w 2023 r. problemem dla rządu

Obecna prognoza mBanku zakłada, że wzrost PKB Polski w 2022 r. wyniesie 4,8 proc., jednak kolejne 12 miesięcy będą gorsze.

- Trajektoria gospodarki jest bez wątpienia spadkowa. Każdy kolejny kwartał w ujęciu rdr będzie gorszy. Prognozujemy też bardzo słaby 2023 r. – tu zapewne różnimy się od konsensusu rynkowego. W przyszłym roku zakładamy wyhamowanie wzrostu do 0,7 proc. To chyba najniższa prognoza na rynku - wskazał w rozmowie z PAP ekonomista.

- Z jednej strony gospodarka będzie spowalniała stopniowo, w recesję będziemy wchodzić łagodnie. Z drugiej strony – co wydaje się ważniejsze – nie widzimy czynników, które miałyby doprowadzić do gwałtownego odbicia w 2023 r. Trudno znaleźć jednoznaczny czynnik, który sugerowałby, że w pewnym momencie gospodarka trwale ruszy z kopyta. Trzeba też pamiętać, że na 2023 r. będą przypadać największe negatywne efekty zacieśniania polityki pieniężnej, a gospodarka funkcjonuje przy ograniczeniach podażowych - dodał.

Polska gospodarka już hamuje

Mazurek podkreślił, że już dane z kwietnia pokazują czekające nas zmiany.

- Trzeba być świadomym, że miesięczne odczyty mają ostatnio bardzo dużą zmienność, pokazują już jednak pewną zmianę trendu. W przypadku produkcji warto patrzeć na samo przetwórstwo przemysłowe, które być może jeszcze dynamicznie nie zawraca, nie mamy odsezonowanych, ujemnych dynamik, ale widać, że rośnie wolniej od trendu, który w ostatnim czasie obserwowaliśmy. Widać, że coś jest na rzeczy. Przemysł globalnie spowalnia i Polska też będzie szła w tym kierunku - powiedział ekonomista.

- Co do sprzedaży detalicznej, wreszcie mamy jakąś spójność ze wskaźnikami koniunktury. W danych widać też kilka efektów jednorazowych, które mogły zawyżyć odczyt – cały czas polscy konsumenci realizują konsumpcję w imieniu uchodźców. Gdyby nie było napływu ludności z Ukrainy, polski konsument mógłby być już w recesji. Z uwagi uchodźców i fakt, że wzrost płac całkiem nieźle się trzyma, konsumpcja wciąż jest mocna. Przed nami jeszcze pewnie ostateczne uruchomienie usług – widać to we wskaźnikach koniunktury. Obawiam się jednak, że zobaczymy to dopiero po jakimś czasie, po kolejnych rewizjach PKB - dodał.

Rząd dolewa oliwy do ognia

Zdaniem Mazurka, ekspansywna polityka fiskalna nie przyniesie gospodarce znaczących efektów w ujęciu realnym - spowoduje raczej wybicie w górę inflacji.

- Jeśli chodzi o luzowanie fiskalne w tym momencie, na górce cyklu i powyżej potencjału, to w ujęciu realnym ono niewiele da. Jeśli w dalszym ciągu polityka fiskalna będzie bardzo ekspansywna, to raczej spowoduje to wybicie w górę inflacji, nie przyniesie spektakularnych efektów w ujęciu realnym. W dalszym ciągu jesteśmy w pewnego rodzaju 'podażowej dziurze, z której nie możemy wyjść. Będziemy z niej wychodzić wiele kwartałów, jeśli nie lat - prognozuje ekonomista.

Według niego w tym momencie dosypywanie popytu, nawet jeśli będzie kończyło się wysokimi wzrostami nominalnego PKB, to realnie nie przyniesie niczego spektakularnego.

Jak tłumaczył, z tego względu wątpi on, aby polityka fiskalna stała się zalążkiem nowego ożywienia w 2023 roku. - Patrząc na to jednak z drugiej strony, polityka fiskalna mogłaby stać się bardzo skutecznym narzędziem chłodzenia i równoważenia gospodarki - podsumowuje.

