Rosyjski spoofing nad Litwą. Ekspert o agresji ekonomicznej
Prawie połowa samolotów nad Litwą otrzymuje fałszywe dane nawigacyjne. Sygnał pochodzi z obwodu królewieckiego. Litewski Urząd Regulacji Łączności alarmuje, że to celowa agresja ekonomiczna, która łamie prawo międzynarodowe. Europa musi przygotować wspólną odpowiedź.
Około tysiąca samolotów każdego miesiąca odbiera fałszywe dane nad terytorium Litwy. Stanowi to blisko połowę wszystkich maszyn, które tam latają. Źródło tych sygnałów znajduje się w obwodzie królewieckim. Informacje te przekazał Polskiej Agencji Prasowej Darius Kulieszius. Reprezentuje on litewski Urząd Regulacji Łączności (RRT). Ekspert ocenia te incydenty jako formę agresji ekonomicznej.
Mamy dowody, że spoofing i jamming (zagłuszanie i fałszowanie) nawigacji satelitarnej wywoływane są przez sygnał radiowy pochodzący z Rosji. Rosjanie twierdzą, że to działania obronne. My nie mamy wątpliwości: to działania ofensywne, rodzaj agresji ekonomicznej. Musimy odpowiedzieć na nie dwutorowo – poprzez zwiększenie odporności technologicznej oraz wyciągnięcie konsekwencji politycznych i prawnych – powiedział PAP Darius Kulieszius z litewskiego Urzędu Regulacji Łączności (RRT).
Kierowcy kontra agresja na drogach. "5 milionów ludzi już sobie pomaga"
Dwa rodzaje ataków na nawigację.
Systemy nawigacji z satelitów pozwalają dokładnie ustalić pozycję na Ziemi. Korzystają z nich smartfony, samoloty, statki, a także banki. Sygnały docierają z dużej odległości, dlatego są słabe i naziemne nadajniki mogą je łatwo zakłócić.
– Zidentyfikowaliśmy dwa rodzaje zakłóceń sygnału GNSS pochodzące z obwodu królewieckiego: jamming oraz spoofing – powiedział PAP Darius Kulieszius.
Jamming oznacza całkowitą blokadę sygnału. Piloci od razu widzą awarię na ekranach i włączają systemy zapasowe. Spoofing jest znacznie bardziej niebezpieczny. Jego mechanizm polega na tym, że nadajnik emituje fałszywe informacje. Odbiornik w samolocie traktuje je jako prawdziwe. Maszyna pokazuje wtedy błędne położenie na mapie. Może też generować fałszywe alarmy o bliskości ziemi. Urządzenia w samolotach muszą zaakceptować ten sygnał.
– Choć systemy bezpieczeństwa zapobiegają najgorszym scenariuszom, to codzienne zakłócenia generują ogromne straty finansowe i obniżają jakość usług – skomentował Darius Kulieszius.
Celowy atak na sektor cywilny
Problem z zakłóceniami nad Bałtykiem pojawił się w momencie wybuchu wojny w Ukrainie. Na początku Rosja stosowała tylko jamming. Z czasem litewskie służby zaczęły wykrywać też źródła fałszywego sygnału. Wiosną tego roku eksperci z Litwy znaleźli kilkadziesiąt takich punktów w obwodzie królewieckim.
Władze Rosji tłumaczą, że w ten sposób bronią swojego terytorium przed ukraińskimi dronami. Litewski ekspert uważa jednak inaczej. Zwraca uwagę na precyzję ataków. Jamming działa w nocy i blokuje wszystkie systemy. Spoofing działa cały czas i uderza tylko w jedno pasmo. Jest to pasmo cywilne systemu GPS.
– Gdyby celem była obrona przed dronami, doktryna wojskowa nakazywałaby zagłuszanie i fałszowanie wszystkich pasm. A my widzimy, że to tylko jedno pasmo – GPS L1. Taki selektywny spoofing jest dla agresora najtańszy do przeprowadzenia, a uderza precyzyjnie w sektor cywilny – wskazał rozmówca PAP.
Prawo międzynarodowe i koszty
Eksperci ostrzegają, że długa awaria systemów nawigacji w Unii Europejskiej przyniosłaby ogromne straty dla całej gospodarki. Zakłócenia szkodzą lotnictwu, transportowi na morzu i rolnictwu. Rosja z kolei ponosi minimalne koszty takich operacji.
– Z perspektywy prawnej te działania są nielegalne. Rosja jest stroną międzynarodowych konwencji ONZ, ITU (dotycząca technologii telekomunikacyjnej), ICAO (lotnictwa cywilnego) czy IMO (żeglugi morskiej), które chronią życie w lotnictwie cywilnym i nawigację. Mamy więc do czynienia z systematycznym naruszaniem prawa międzynarodowego - powiedział rozmówca PAP.
Międzynarodowe organizacje wydały raporty. Dokumenty te potępiają działania Rosji. Kulieszius uważa jednak, że to nie wystarczy.
– Brakuje nam jednak realnej odpowiedzialności prawnej i finansowej; musimy usprawnić mechanizmy egzekwowania prawa przez organizacje międzynarodowe, aby stało się to dla Rosji autentycznie kosztowne – powiedział ekspert.
Ekspert dodaje, że Unia Europejska musi mówić jednym głosem w tej sprawie. Osobne działania poszczególnych państw nie przynoszą efektów.
Budowa warstw zapasowych
Rozwiązaniem problemu mogą być nowe technologie. Sektory strategiczne powinny stosować nowoczesne odbiorniki. Takie urządzenia potrafią korzystać z sygnału europejskiego systemu Galileo. Ten system posiada bezpieczne szyfrowanie i trudno go sfałszować.
– Należy zainwestować w naziemne warstwy zapasowe. Przykładem jest projekt optycznego zegara atomowego rozwijany w Polsce czy system eLoran w Wielkiej Brytanii. To sygnały milion razy silniejsze od satelitarnych, których Rosjanie nie są w stanie zakłócić. Budowa takiej infrastruktury jest kosztowna, ale musimy stworzyć hybrydową, wielowarstwową architekturę PNT (Positioning, Navigation, Timing) – taką, w której utrata jednej warstwy nie unieruchamia całego systemu – podsumował Kulieszius.
Darius Kulieszius wygłosił swoje tezy podczas wydarzenia Vilnius Space Days. Polska była tam gościem honorowym. Zauważył on, że Litwa staje się unikalnym laboratorium. Państwo to zbiera najwięcej danych o zakłóceniach w czasie rzeczywistym. Pomaga to tworzyć technologie przyszłości.
Zakłócenia utrudniają życie także samym Rosjanom w obwodzie królewieckim. Z powodu międzynarodowych sankcji Rosjanie mają jednak mały dostęp do nowoczesnych technologii.
– Dla Kremla to koszt akceptowalny – zwrócił uwagę ekspert.
Źródło: PAP