Zarobki Polaków w górę. Ale premierowi umknęło wiele ważnych szczegółów [OPINIA]

Podwojenie płac reklamowane przez naszego premiera można sprowadzić do skromnego podniesienia ich realnie o około 30 proc. - zauważa w opinii dla money.pl analityk rynków Piotr Kuczyński, biorąc pod lupę wpis Donalda Tuska dotyczący wzrostu przeciętnych zarobków w Polsce.

Donald Tusk pochwalił swój rząd we wpisie o przeciętnej płacyDonald Tusk pochwalił swój rząd we wpisie o przeciętnej płacy. Jak jest naprawdę?
Źródło zdjęć: © East News, X | Wojciech Olkuśnik
Piotr Kuczyński

Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne. Poniższy tekst nie jest rekomendacją redakcji ws. inwestowania, z którym zawsze wiąże się ryzyko.

Poproszono mnie o odniesienie się do publikacji na platformie X premiera Donalda Tuska, który pochwalił się (z komentarzem "Po to rządzimy") dwukrotnym wzrostem wysokości wynagrodzeń w okresie 2020-2026. Jak wszyscy pewnie wiedzą, analityk zawsze się do czegoś musi przyczepić, a ja wyjątkiem od tej reguły nie jestem. Popatrzmy więc dokładniej na to, co działo się w tym okresie i o czym mówi wykres, na którym widnieją dane opracowane przez ekspertów Pekao.

Wzrost płac w Polsce. Czyja to zasługa?

Nie będę się czepiał (chociaż wspomnę), że pokazywany okres to w większości nie są rządy obecnej koalicji. Wzrost przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw w Polsce pomiędzy październikiem 2023 r. a wiosną 2026 r. wyniósł około 26 proc. – 28 proc. nominalnie. Oczywiście mówimy o wynagrodzeniach w złotych, a nie w euro. Euro straciło około pięciu procent, więc w euro ta zwyżka wyniosłaby około 30 proc. Wnioski pozostawiam czytającym ten tekst.

Tusk dał jej czerwone światło. Szefowa Polski 2050 reaguje

Schodząc z polityki, zacznijmy od rzucającej się w oczy sprawy – wykres prezentowany jest w wynagrodzeniach przeliczonych ze złotych na euro. Od 2020 r. do 2026 r. euro liczone w złotych staniało o około 9 proc. Z wynagrodzeniami jest tak jak z rezerwami Narodowego Banku Polskiego - im silniejszy złoty, tym gorzej dla rezerw i oczywiście dla wynagrodzeń przeliczanych z euro na złote. Ale oczywiście nie jest to coś, co podważałoby zadowolenie premiera ze wzrostu płac. Liczony w złotych wzrost wynagrodzeń (nominalnie) w latach 2020-2026 wyniósł 85 proc.

Drugie pytanie zasadnicze: jaka była skumulowana inflacja w latach 2020-2026? Wyniosła około 52-54 proc., w zależności od ostatecznego odczytu średniorocznego za 2026 r. Wyglądało to różnie w kolejnych latach - w pandemii wzrost płac był symboliczny do ataku Rosji na Ukrainę i wybuchu potężnej inflacji.

W tym ostatnim okresie wyróżnia się rok 2022, kiedy to realne płace (po odjęciu inflacji) spadły o 1,8 proc. Wyróżniają się też lata przed 2024-2025 (więc tuż przed objęciem rządów przez premiera Tuska). W tych dwóch latach łącznie realne płace wzrosły o około 15 proc. A jak wyglądał realny wzrost płac w latach 2020-2026? Liczone w złotych płace wzrosły realnie o około 25 proc. Liczone w euro nieco więcej, bo euro straciło w tym okresie około pięciu procent.

Inflacja umknęła

Tak więc sprowadziliśmy podwojenie płac reklamowane przez naszego premiera do skromnego podniesienia ich realnie o około 30 proc. W tym samym czasie nominalny wzrost średniego wynagrodzenia np. w Niemczech wyniósł około 20 proc., a realnego wzrostu w ogóle tam nie było. Bardzo podobnie wyglądała sytuacja we Francji.

Mówimy w Polsce oczywiście o średnim wynagrodzeniu w sektorze przedsiębiorstw, czyli tam, gdzie zatrudnionych jest ponad dziewięciu pracowników. To bardzo mylące, bo przecież olbrzymia większość Polaków pracuje w mniejszych firmach. Oni o tej średniej (to o niej mówi premier) mogą tylko pomarzyć. Ostatnie dane z kwietnia 2026 mówią o średniej na poziomie 9530 złotych brutto. Dane za maj pojawią się 22 czerwca.

Są jeszcze dwa inne podejścia do wynagrodzenia. Po pierwsze, płaca minimalna. Ona w omawianym okresie (2020-2026) wzrosła podobnie jak średnie wynagrodzenie, czyli o około 85 proc. (nominalnie, więc realnie też około 30 proc.). Nic więc tutaj ciekawego nie znajdziemy. Zdecydowanie ciekawsza jest mediana wynagrodzeń (połowa Polaków zarabia od niej więcej i połowa mniej). Główny Urząd Statystyczny rozpoczął regularne comiesięczne publikowanie miesięcznych danych o medianie we wrześniu 2024 r. (z opóźnieniem pół roku), wcześniej publikował je co dwa lata.

W czerwcu 2026 r. poznaliśmy dane za grudzień 2025 r. Mediana wynagrodzeń miesięcznych brutto w gospodarce narodowej wyniosła wtedy 7907,20 zł. Przeciętne wynagrodzenie wyniosło wtedy 9813,30 zł. Mediana wzrosła w porównaniu z listopadem o 475 złotych, średnia pensja o ponad 745 zł. Interesująco wygląda wykres (źródło: Analizy.pl) porównujący wzrost mediany i średniego wynagrodzenia w latach 2024-2026.

© GUS | Analizy.pl

Zagrożenia za horyzoncie

Różnica między średnią w sektorze przedsiębiorstw a medianą nie jest stała. W okresie 2024-2026 wahała się między 16 a 24 proc. Obecnie to 19,42 proc. Oczywiście, na niekorzyść mediany. Ta w miarę stabilna różnica pozwala na stwierdzenie, że w okresie 2020-2026, czyli tym, którym chwali się premier Tusk, mediana i średnia zmieniały się bardzo podobnie. Jednak wzrost mediany był o około 15 punktów procentowych mniej dynamiczny (wzrosła o około 70 proc.). Można więc powiedzieć, że nierówności w Polsce rosną. Tak zresztą, jak i na całym świecie.

I na koniec. Czy dynamiczny wzrost płac w sytuacji, kiedy w Niemczech czy Francji panuje ich stagnacja, to dobra informacja? Owszem, dla mających wyższe płace Polaków to bardzo dobra wiadomość. Problem jednak w tym, że ze wzrostem płac w stosunku do najbogatszych państw Unii Europejskiej idzie również spadek konkurencyjności. To zaś może z czasem uderzyć w PKB i w rynek pracy.

Wybrane dla Ciebie