Piątkowa sesja przyniosła wyjątkowo szeroki przedział wahań cenowych ropy WTI, sięgający ponad 9 dolarów. Notowania poruszały się w zakresie od 68,50 do 77,58 USD za baryłkę, co świadczy o nadzwyczajnej zmienności jak na handel w ciągu jednego dnia. Obecna cena ustabilizowała się w środkowej części tego przedziału.
Wykres cenowy zaprezentował klasyczny wzorzec określany jako "spike and fade" - gwałtowny skok notowań około godziny 8:00, gdy cena zbliżyła się do 77,60 USD, po czym nastąpiła stopniowa korekta do poziomu 73-74 USD. Dzięki temu ruchowi ropa naftowa WTI kosztuje obecnie około 73,5 dolara, co oznacza wzrost o ponad 8 proc. w porównaniu z zamknięciem poprzedniej sesji.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Izrael wysłał myśliwce na Iran. Nagrania świadków ataku
Kontekst roczny i perspektywy dla ropy
Dzisiejszy imponujący wzrost o 7,52 proc. wskazuje na znaczącą reakcję rynku na istotne konflikt na Bliskim Wschodzie. Warto zauważyć, że od początku czerwca cena ropy wzrosła już o 20 proc., co świadczy o silnym trendzie wzrostowym w ostatnich tygodniach.
Analizując szerszy kontekst roczny, aktualne notowania znajdują się w dolnej połowie przedziału wyznaczonego przez roczne minimum wynoszące 55,12 USD oraz maksimum na poziomie 84,52 USD. Taka pozycja może sugerować przestrzeń do dalszych wzrostów w nadchodzących tygodniach. Jednocześnie ropa WTI utrzymuje pozytywny wynik od początku roku na poziomie 2,01 proc., co wskazuje na stabilizację po wcześniejszych spadkach.
Intensywność obserwowanych ruchów cenowych sugeruje wysoką płynność i znaczącą aktywność inwestorów instytucjonalnych na rynku. Piątkowa sesja charakteryzuje się typową dla rynku ropy zmiennością z wyraźnym impulsem wzrostowym, prawdopodobnie napędzanym czynnikami geopolitycznymi lub związanymi z podażą surowca.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Izrael wysłał myśliwce na Iran. Nagrania świadków ataku
Kryzys na Bliskim Wschodzie
Izraelskie uderzenia na irańskie obiekty wojskowe, do których doszło w piątek były wymierzone między innymi w kluczowe obiekty nuklearne Iranu. Według doniesień irańskich mediów poważnie uszkodzono zakład wzbogacania uranu w Natanz w środkowej części kraju, gdzie zniszczono część instalacji. Atakowano również obiekt w Parczin, który według ekspertów służy do prowadzenia badań nad bronią jądrową.
Rzecznik izraelskich sił zbrojnych generał Effie Defrin poinformował, że w pierwszej fazie operacji wykorzystano ponad 200 samolotów, które zrzuciły przeszło 330 pocisków na około 100 celów strategicznych. Przekazał również, że Iran odpowiedział wysyłając w kierunku Izraela ponad 100 bezzałogowych statków powietrznych.
Izraelska armia w kolejnym komunikacie potwierdziła, że rozpoczęła przechwytywanie irańskich dronów poza własną przestrzenią powietrzną. Media doniosły, że maszyny były niszczone nad terytorium Arabii Saudyjskiej i Syrii. Przed południem saudyjski portal Al Arabiya poinformował, że siły izraelskie przechwyciły wszystkie wysłane przez Iran bezzałogowce.
Reakcje stron konfliktu i konsekwencje ataku
Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej przekazała uspokajającą informację, że w wyniku izraelskiego ataku nie odnotowano wzrostu promieniowania w okolicach instalacji Natanz. Agencja podała również, że według władz w Teheranie, elektrownia jądrowa w Buszehr nie została objęta atakiem.
