Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na

Nadciąga grypa i rok szkolny. Płyn do dezynfekcji będzie na wagę złota

Zapełnią się szkoły i szpitale. Nadchodząca jesień oznacza zwiększenie zapotrzebowania na płyn do dezynfekcji – a tego, wbrew zapewnieniom władz, wcale nie jest pod dostatkiem. Szczególnie takiego, który można używać w szpitalach.

Podziel się
Dodaj komentarz
(East News)
Płyny do dezynfekcji rąk to towar deficytowy (Fot: Łukasz Solski)

W Polsce mamy ok. 4,5 mln uczniów, do tego dochodzi kilkaset tysięcy nauczycieli. Można założyć, że codziennie do polskich szkół będzie przychodziło ok. 5 milionów osób. Podczas dezynfekcji jednej dłoni zużywa się ok. 3-4 mililitrów płynu. To objętość niecałej małej łyżeczki. Na obie dłonie idzie więc ok. 6 mililitrów.

Ile razy dziennie uczeń powinien dezynfekować ręce? Cóż, z pewnością przy wejściu do szkoły, przy wyjściu oraz na przykład po każdej przerwie, a także przed posiłkiem. Jeśli założymy, że każda z 5 milionów osób zdezynfekuje ręce 5 razy dziennie, ten proces zostanie powtórzony 25 milionów razy.

Przemysław Śnieżyński, prezes Mediseptu (ta firma to największy polski producent i dostawca profesjonalnych środków do dezynfekcji dla branży szpitalnej) podkreśla w rozmowie z money.pl, że faktycznie ręce powinno się dezynfekować przed i po rozpoczęciu każdych zajęć. A więc jeśli dziecko ma danego dnia 6 lekcji, to ten proces powinien być powtórzony 12 razy.

Zakażenia w kościołach. "Nie będziemy zmieniać restrykcji"

Zostańmy jednak przy 5 razach dziennie. Z prostego działania wynika, że dziennie w samych szkołach będzie potrzebnych 150 tysięcy litrów płynu do dezynfekcji. Przy 20 dniach nauki w miesiącu robi się z tego 3 miliony litrów.

Szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Michał Dworczyk zapowiedział, że do polskich szkół ma trafić "blisko cztery miliony litrów płynu dezynfekującego i ponad 50 milionów maseczek".

- My, mimo tego, że to nie jest obowiązek państwa, pomagamy wszystkim szkołom, nie tylko samorządowym, ale także szkołom niepublicznym. Te liczby, które tutaj podawaliśmy, miliony litrów płynu dezynfekującego, miliony maseczek, to jest realna pomoc, którą można przeliczyć na pieniądze. Oczekujemy, że władze samorządowe zachowają się podobnie i także wyłożą jakieś własne środki na zabezpieczenie szkół – mówił we wtorek minister edukacji Dariusz Piontkowski podczas konferencji prasowej.

Nowy rok szkolny. Potrzeba milionów maseczek dla uczniów
Powrót do szkół. Potrzeba 4 mln maseczek na każdy dzień. "Ktoś za to musi zapłacić"

Drugą sprawą są maseczki. Zdaniem szefa resortu edukacji będą one do dyspozycji starszych uczniów i nauczycieli. Jeśli każdy uczeń i nauczyciel codziennie dostałby jedną nową maseczkę, zapasy rządowe wystarczyłyby na 10 dni nauki. I to przy założeniu, że każdy będzie miał tylko jedną jednorazówkę na cały dzień – co jest niezgodne z zaleceniami lekarzy.

Ale maseczki i płyny to nie wszystko - bo potrzebne są jeszcze np. dystrybutory płynu do dezynfekcji. W świecie idealnym taki sprzęt powinien stać przed wejściem do każdej klasy. Ale o tym, jak rozdystrybuować płyn wśród dzieci i nauczycieli politycy już nie mówią.

Ile to kosztuje?

Cóż, jeśli weźmiemy pod uwagę ceny detaliczne Polfy Tarchomin, której produkty trafiły do Agencji Rezerw Materiałowych, tanio nie będzie.

ARM pochwaliła się dziś na Twitterze, że wraz z resortami zdrowia i edukacji pracuje nad bezpiecznym powrotem dzieci do szkół i wysyła płyn do dezynfekcji. Na zdjęciach są palety środka Trisept Max w cenie ok. 120 zł za 5 litrów. Wychodzi więc, że sam płyn do dezynfekcji dłoni będzie kosztował ok. 36 mln złotych miesięcznie.

Nadciąga grypa, SARS-CoV-2 nie odpuszcza

Wirusolodzy biją na alarm, że jesienią czeka nas drastyczny wzrost zakażeń, tym większy, że do SARS-CoV-2 dołączy wirus grypy. Szpitale już powinny zacząć przygotowywać się na prawdziwe oblężenie i zabezpieczyć w niezbędne środki ochrony, aby móc bezpiecznie i skutecznie leczyć pacjentów.

