Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Weronika Szkwarek
|
aktualizacja

Strategia demograficzna. Oto jak rząd chce walczyć z niską dzietnością

284
Podziel się:

Rząd w połowie listopada przyjął "Strategię Demograficzną 2040". Podstawowym celem tego dokumentu ma być zwiększenie wskaźnika dzietności w Polsce, który zagwarantuje zastępowalność pokoleń. Na razie jest to jednak kilkadziesiąt stron, które nie mają jeszcze pełnego poparcia w przygotowanych ustawach, a problemy związane z niską dzietnością, zdaniem ekonomistów, będziemy odczuwać szybciej, niż myślimy.

Strategia demograficzna. Oto jak rząd chce walczyć z niską dzietnością
Barbara Socha, wiceminister rodziny i polityki społecznej, przekonywała, że w ciągu 20 lat rząd jest w stanie zrealizować swoje cele dotyczące strategii demograficznej (PAP, Piotr Nowak)

Na stronie 108 "Strategii Demograficznej 2040" znajdują się wskaźniki monitorowania. Wśród kilkunastu z nich należy wymienić: wzrost współczynnika dzietności, liczby urodzonych dzieci przez kobiety w wieku 25-34 lat, wzrost dochodu rozporządzalnego na jedną osobę w gospodarstwie domowym z dwójką dzieci, większą przeciętną powierzchnię użytkową mieszkania w małżeństwie z trójką i więcej dzieci, a także spadek rozwodów czy niższy odsetek ciąż zakończonych cesarskim cięciem.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Zobacz także: Rynek pracy wchodzi w kryzys? "To początek jego zadyszki"

Czas do 2040

Zdaniem Barbary Sochy, wiceminister rodziny i polityki społecznej, 20 lat jest realnym czasem na osiągnięcie wspomnianych założeń.

– Nieprzypadkowo nasza strategia nazywa się Strategia Demograficzna 2040. To jest właśnie taki czas, w którym realnie jesteśmy w stanie zmienić te współczynniki, a możemy to zrobić poprzez likwidację barier, które dzisiaj powodują, że młodzi ludzie mają problem z założeniem czy powiększeniem rodziny – mówiła Barbara Socha w Polskim Radiu 24.

O tym, że negatywne trendy demograficzne już odczuwamy, przekazuje nam Kamil Sobolewski, główny ekonomista Pracodawców RP. – Już obserwujemy wpływ pogarszającej się demografii na rynek pracy. Zaczął się w 2015 roku, jednak na początku można było zauważyć pozytywne zmiany: gwałtowny spadek bezrobocia przy niższym wzroście zatrudnienia. Demografia pozwoliła nam zlikwidować problemy społeczne w gronie osób pracujących, ale wywoła inne problemy – wśród emerytów czy wszystkich osób, które chcą konsumować, a mają produkcję wytworzoną mniejszą liczbą rąk – mówi nam Kamil Sobolewski.

Aktywizacja zawodowa czy zwiększenie dzietności

Rządowa strategia demograficzna jest oparta na trzech filarach: wzmacnianiu rodziny, znoszeniu barier dla rodziców chcących mieć dzieci oraz na podniesieniu jakości zarządzania i wdrażania polityk. Brakuje we wspomnianych "mierzalnych" wskaźnikach np. informacji o aktywizacji zawodowej osób starszych.

W 2014 roku polska gospodarka osiągnęła swój szczyt, jeśli chodzi o liczbę osób w wieku produkcyjnym, które utrzymują jedną osobę w wieku poprodukcyjnym i wynosiła 3,4. Teraz jesteśmy na trajektorii spadkowej, ciągle ponad trójką, a docelowo będziemy gdzieś w granicach 1,7, czyli dwa razy mniej osób będzie pracować na jednego emeryta. Biorąc pod uwagę, że partycypacja zawodowa w Polsce oscyluje około 70 proc., to oznacza, że 10 osób pracujących będzie utrzymywać 7 osób w wieku produkcyjnym, które z jakichś powodów nie pracują oraz 10 osób w wieku poprodukcyjnym oraz dzieci – wylicza w rozmowie z money.pl Kamil Sobolewski i dodaje, że to ogromne wyzwanie.

– Tym poważniejsze, że Polska nie jest samotną wyspą, jeśli chodzi o problemy demograficzne. My nie będziemy mieli łatwo, jeśli chodzi o konkurencję o pracowników, którzy będą mogli wytwarzać PKB - zarówno o Polaków będziemy musieli zabiegać, ale i o imigrantów. Skala napięć z tym związanych będzie nieporównywalna do stanu, w jakim obecnie się znajdujemy – wyjaśnia.

Aktywizacja kobiet?

