Plan Morawieckiego na demografię. Ekspert punktuje wykres. "Dane z sufitu"

Pensja rodzicielska i emerytalna składka rodzinna to dwa rozwiązania, które zdaniem Mateusza Morawieckiego mogą w krótkim czasie poprawić polską demografię. Wyliczenia i prognozy stowarzyszenia Rozwój Plus budzą jednak wątpliwości. - Nie ma tam najmniejszego uzasadnienia dla prezentowanych liczb - mówi money.pl ekonomista, prof. Michał Brzeziński.

Źródło zdjęć: © East News, wne.uw.edu.pl | ANDRZEJ IWANCZUK, ZipZapic.com
Tomasz Setta

Stowarzyszenie Mateusza Morawieckiego opublikowało raport poświęcony polskiej demografii. Politycy Rozwoju Plus zawarli w nim kilka pomysłów na to, jak zwiększyć liczbę urodzeń. Na liście znalazły się m.in. pensja rodzicielska i emerytalna składka rodzinna. Pierwsze rozwiązanie zakłada, że w początkowym okresie życia dziecka (do 3. roku życia) jeden z rodziców zamiast 800 plus otrzyma świadczenie w wysokości pensji minimalnej. Drugi pomysł to odprowadzanie jednej czwartej składek na ZUS wypracowanych przez dorosłe dzieci na konto ich rodziców.

Autorzy raportu twierdzą, że obie propozycje będą skuteczne. W tym celu posługują się prognozami dla wskaźnika Total Fertility Rate (TFR). Chodzi o współczynnik dzietności pokazujący średnią liczbę dzieci, jaką urodzi jedna kobieta przez cały okres rozrodczy. Naukowcy przyjmują, że dla prostej zastępowalności pokoleń w krajach rozwiniętych wskaźnik TFR powinien wynosić 2,1. Dla porównania, współczynnik dzietności w Polsce wyniósł w zeszłym roku 1,068.


WIDEO
Pełczyńska-Nałęcz o Rozwój Plus: Nie wiem, co to za formacja


Ekspert: szacunki z sufitu, bez cienia dowodu

W raporcie stowarzyszenia Rozwój Plus zamieszczono wykres, z którego wynika, że samo wprowadzenie pensji rodzicielskiej podniesie wskaźnik TFR w 2035 r. do poziomu 1,42-1,46, a w 2050 r. do przedziału 1,47-1,51. Z kolei emerytalna składka rodzinna miałaby zwiększyć współczynnik dzietności najpierw do 1,18-1,22 (w 2035 r.), a później do 1,42-1,48 (w 2050 r.). Równoczesne wprowadzenie obu polityk ma przynieść jeszcze bardziej widoczny efekt: TFR wzrasta w podanych przedziałach czasowych do 1,50-1,55, a następnie do 1,85-1,95.

- Ten wykres jest całkowicie z głowy - komentuje w rozmowie z money.pl prof. Michał Brzeziński z Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego. - Szczerze mówiąc, wygląda trochę tak, jakby ten rysunek był dziełem sztucznej inteligencji. Owszem, wiele badań pokazuje, że transfery finansowe mogą poprawiać dzietność. Ale nie w tak dużym stopniu, jak zaprezentowali to autorzy raportu. W tym sensie jest to pewne polityczne "chciejstwo" - ocenia ekonomista, zajmujący się między innymi badaniem nierówności społecznych.

Ekspert tłumaczy, że pomysłodawcy strategii w żaden sposób nie uzasadniają, dlaczego w ramach prognoz powołują się na takie, a nie inne liczby. - Nie ma informacji o przyjętym modelu, o sposobie szacowania skutków. Nie ma również odniesień do doświadczeń innych krajów niż Polska, które na politykę prorodzinną przeznaczały bardzo duże środki - wylicza nasz rozmówca.

Autorzy raportu prezentują osobno skutki wprowadzenia pensji rodzicielskiej i emerytalnej składki rodzinnej. Ale dodatkowo pokazują tajemniczy "efekt synergii", czyli przełożenie na dzietność obu tych polityk jednocześnie. Niestety, te szacunki również są wzięte z sufitu, bo nie ma nigdzie cienia dowodu, że w prognozowanym terminie wywołałyby dokładnie taki efekt - mówi nam prof. Michał Brzeziński z UW.

Ekonomista pozytywnie ocenia fakt, że politycy postanowili w jednym miejscu zebrać wszystkie propozycje, jak kompleksowo rozwiązać określony problem. Jego zdaniem w polskiej debacie publicznej to wciąż rzadkość, stąd można mówić o "pewnym postępie".

Tyle że w tym przypadku to raczej pozorny, a nawet szkodliwy postęp, bo tworzy tylko złudzenie, że tego typu polityki istotnie zwiększą dzietność. Trudno z tak dużą pewnością stwierdzić, że przytoczone rozwiązania zadziałają w oczekiwany sposób, bez odniesienia do modeli i badań empirycznych. A przecież takie badania są, choćby na bazie doświadczeń Korei Południowej, która wydała setki miliardów dolarów na politykę prorodzinną - wyjaśnia prof. Brzeziński.

Korea Południowa, podobnie jak Polska, od lat boryka się z problemem niskiej dzietności, wydając setki miliardów dolarów na politykę prorodzinną. Jednak same subsydia finansowe okazały się w tym kraju nieskuteczne, dopóki rząd nie zaczął wdrażać reform w zakresie m.in. rynku pracy i rynku mieszkań. Badanie Korean Longitudinal Survey of Women and Families (KLoWF) prowadzone przez Koreański Instytut Rozwoju Kobiet mówi, że jednorazowe dodatki finansowe nie zmieniają intencji prokreacyjnych Koreańczyków, jeśli młodzi ludzie nie widzą perspektyw mieszkaniowych i zawodowych.

Jest za mało potencjalnych matek

Stowarzyszenie Rozwój Plus szacuje, że sama pensja rodzicielska będzie kosztować budżet państwa każdego roku 40-42 mld złotych (to ponad połowa tego, co wydajemy dziś na program Rodzina 800 plus). Prof. Brzeziński podkreśla, że tak duże wydatki publiczne muszą być poprzedzone rzetelną analizą opartą na faktach.

- To nie jest tak, że na poprawę demografii możemy wydać każdą złotówkę bez oglądania się na koszty. Mamy rosnące wydatki zbrojeniowe, potrzeby zdrowotne, a obok tego wysoki deficyt i szybko rosnący dług publiczny. W tym kontekście musimy zastanowić się, jak efektywnie lokować pieniądze, by rzeczywiście poprawić dzietność - dodaje naukowiec.

Ekspert podkreśla również, że kluczowym ograniczeniem dla polskiej demografii pozostaje spadająca liczba kobiet w wieku rozrodczym. W tym kontekście same zachęty finansowe i bodźce ekonomiczne nie wystarczą do rozwiązania tak złożonego problemu, który obejmuje też czynniki kulturowe.

- Dlatego potrzebujemy też racjonalnej i selektywnej migracji oraz większej produktywności, które pozwolą nam skompensować efekty wynikające z niskiej dzietności - komentuje prof. Michał Brzeziński.

W 2025 r. w Polsce urodziło się 238 tys. dzieci, o 5,4 proc. mniej niż rok wcześniej. Stowarzyszenie Mateusza Morawieckiego szacuje, że dzięki jego pomysłom liczba ta zwiększy się w latach 2035-2050 o nawet 130 tys. urodzeń rocznie.

Wybrane dla Ciebie