Notowania

handel
27.12.2019 14:37

Podatek handlowy wkrótce rusza. W Biedronce i Lidlu będzie drożej już w wakacje

W projekcie budżetu na 2020 rok już ma swoje skromne miejsce pośród innych danin. Podatek od sprzedaży detalicznej zawieszony jest jeszcze tylko do końca czerwca przyszłego roku i wszystko wskazuje na to, że to będzie koniec zawieszenia. Najmocniej dotknie on Biedronkę.

Podziel się
Dodaj komentarz
(PAP/EPA)
Biedronka i Lidl będą największymi ofiarami nowego podatku

Zaledwie co 328 złotówka wpływająca do budżetu państwa będzie pochodziła z podatku od sprzedaży detalicznej. Na 2020 rok z nowej daniny zaplanowano 663 mln zł dochodu - podano w projekcie budżetu państwa. Podatek zawieszony jest jeszcze do końca czerwca, więc to prawie pewne, że zacznie obowiązywać od 1 lipca. W najbliższe wakacje "biedronki i lidle" zrobią się jakby droższe.

Trzeba się spodziewać podwyżek w dużych sieciach - przecież te nie pozwolą sobie stracić części zysków i prawdopodobnie przerzucą podatek na klientów. Tak to zwykle bywa z nowymi daninami, o czym przekonali się w ostatnich latach choćby klienci banków. Jakie to będą podwyżki?

W ubiegłym roku sprzedaż detaliczna wyniosła według danych GUS 526 mld zł, w tym roku do listopada urosła o 5,5 proc., czyli można oszacować, że w całym 2019 r. przekroczy 550 mld zł. Wartość podatku 1,32 mld zł (przeliczając na cały rok - dwa razy 663 mln zł) będzie stanowić 0,24 proc. łącznej sprzedaży detalicznej.

Skala podatku handlowego z trzema progami

Teoretycznie niedużo. No ale to dane dla wszystkich sklepów, a duże sieci handlowe zapłacą jednak dużo więcej. Podatek będzie miał dwie… a właściwie trzy skale podatkowe, czyli dwie z kwotą wolną od podatku (pierwsza skala jest zerowa). Kto miesięcznie sprzedaje za nie więcej niż 17 mln zł (rocznie 204 mln zł), nowej daniny nie zapłaci w ogóle. Teoretycznie nie musi nawet składać zeznania podatkowego.

Powyżej tej kwoty stawka wynosić będzie 0,8 proc. obrotów. W kolejną skalę podatkową wpadać będą sieci mające obroty powyżej 170 mln zł miesięcznie. Od nadwyżki ponad tę kwotę zapłacą 1,4 proc. No cóż, skończy się prawdopodobnie rzadszymi promocjami w najpopularniejszych dyskontach, albo rabaty cenowe będą mniejsze.

Zobacz też: Emilewicz o podatku handlowym: "Jestem jego zwolenniczką"

Struktura podatku wzmacnia pozycję mniejszych podmiotów, choć niekoniecznie mniejszych sieci handlowych. Skorzystają m.in. sieci franczyzowe, gdzie handel prowadzony jest przez wiele podmiotów pod jedną marką, jak np. w sieciach abc czy Lewiatan.

Hurtownie Eurocash mogą liczyć na większe obroty, bo dostarczają towary do obu wspomnianych sieci. Skorzysta też Żabka, która rozwija się w dużej mierze na bazie franczyzy, czyli każdy sklep to często oddzielny podmiot. Także E.Leclerc ma rozdrobnioną strukturę - każdy sklep prowadzi inny podmiot prawny.

Kto będzie największym płatnikiem nowego podatku? Oczywiście ci, którzy odnieśli największy sukces na rynku. Teraz tym sukcesem będą musieli się podzielić ze społeczeństwem. Biedronka, Carrefour, Dino, Lidl, Delikatesy Centrum, ale i sieci modowe z LPP (m.in. marka Reserved) i CCC na czele, drogerie Rossmann, czy sieci rtv/agd poniosą największe koszty.

Największy procent podatku w relacji do obrotu płacić będzie Biedronka, która przebije w tym roku prawdopodobnie 53 mld zł przychodu. W zasadzie większość jej sprzedaży będzie obłożone daniną w wysokości 1,4 proc., więc by utrzymać zyski, musi o tyle mniej więcej podwyższyć ceny towarów.

Nieco mniej, bo stratę 1,3 proc. przychodów będą musiały nadrobić: Lidl, Tesco, Auchan i Kaufland - wynika z szacunków money.pl. Drugi z tej listy i tak miał problemy ostatnio z utrzymaniem na powierzchni i sprzedawał swoje największe sklepy, a tu… nowy podatek.

Sieci, które miały dotąd straty, będą miały poważne kłopoty z nową daniną. Może się okazać, że opłacalne będzie zamknięcie części punktów, żeby zejść z obrotami do tych dwóch miliardów złotych, które stanowią granicę najwyższej stawki podatku.

O ile oczywiście straty były prawdziwe. Jeśli należące do zagranicznych koncernów polskie spółki będą utrzymywać po wprowadzeniu podatku sieci w niezmienionym stanie, to oznacza, że zasadne były podejrzenia o stosowanie cen transferowych. Dotyczy to oczywiście sieci międzynarodowych, które koszty mogą rozliczać w Polsce, a zyski pokazywać w swoim rodzimym kraju.

Polskie sieci stracą pozycję konkurencyjną względem zagranicznych

Forma podatku powoduje, że rozwijające się sieci mogą mieć szansę stosowania konkurencyjnych cen w porównaniu z wielkimi konkurentami. Na przykład drogerie Hebe budowane przez Jeronimo Martins zapłaciłyby 0,6 proc. podatku od przychodu, jeśli potraktowane byłyby oddzielnie od Biedronki, a Drogerie Natura 0,5 proc. Największa sieć drogerii Rossmann płacić będzie dwukrotnie większą procentowo daninę - 1,2 proc. przychodu.

Poprawi się też pozycja konkurencyjna Zary Polska względem LPP. Jak wynika z obliczeń money.pl polska firma będzie musiała zapłacić 1,1 proc. podatku od obrotu, a hiszpańska - 0,6 proc. Również pozycja sieci Deichmann wzmocni się względem konkurenta - polskiego CCC. Niemiecka sieć zapłaci około 0,6 proc. od obrotu, a polska 0,8 proc.

To, czy podatek będzie obowiązywać, stuprocentowo pewne nie jest. W maju 2019 roku unijny sąd (TSUE) orzekł, że podatek jest zgodny z unijnym prawem. Ale Komisja Europejska się odwołała i dlatego pobór podatku jest wciąż zawieszony. Rozpatrzenie odwołania powinno nastąpić w pierwszej połowie roku.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
27-12-2019

KevikTaka gospodarka to dziś paranoja. To się źle skończy...To się naprawdę źle skończy.

27-12-2019

RafałW miejscu na mapie odpowiedź na pytanie "Kto zapłaci najwięcej podatku handlowego?" powinna być odpowiedź wielkimi literami: … Czytaj całość

27-12-2019

janKomuna pisowska już nie ma skąd brać pieniedzy to bierze skąd się da, tak doprowadzili finanse państwa do ruiny!!!!!

Rozwiń komentarze (178)