Przed nami początek nowego roku szkolnego. Wielu nauczycieli i uczniów pewnie zacznie go w maseczkach.
Koronawirus. MZ wyśle środki ochrony do szkół. "Maseczki mogą się skończyć po tygodniu"

Pierwsze tygodnie pandemii pokazały, jak bardzo polskie szpitale są uzależnione od zagranicznych dostawców środków dezynfekcyjnych.

W sytuacji kryzysowej nie byli oni w stanie sprostać zamówieniom, ze względu na wzrost sprzedaży na rodzime rynki, nie ponosząc odpowiedzialności za niewywiązanie się z umów przetargowych i pozostawiając nasze ośrodki lecznicze bez żadnego zabezpieczenia. Kryteria dotychczas regulujące istniejący w Polsce system zaopatrywania szpitali w obliczu pandemii okazały się niewystarczające.

W krytycznym momencie Agencja Rezerw Materiałowych dostarczyła podstawowe środki dezynfekcyjne głównie do szpitali jednoimiennych, jednak duża liczba placówek była zmuszona do wstrzymania planowanych zabiegów, bądź ograniczenia działalności w inny sposób w konsekwencji braku m.in. produktów do dezynfekcji.

– Osobnym wątkiem jest kwestia jakości środków do dezynfekcji dostarczonych przez Agencję Rezerw Materiałowych. W szpitalach na etapie przetargów określane są składniki zamawianych środków dezynfekcyjnych, na co mają działać i jakie są czasy ich działania – odpowiednio dostosowane do oddziałów, na których są stosowane. Na etapie przetargu żądamy od firm specyfikacji, pozwoleń i wyników określonych badań, natomiast środki, które otrzymaliśmy z ARM pochodziły z jednostek, które dotychczas się tym nie zajmowały – mówi Łukasz Wais prezes Centrum Medycznego w Łańcucie, które zostało przekształcone w szpital jednoimienny.

Problem w tym, że zgodnie z przepisami spirytus do produkcji profesjonalnych płynów odkażających dla służby zdrowia musi być skażony. A polska branża spirytusowa – bardzo chętna do produkcji spirytusu medycznego – nie może uzyskać odpowiednich zezwoleń.

– Jesteśmy największym producentem spirytusu w UE, jest on najwyższej jakości. Mamy zarówno duże przemysłowe, jak i małe gorzelnie, które mogą przestawić się na produkcję z konsumpcyjnej na inną. Problemem okazują się kwestie biurokratyczne związane z uzyskiwaniem odpowiednich pozwoleń na skażanie alkoholu przeznaczonego do produkcji profesjonalnej dezynfekcji – wyjaśnia Witold Włodarczyk prezes Związku Pracodawców Polskiego Przemysłu Spirytusowego.

Policja kontroluje maseczki w tramwaju
Przez koronawirusa sanepid ma pełne ręce roboty. Oto, na co skarżą się Polacy

– Uważam, że należy wyciągnąć wnioski i zrobić wszystko, aby sytuacja z początku pandemii się nie powtórzyła – mówi Przemysław Śnieżyński, prezes Mediseptu.

– W obliczu nadchodzącego wzrostu zachorowań, by zapobiec związanemu z nimi kolejnemu kryzysowi, konieczne jest stworzenie listy surowców i produktów strategicznych oraz jak najszybsze wprowadzenie zmian legislacyjnych zapewniających wsparcie rodzimym producentom i dostawcom surowców, gwarantujące tym samym samowystarczalność produkcji i niezależność dostaw dla placówek służby zdrowia – mówi Śnieżyński.

Jego zdaniem, by naprawić obecny stan uzależnienia od podmiotów zagranicznych, trzeba umożliwić polskim producentom surowców niezbędnych przy produkcji środków dezynfekcyjnych wejście na listę certyfikowanych dostawców European Chemicals Agency.

Działania na rzecz podmiotów produkujących w Polsce, pomogą uniknąć ponownego kryzysu surowcowego w przypadku ewentualnego zamknięcia granic.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
25-08-2020

MichałPanie Konradzie Bagiński skąd te informacje Pan wziął? 1,5mln litrów płynu to 3mln butelek 0,5l lub 300tys 5 litrowych kanistrów. Tyle produkuje … Czytaj całość

25-08-2020

AndrzejA na kredę to mają ?

25-08-2020

obcyDadzą radę bimbrem z Orlenu, do szkoły powinny być na chlorku ,srebro , ale u nas jest jak jest .Był czas na przygotowanie ,co ma być ,jak stosować … Czytaj całość

Rozwiń komentarze (543)