WAŻNE
TERAZ

Iran bierze odwet. Rakiety lecą w kierunku Izraela

Nowe obostrzenia. Górale przybici. "Zamiast turystów po ulicach chodzą windykatorzy"

Pozamykane hotele, pensjonaty, restauracje, wyciągi. Zamiast śmiechu turystów, w górskich kurortach usłyszeć można coś innego. - Mają nas w nosie. Mówią, że nie możemy pracować, ale nie mówią, za co mamy dzieci nakarmić - mówi Grzegorz Schabiński, właściciel stoku. - Pozostał nam tylko krzyk rozpaczy - dodaje Mirosław Bator, przedsiębiorca ze Szczyrku.

Policja kontroluje biznesyDolnośląscy policjanci kontrolują jeden ze stoków w województwie
Krzysztof Janoś

- Nie ma ludzi w górach i nie będzie. Trzeba zapomnieć o temacie hotelarstwa i gastronomii. To potężna tragedia - mówi Grzegorz Schabiński, właściciel ośrodka U Schabińskiej - Chyrowa Ski.

- Najbardziej boli, że po decyzji rządu o nowych obostrzeniach, które całkowicie pozbawiły nas źródła dochodów, nikt nie zająknął się ani słowem, jak będzie wyglądała pomoc. Ludzie tracą pracę, firmy, dorobek całego życia, a nawet nie ma gwarancji, że rząd da im jakieś gorsze na przeżycie - dodaje.

Przedsiębiorca ma dwa hotele w Jaśle, kolejny w Chyrowej, restaurację, masarnie, ośrodek narciarski, wędkarski i pałac w Gorlicach, oferujący noclegi i przestrzeń eventową. Dziś większość z tych biznesów pieniędzy nie przynosi.

Pustki na Krupówkach. Najstarsi górale nie pamiętają takiego Zakopanego

- Obroty spadły o 70 proc. A ja naprawdę walczę, ciągle szukam pomysłów. Gdyby nie to, już dawno firmy by nie było - mówi przedsiębiorca, o którym głośno zrobiło się w całej Polsce po naszym tekście o wynajmowaniu schowków na narty, które tak naprawdę były pokojami hotelowymi.

Lawirując na granicy prawa, przedsiębiorca walczył o przetrwanie, kiedy rząd zamknął pensjonaty i hotele poza wyjazdami służbowymi. Teraz jednak nie ma żadnego pomysłu na nowe obostrzenia obowiązujące od 28 grudnia do 17 stycznia.

Jeden schabowy dziennie

- Jestem totalnie sfrustrowany i załamany. Dziś zwolniłem kolejne 10 osób, żeby już nie przeciągać tego, co nieuniknione. Już nie mam sił. Przeraża mnie, że nikt nic nie mówi o tym, co nas czeka po 17 stycznia. Zaraz się okaże, że nas otworzą, ale ja już nie będę miał ludzi i środków, by działać - mówi Schabińśki.

- Najchętniej to rzuciłbym to wszystko i wyjechał, ale jeszcze nie powiedziałem ostatniego słowa i trzeba będzie coś wymyślić. Dla mnie jednak hotelarstwo i gastronomia to temat bez szans na przetrwanie - podkreśla.

Jego zdaniem, przy obowiązujących od poniedziałku 28 grudnia obostrzeniach, turystów - inaczej niż przy poprzednich regulacjach - nie będzie.

- Straszy się ludzi "godziną policyjną", zakazem przemieszczania się, potem się to odwołuje, ale ludziom już w głowie przekaz został. To nawet i prawa do tych zapowiedzi dorabiać nie trzeba, bo samo straszenie już zadziałało - mówi Schabiński.

Na dowód braku klientów podaje przykład wczorajszych zamówień. Jego restauracja sprzedała w niedzielę jeden kotlet schabowy na wynos.

Przed rokiem stok, hotele, restauracja pękały w szwach. U Schabińśkiego pracowało 140 osób. Teraz zostało 25.

W Szczyrku powiesili kukły

Przedsiębiorcy protestujący przeciwko rządowym obostrzeniom w Szczyrku dali wyraz swoim emocjom w sposób dość makabryczny.

ssf
© Facebook.com, Szczyrkowska Izba Gospodarcza

- Pozostał nam tylko krzyk rozpaczy. Stąd ten protest z kukłami wiszącymi na latarniach - mówi Mirosław Bator, prezes Szczyrkowskiej Izby Gospodarczej .

Pusty dostawczak

 - Szykuje się wiele upadłości i nie tylko w Szczyrku, ale na całym południu Polski. Zamiast turystów po ulicach chodzą windykatorzy i łowcy okazji taniego wykupu jakiegoś padającego biznesu. Jest bardzo źle i dziwi mnie, że rząd tego nie widzi, nie podejmuje żadnych działań, żeby chociaż wpłynąć na banki, by odłożyły spłaty kredytów - mówi Bator.

Wszyscy nasi rozmówcy podkreślają, że ostatnie dobre lata dla branży zachęciły firmy do inwestowania w rozbudowę. Wszystko oczywiście na kredyt.