Strona irańska potwierdziła śmierć szefa sztabu generalnego Mohammada Bagheriego oraz generała dywizji Korpusu Strażników Rewolucji Golama Alego Raszida. Najwyższy przywódca duchowy i polityczny Iranu ajatollah Ali Chamenei zapowiedział surową karę dla Izraela, oświadczając, że kraj ten "zgotował sobie ciężki los, którego z pewnością doświadczy". Irańska armia ostrzegła, że nie będzie się ograniczać w swojej odpowiedzi.
Premier Izraela Benjamin Netanjahu w orędziu do narodu ujawnił, że Iran w ostatnich miesiącach rozpoczął prace nad wykorzystaniem wzbogaconego uranu do celów militarnych i posiada już wystarczającą ilość tego surowca do wyprodukowania dziewięciu bomb atomowych. Podkreślił, że stanowi to egzystencjalne zagrożenie dla państwa izraelskiego.
Według doniesień agencji Reutera, przed piątkowym atakiem w centralnej części Iranu operowała izraelska służba specjalna Mosad. Portal Times of Israel, cytując jednego z izraelskich urzędników zajmujących się bezpieczeństwem, podał, że władze w Jerozolimie przez lata przygotowywały się do operacji przeciwko irańskiemu programowi nuklearnemu i rakietowemu.
Międzynarodowe reakcje i konsekwencje dla regionu
Prezydent USA Donald Trump, który według mediów wiedział z wyprzedzeniem o izraelskich planach, skomentował po ataku: "iran nie może mieć bomby atomowej i mamy nadzieję, że wrócimy do stołu negocjacyjnego. Zobaczymy. Jest jednak kilku przywódców, którzy nie wrócą". Jednocześnie zadeklarował, że amerykańskie wojsko w regionie pozostaje w stanie najwyższej gotowości, a USA są przygotowane do obrony zarówno siebie, jak i Izraela w przypadku irańskiego odwetu.
Na niedzielę była zaplanowana szósta runda amerykańsko-irańskich rozmów o porozumieniu nuklearnym, choć nic nie wskazywało na możliwość przełomu. Głównym punktem spornym pozostawały żądania Waszyngtonu dotyczące likwidacji przez Iran programu wzbogacania uranu, czego reżim w Teheranie konsekwentnie odmawiał.
Wiele państw wyraziło zaniepokojenie eskalacją konfliktu. Chiny przekazały, że z uwagą śledzą sytuację i są głęboko zaniepokojone potencjalnymi konsekwencjami izraelskich działań. Arabia Saudyjska, mimo historycznej rywalizacji z Iranem, określiła atak Izraela jako "wyraźne naruszenie międzynarodowych praw i norm". Turcja "w najostrzejszym tonie" potępiła nocny atak, nazywając go prowokacją zagrażającą stabilności regionu.
Premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer zaapelował do obu stron o "zmniejszenie napięć", podkreślając, że eskalacja nie służy nikomu w regionie. Brytyjski dziennik "Times" ocenił, że Londyn nie będzie chronić Izraela w przypadku irańskiego odwetu. Z kolei szef francuskiej dyplomacji Jean Noel Barrot oświadczył, że Izrael ma prawo do obrony przed wszelkimi atakami, przypominając jednocześnie o zaniepokojeniu Paryża irańskim programem nuklearnym.
W wyniku zaostrzenia konfliktu Izrael, Iran, Irak i Jordania zamknęły swoją przestrzeń powietrzną. Wiele linii lotniczych musiało zmienić trasy swoich samolotów. W Izraelu zamknięto główne lotnisko – port lotniczy Ben Guriona, a linie lotnicze El Al ewakuowały swoje maszyny poza granice kraju.
Rzecznik polskiego MSZ Paweł Wroński zaapelował do Polaków o powstrzymanie się od podróży na Bliski Wschód, zapewniając jednocześnie, że polskie placówki dyplomatyczne w Teheranie i Tel Awiwie monitorują sytuację i pracują normalnie. Minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz oświadczył, że wojsko jest gotowe wesprzeć ewakuację Polaków z regionu, jeśli zajdzie taka potrzeba.