Jak opisuje Onet, projekt gazociągu Siła Syberii 2, który miał stać się jednym z filarów współpracy energetycznej Rosji i Chin, napotyka kolejne przeszkody. Główną kością niezgody pozostaje cena rosyjskiego gazu, a według medialnych doniesień stanowiska obu stron są od siebie bardzo odległe.
Plan zakłada budowę magistrali o przepustowości do 50 mld m sześc. gazu rocznie. Surowiec miałby trafiać z rosyjskich złóż na Jamału do Chin przez terytorium Mongolii.
Pekin stawia twarde warunki
Jak informował "The Wall Street Journal", jeszcze przed majową wizytą Władimira Putina w Pekinie chińscy negocjatorzy sygnalizowali, że zawarcie porozumienia w obecnym kształcie jest niemożliwe - czytamy.
WIDEOPrezes giganta o kobietach w pracy. "Kompetencje są najważniejsze"
Według tych doniesień Chiny oczekują ceny około 50 dol. za 1000 m sześc. gazu. Rosja miałaby natomiast oczekiwać około 250 dol. za tę samą ilość surowca. Tak duża rozbieżność sprawia, że rozmowy pozostają w impasie.
Chińscy komentatorzy cytowani w tekście zwracają uwagę, że sytuacja na rynku zmieniła się diametralnie po ograniczeniu eksportu rosyjskiego gazu do Europy. Ich zdaniem to Pekin dysponuje dziś silniejszą pozycją negocjacyjną, ponieważ może sprowadzać gaz również z Azji Środkowej, Kataru czy Australii.
Nie tylko cena jest problemem
Spory dotyczyły również przebiegu planowanego gazociągu. Rosja od początku opowiadała się za trasą przez Mongolię, argumentując to niższymi kosztami inwestycji. Chiny początkowo zgłaszały zastrzeżenia dotyczące bezpieczeństwa energetycznego, obawiając się uzależnienia dostaw od państwa trzeciego.
Według przedstawionych informacji Pekin ostatecznie zaakceptował wariant mongolski, jednak nie zmienił stanowiska w sprawie ceny gazu. Po majowych rozmowach Władimir Putin miał analizować również możliwość poprowadzenia rurociągu inną trasą, jednak – jak wskazują komentatorzy – nie rozwiązuje to podstawowego problemu.
Zdaniem autorów analiz współpraca gospodarcza Rosji i Chin będzie się rozwijać, jednak warunki coraz częściej dyktuje Pekin. Wskazują również, że po uszkodzeniach części rosyjskich rafinerii w wyniku ataków dronów niektóre regiony Rosji zaczęły importować rafinowane produkty naftowe z Chin, co dodatkowo pokazuje rosnącą zależność Moskwy od swojego największego partnera handlowego.