Premier Donald Tusk oświadczył we wtorek, że podjął decyzję, aby nie kontynuować prac nad reformą Państwowej Inspekcji Pracy. Zaznaczył, że przesadna władza dla urzędników, wprowadzana reformą, byłaby destrukcyjna dla firm i oznaczałaby utratę pracy dla wielu ludzi. Reforma Państwowej Inspekcji Pracy zastąpiła jako kamień milowy KPO przymusowe oskładkowanie każdej umowy zlecenia; decyzja premiera oznacza potrzebę rozmów z Komisją Europejską. W środę rzecznik rządu Adam Szłapka poinformował, że rząd będzie rozmawiał z Komisją Europejską ws. kamieni milowych Krajowego Planu Odbudowy związanych z reformą Państwowej Inspekcji Pracy.
W środę w rozmowie z PAP Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz podkreśliła, że "reforma Państwowej Inspekcji Pracy zastępuje kamień milowy w KPO, który zastaliśmy", czyli właśnie obowiązkowe oskładkowanie umów zleceń, zaproponowane Brukseli przez rząd Zjednoczonej Prawicy. - Jej wpisanie do KPO było uzgadniane ze wszystkimi w trakcie negocjacji: z kancelarią premiera, z ministerstwem finansów (...), oczywiście z ministerstwem rodziny. Teraz jest zmiana decyzji i my – jako Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej - kierujemy pierwsze zapytania do Komisji Europejskiej w tej sprawie - powiedziała Pełczyńska-Nałęcz.
Zaliczył bankructwo i powrócił. Mówi szczerze, co go uratowało
Oceniła przekonanie Komisji Europejskiej do ponownej zmiany kamienia milowego jako "niezwykle trudne". - Oczywiście zrobimy to, co jest możliwe, ale to jest trudne, bo jesteśmy na finiszu KPO. Reforma, którą wprowadziliśmy, teraz zostaje zmieniona. A niezrealizowany kamień milowy może wiązać się z wielomiliardowymi kosztami - dodała.
Poinformowała, że jeśli Komisja odpowie pozytywnie na pierwsze zapytanie Polski, to MFiPR będzie proponowało w zamian inne reformy, przedłożone przez stosowne ministerstwa, czyli resorty rodziny i sprawiedliwości.
- Jeżeli ostatecznie się okaże, że nie ma możliwości zmian, to pierwszy raz znajdziemy się w takiej sytuacji. Do tej pory wszystko było tak rozstrzygane, że zamienialiśmy, rewidowaliśmy i reformy były realizowane. Teraz to jest nowa sytuacja. To, co wiemy na pewno, to, że będą konsekwencje finansowe. Jakie, w jaki sposób nakładane, to się okaże, gdy już będziemy mieli jasność, że wkraczamy w ten etap. Na razie skupiamy się na tym, żeby zobaczyć, czy możliwa jest zmiana - dodała.
Nie chciała się odnosić się do podawanego w mediach szacunku tego kosztu na poziomie 11 mld zł. Zaznaczyła, że jeśli decyzja premiera będzie podtrzymana nawet w sytuacji braku możliwości rewizji KPO, to wówczas jej rolą będzie "siąść do stołu i minimalizować koszty".
Projekt reformy na początku grudnia został przyjęty przez Stały Komitet Rady Ministrów; zakładała ona umożliwienie okręgowym inspektorom zmiany umowy o dzieło, umowy-zlecenia czy B2B na umowy o pracę.