Inflacja bazowa kluczowym czynnikiem

mBank prognozuje, że średnioroczna inflacja CPI w Polsce w 2022 r. wyniesie ponad 13 proc. Główny ekonomista banku zaznacza jednak, że kluczowa jest obecnie ścieżka inflacji bazowej.

- Zakładamy, że średnioroczna inflacja w tym roku wyniesie ponad 13 proc. Wydaje się, że szczyt przypadnie na po wakacjach, wczesną jesień. Natomiast jeśli chodzi o wysokość tego szczytu, wszystko zależy od surowców – tutaj wahania są bardzo duże. Nie wiemy jak dokładnie będzie wyglądał mechanizm przenoszenia cen na konsumenta. Nie licytowałbym się na wysokość szczytu – paradoksalnie każda liczba z przedziału 15-20 proc. jest możliwa - szacuje Mazurek.

- Biorąc pod uwagę, że w obecnym otoczeniu ciężko się prognozuje, lepiej zwrócić uwagę na to, czego tak naprawdę powinniśmy szukać w inflacji, żeby potwierdzać lub obalać swoje tezy. Choć to być może oczywistość, w tym momencie musimy przede wszystkim musimy patrzeć na inflację bazową. Każdy kolejny wzrost inflacji CPI musi w coraz mniejszym stopniu wynikać z inflacji bazowej. Innymi słowy, wtórne efekty cenowe muszą słabnąć - dodał.

W swoim bazowym scenariuszu makroekonomicznym Mazurek zakłada, że w kolejnych miesiącach inflacja bazowa zacznie hamować i Rada Polityki Pieniężnej zakończy cykl podwyżek stóp procentowych we wrześniu, ze stopą na poziomie 7 proc.

- Ostatnie odczyty inflacji bazowej, po odsezonowaniu, pokazywały wzrost o ok. 1 proc. w ujęciu miesiąc do miesiąca. W bazowym scenariuszu zakładam, że będziemy schodzili z tej górki. Im więcej czasu upłynie, tym szybciej. Jeśli jednak tak się nie stanie, będzie to oznaczało, że popyt w gospodarce, siła nabywcza konsumentów i możliwości przerzucania kosztów firm są w dalszym ciągu tak duże, że nie obejdzie się bez długotrwałego i głębokiego zacieśniania polityki pieniężnej - powiedział ekonomista.

W rozmowie Mazurek podkreślił, że w 2023 r. inflacja będzie już miała specyficzną strukturę, w coraz większym stopniu wynikającą ze zmian cen energii.

- Prognozujemy, że w 2023 r. inflacja średnio wyniesie 9 proc., ale w tle będziemy mieć już bardzo opadającą inflację bazową, a głównym generatorem tej inflacji będą właśnie zmiany cen nośników energii - ocenił ekonomista.

- W drugiej połowie 2023 r. możliwe są już korekty stóp w dół. Istotne w tej prognozie jest to, że nie widzimy znaczącego wsparcia dla gospodarki w 2023 r., a więc automatycznie zakładamy, że normalizacja popytu w gospodarce będzie przebiegała szybciej niż wszyscy teraz oczekują - podsumował.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(382)
Paweł
miesiąc temu
Ile właściwie mamy długu jako państwo i co to jest dług ukryty poza budżetem ? Kiedy szefom banków centralnych w Europie i USA zostaną postawione zarzuty o kradzież oszczędności ?
chłop
miesiąc temu
Niemcy też zaczęli grabić, 9 euro za bilet miesięczny kolejowy, 300 euro dodatku inflacyjnego, plus soziales Klimageld dla każdego do 2500 euro netto, komunizm Panie
chłop
miesiąc temu
o przedłużyli przepustki w psychiatryku , pacjenci mają głos
Twój nick
miesiąc temu
Chyba się machnęli o jedno zero za dziewiątką w 9% inflacji
Mlody65
miesiąc temu
Jak dali sobie po 6000zł podwyżek na miesiąc to jakoś nie oglądali każdej złotówki trzy raz...takich złodziei ludzie wybraliście a wy nie będziecie mieli, co do gara włożyć- zapomnijcie o nawet o misce ryżu obiecanej przez złodzieja, bo i to wam ukradł...
...
Następna strona