Sprawdzili, gdzie są rozdane uczniom laptopy. "Wyrzuciliśmy miliard w błoto"
Patryk pożyczył laptopa teściowej, bo córka komputer już miała. Laptop Stasia szybko się zepsuł, a po naprawie leży nieużywany - reporter Radia Zet sprawdził, co dzieje się ze sprzętem rozdawanym w ramach programu "Laptop dla ucznia". - Wyrzuciliśmy miliard w błoto i teraz będzie podobnie - ocenia dyrektorka krakowskiej podstawówki.
– Córka korzystała z niego przez jakiś miesiąc. Miała tam zainstalowaną platformę edukacyjną, z której się uczyła, ale - nie oszukujmy się - głównie oglądała filmiki na youtubie. Chciała raz zrobić prezentację na informatykę, ale nie było tam pakietu office, więc szybko wróciła do naszego starego laptopa - opowiada Radiu Zet Patryk, rodzic uczennicy szóstej klasy, która otrzymała laptop z rządowego programu.
Komputer ostatecznie trafił do babci. - Teściowej akurat się zepsuł komputer, a że ten leżał nieużywany, to go jej pożyczyliśmy - opowiada Radiu Zet Patryk. Kobieta korzystała ze sprzętu przez pół roku i kupiła sobie nowy. Laptopa więc wnuczce oddała. - Teraz chyba znowu gdzieś leży u nas, ale nawet nie wiem, gdzie. I taki to właśnie był program - kwituje.
Na emeryturę zmienili dom. Na tym zaoszczędzili tysiące
"Laptop dla ucznia" to program, który zaczął się we wrześniu 2023 roku i zakładał, że każdy uczeń czwartej klasy szkoły podstawowej w Polsce otrzyma na własność bezpłatnego laptopa. Trafiły one do 370 tys. czwartoklasistów. Dwa miesiące później zmieniła się władza i nowe MEN już pod kierownictwem Barbary Nowackiej ogłosiło, że program zostaje zawieszony z powodu problemów formalnych i merytorycznych - przypomina "Zetka".
Do rządowego programu od samego początku wiele zastrzeżeń mieli także nauczyciele i dyrektorzy szkół.
Po pandemii i okresie nauki zdalnej, jeżeli któreś dziecko nie miało jeszcze laptopa, to należało się przyjrzeć tym rodzinom. Bo na przykład w naszej szkole nie brakowało projektów pomocowych wyposażających dzieci w brakujący sprzęt, więc wszyscy uczniowie już mieli komputery - wspomina Jolanta Gajęcka, dyrektorka SP nr 2 w Krakowie.
Co się stało z laptopami rozdanymi w ramach rządowego programu? - Rozdaliśmy i tyle je widzieliśmy - przyznaje dyrektorka.
Podobnie wygląda sytuacja u Ewy, mamy Stasia, który chodzi z córką Patryka do klasy.
- Staś korzysta z tego laptopa, ale nie za wiele i na pewno nie w celach edukacyjnych. Może kilka razy przez prawie trzy lata robił na nim jakieś prace ze szkoły - opowiada mama chłopca w rozmowie z reporterem Radia Zet. Wspomina, że sprzęt długo był popsuty. - Nie ładował się, mąż oddawał go do naprawy do kolegi, ale też jakoś nam bardzo nie zależało na czasie - dodaje Ewa.
Laptopy trzymane w domu. "Kończy się na informatyce"
Choć resort edukacji, kierowany wówczas przez Przemysława Czarnka, snuł wizję korzystania z laptopów na lekcjach, sprzęt w szkole praktycznie w ogóle się nie pojawiał.
- Rodzice obawiali się, że laptopy pomieszają się, że dzieci je zgubią, uszkodzą, więc były narzędziem pracy w domu - mówi Michał Różański, dyrektor ZSP nr 4 w Łodzi. Były, bo jak zauważa, odkąd wprowadzono ograniczenie w zadawaniu prac domowych, to i pomysły na wykorzystanie laptopów w domu się zawęziły. - Najczęściej dzieci, jak słyszę, kończą na nich prezentacje na informatykę i na tym koniec - stwierdza Różański w rozmowie z "Zetką".
Na zakup laptopów wydano 1,15 mld zł. - Pieniądze wyrzucone w błoto i podobnie będzie z nowym programem - przewiduje Gajęcka.
źródło: Radio Zet