- Banki nie chcą o żadnej karencji w spłacie nawet słyszeć. Przedsiębiorcy zamiast tego dostają tylko nakazy natychmiastowej spłaty zaległych rat i groźby. W samym Szczyrku 18 tys. ludzi nie będzie miało pracy zimą. Codziennie zwalniani są kolejni ludzie - mówi Bator.

Skale upadku doskonale ilustruje przykład samochodu dostawczego, który kursuje między hotelami i restauracjami w Szczyrku. Przed pandemią auto rozwoziło dziennie 1,5 tony żywności. W tym roku kierowca raz na tydzień rozwozi 500 kg zamówień.

- Zwolnienia są już na porządku dziennym. W poniedziałek w hotelu Klimczok doszło do kolejnych. W zeszłym roku pracowało tam 140 osób, teraz zostało 16. Bez pracy zostali ludzie pracujący w różnych firmach całymi latami. Zmienią branże i potem skąd my pracowników weźmiemy - pyta retorycznie Bator.

Puste Krupówki

Tymoteusz Mróz, prezes organizacji turystycznej Made in Zakopane, zapewnia, że w stolicy polskich Tatr nastroje nie są lepsze niż w Szczyrku czy Chyrowej.

- Krupówki może całkowicie puste nie będą, jak to było na wiosnę. Mamy w mieście dużo apartamentowców i ich właściciele przecież mogą przyjeżdżać, prawo im tego nie zabrania. Jednak wszystkie hotele i pensjonaty są zamknięte. Zapewne ludzie, walcząc o przetrwanie, jakoś w szarej strefie będą wynajmować, już słychać takie głosy - mówi Mróz.

To może z kolei doprowadzić do lokalnych wojenek. - Sąsiad będzie donosił na sąsiada, który mimo zakazu próbuje przetrwać. Jednych i drugich trzeba zrozumieć. Ludziom puszczają już nerwy - mówi Tymoteusz Mróz.

Od wczoraj w Zakopanem i okolicach wieje halny. Silny wiatr doskonale wpisuje się w mroczną atmosferę panującą teraz w branży gastronomiczno-hotelarskiej. Zdaniem Mroza, konsekwencje narodowej kwarantanny będą dramatyczne.

- Przedsiębiorcy już jadą na oparach finansowych. Tymczasem najpierw dostajemy rozporządzenie mówiące, jak nie możemy działać, bez jednego zdania o pomocy. To uwłaczające. Czekamy na łaskę, co zostanie nam rzucone na przetrwanie i nie wiemy, czy to będą środki wystarczające do przetrwania - mówi Mróz.

Czasem jest i tak, że pomoc przychodzi a późno. Tutaj dobrym przykładem jest hotel Kopieniec. Dostał pomoc z tarczy PFR w wysokości 200 tys. zł. Pieniądze, jak opowiada Mróz, trafiły jednak na konto banku, który z hotelem rozwiązał umowę kredytową i całość sumy wziął na poczet zaległych należności.

Źródło artykułu: money.pl
Wybrane dla Ciebie
Izrael uderza na Iran. "Atak w sobotę rano nie jest przypadkowy"
Izrael uderza na Iran. "Atak w sobotę rano nie jest przypadkowy"
Izrael atakuje Iran. Ekspert: to wstęp do wojny
Izrael atakuje Iran. Ekspert: to wstęp do wojny
Atak na Iran pogrąża kryptowaluty. Bitcoin mocno w dół
Atak na Iran pogrąża kryptowaluty. Bitcoin mocno w dół
Izrael atakuje Iran. Ekspert: To próba zmiany reżimu
Izrael atakuje Iran. Ekspert: To próba zmiany reżimu
Atak na Iran wywinduje ceny benzyny? Oto możliwy scenariusz
Atak na Iran wywinduje ceny benzyny? Oto możliwy scenariusz
Izrael zaatakował Iran. Rynki "nie mają jak" zareagować
Izrael zaatakował Iran. Rynki "nie mają jak" zareagować
Izrael atakuje Iran. Stan wyjątkowy, eksplozje w Teheranie
Izrael atakuje Iran. Stan wyjątkowy, eksplozje w Teheranie
Fitch potwierdza rating Polski, ale ostrzega przed rosnącym długiem
Fitch potwierdza rating Polski, ale ostrzega przed rosnącym długiem
Musi oddać 97 mln zł. Polski senior-rekordzista
Musi oddać 97 mln zł. Polski senior-rekordzista
Umowa podpisana. Paramount przejmuje właściciela TVN. Netflix dostanie miliardy
Umowa podpisana. Paramount przejmuje właściciela TVN. Netflix dostanie miliardy
Istnieje alternatywa dla SAFE. Ale nie spodoba się Polakom [ANALIZA]
Istnieje alternatywa dla SAFE. Ale nie spodoba się Polakom [ANALIZA]
Kierowcy muszą uważać. Mandat za jazdę w okularach? Wyjaśniamy
Kierowcy muszą uważać. Mandat za jazdę w okularach? Wyjaśniamy