Niepokój umacnia dolara. Amerykańska waluta najsilniejsza od 10 dni
Amerykańska waluta gwałtownie zyskuje na wartości. Powodem są doniesienia o eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie. Sytuacja ta wpływa na rynki globalne, umacnia kurs dolara i podbija ceny ropy naftowej. Złoty również odczuwa skutki tych wydarzeń.
Agencja Bloomberg podkreśla, że amerykańska waluta gwałtownie zyskała na wartości. Główny powód to nowe raporty z Bliskiego Wschodu. Wynika z nich, że wrogość między Stanami Zjednoczonymi a Iranem przybiera na sile.
Wcześniej rynki liczyły, że konflikt w regionie szybko dobiegnie końca. Jest to wyraźny powrót do równie nerwowej sytuacji z początku marca, kiedy to w reakcji na zaostrzający się w regionie kryzys amerykańska waluta wystrzeliła, przebijając kluczowe bariery. Skutek jest przede wszystkim taki, że kapitał po raz kolejny ucieka więc do bezpiecznych przystani. Status takiej właśnie przystani posiada dolar, dlatego gdy na świecie wybucha panika, inwestorzy zawsze kupują amerykańską walutę.
Prezes UOKiK w "Biznes Klasie". "Raz miałem wbity nóż w oponę". Premiera w niedzielę o 17:00
Awersja do ryzyka opanowała rynki
Wzrost wartości amerykańskiej waluty dobrze obrazuje indeks Bloomberg Dollar Spot. Wskaźnik ten poszedł w górę o 0,3 procenta i osiągnął najwyższy poziom od połowy kwietnia. Choć później wzrosty nieco wyhamowały, reakcja rynków była jednoznaczna. Wszystkie waluty z grupy G10 osłabiły się wobec dolara. Największe straty w tym zestawieniu zanotował dolar nowozelandzki. Inwestorzy masowo wyprzedawali tę walutę.
Warto zauważyć, że grupa G10 skupia najważniejsze waluty świata. Kiedy wszystkie one tracą do dolara, rynek wysyła bardzo jasny sygnał. Kapitał szuka bezpieczeństwa za wszelką cenę. Nowa Zelandia odczuła ten trend najmocniej, ponieważ jej waluta silnie reaguje na nastroje w globalnym handlu. Gdy rośnie ryzyko zbrojne, inwestorzy natychmiast pozbywają się takich aktywów.
Ceny ropy naftowej reagują na napięcia
Geopolityka mocno uderza także w rynek surowców. Eskalacja napięć na Bliskim Wschodzie zawsze budzi obawy o płynność dostaw. W rezultacie ceny ropy naftowej natychmiast poszły w górę. Baryłka surowca typu Brent przez chwilę kosztowała ponad 107 dolarów. To wyraźny sygnał, że rynki traktują sytuację z dużą powagą.
Bliski Wschód odpowiada za ogromną część światowego wydobycia. Każdy konflikt w tym regionie rodzi strach przed przerwaniem łańcuchów dostaw. Rynek natychmiast wycenia takie ryzyko, co winduje ceny surowca. Droga ropa to z kolei zła wiadomość dla globalnej gospodarki.
Złoty w potrzasku
Globalne zawirowania mają bezpośrednie przełożenie na polską walutę. Pod koniec kwietnia za jednego dolara trzeba było zapłacić ponad 3,63 złotego. W ciągu dnia kurs wahał się i w szczytowym momencie przekroczył poziom 3,64 złotego. Amerykańska waluta umocniła się wobec polskiej, co wpisuje się w szerszy trend, który panuje na światowych rynkach. Od początku roku dolar zyskał do złotego nieco ponad jeden procent. Złoty traci, ponieważ inwestorzy przypisują go do koszyka aktywów o wyższym ryzyku. W czasach kryzysu globalny kapitał omija takie waluty szerokim łukiem.
Zwiększona nerwowość na rynku walut utrzymuje się zresztą od dłuższego czasu, a temat geopolityki dyktuje warunki handlu już od minionych miesięcy. Gdy na początku marca pojawiły się niepokojące sygnały, złoty niemal natychmiast zaczął odczuwać presję na fali doniesień z Bliskiego Wschodu. Inwestorzy masowo redukowali wówczas ekspozycję na ryzyko, co mocno uderzało w rynki naszego regionu.
Zaledwie kilka dni po pierwszych uderzeniach rynkowej paniki analitycy ostrzegali, że geopolityczny kryzys coraz wyraźniej rozlewa się na gospodarki wschodzące. Ewidentne kłopoty z utrzymaniem kapitału spotęgował dodatkowo obserwowany nieco później globalny odpływ środków inwestorów zagranicznych w stronę bezpiecznych aktywów. To właśnie trwający nieprzerwanie od kilkunastu tygodni tryb ucieczki od ryzyka odpowiada za obecną pozycję polskiego pieniądza.