Powstaje pytanie, czy w takim razie należy również zadbać o to, aby kobiety były aktywne zawodowo. W rządowej strategii znalazł się bowiem czynnik, który mówi o tym, że powinniśmy odnotować wzrost kobiet pracujących zdalnie oraz pracujących w niepełnym wymiarze godzin. Jednocześnie oczekuje się spadku średniej tygodniowej liczby godzin, jakie dziecko do lat 3 spędziło w placówkach opieki instytucjonalnej.

– Z jednej strony mamy stworzyć możliwość, żeby kobiety rodziły więcej dzieci, a z drugiej - mamy chęć, aby kobiety były bardziej aktywne zawodowo. Jeśli spojrzymy na wskaźnik aktywności zawodowej kobiet między 24. a 49. rokiem życia, który wynosi 80 proc. i przekracza średnią w Unii Europejskiej, to zobaczymy, że nie ma specjalnie problemu z aktywnością zawodową kobiet w wieku produkcyjnym. Gdyby maksymalnie wykorzystać ten potencjał, moglibyśmy jeszcze zaktywizować 700 tys. kobiet w tym wieku. To jest ekwiwalent 2 pełnych roczników kobiet i mężczyzn. Jednak biorąc pod uwagę liczbę osób ogółem pracujących, czyli 17 mln osób, to jest niecałe 4 proc. Dlatego uważam, że praca nad dzietnością to jest słuszny kierunek – mówi nam Kamil Sobolewski.

Luki, które można wypełnić

Pytamy głównego ekonomistę Pracodawców RP o metody, jakie rząd mógłby wprowadzić na rynku pracy, aby przyczynić się do realizacji założeń strategii demograficznej.

Moim zdaniem najwięcej do zrobienia, jeśli chodzi o aktywność zawodową, jest w gronie osób 50 plus, a nawet w gronie 60 plus, bo to grono będzie puchło w zastraszającym tempie. Liczba emerytów się podwoi, podczas gdy ogólna liczba Polaków spadnie o 7 mln w ciągu najbliższych 30 lat. Tu jest bardzo wiele prostych metod, które można byłoby wprowadzić, aby zaktywizować emerytów – komentuje Kamil Sobolewski.

Czy to oznacza wprowadzenie wyższego wieku emerytalnego? – W Polsce nie w każdym zawodzie da się zrezygnować z pracy i przejść na emeryturę, a następnie podjąć się innego zatrudnienia – jak w przypadku nauczycieli. To np. można byłoby zmienić. Powiedziałbym również, że możemy nie ruszać wieku emerytalnego, ale niech osoby, które zdecydują się na pracę przez 2-3 lata po jego osiągnięciu, będą mogły otrzymywać dużo wyższe świadczenie. Być może zachętą byłaby rezygnacja z części składek ubezpieczenia, co przekładałoby się na wyższe wynagrodzenie – ocenia nasz rozmówca.

Kamil Sobolewski dodaje, że zwiększenie dzietności to zwiększanie produkcji jutro. Jednak od nacisku na dzietność ważniejszy jest ich późniejsza przyszłość.

– Najważniejszą sprawą jest konkurencyjna gospodarka. Kiedy mamy ją zapewnioną i dzięki której możemy dobrze płacić za pracę i mniej zabierać na podatki, to wówczas ludzie chętniej u nas szukają zatrudnienia. Gdybyśmy mieli sytuację, że rodzi się dużo dzieci, a nie mamy konkurencyjnej gospodarki, obserwowalibyśmy to, co się dzieje dziś Rumunii czy co działo się w Polsce w czasach brytyjskiej emigracji – uzupełnia główny ekonomista Pracodawców RP.

Kolorowe strony i brak ustaw

Prace nad SD rwały już od wielu miesięcy, a dopiero w połowie listopada została ona oficjalnie przyjęta. Nie ma jeszcze informacji

– Sygnały, jakie rząd wysyła z tego dokumentu, nie zachęcają, aby decydować się na dziecko. Pamiętajmy również, że strategia sama w sobie nie jest dokumentem prawnym czy zbiorem ustaw. Perspektywa roku 2040 jest dość bliska, a dokładając do tego okres wyborczy, ten czas nam się skraca. Demograficznie 15-18 lat to jest moment. W praktyce widzimy jednak same opóźnienia – dyrektywa unijna Work-life balance miała zostać wprowadzona w sierpniu tego roku, a ona również miała przyczynić się do zachęcania młodych rodziców do posiadania potomstwa, dzięki na przykład dłuższym urlopom – mówi nam Oskar Sobolewski, założyciel Debaty Emerytalnej oraz ekspert emerytalny i rynku pracy HRK Payroll Consulting

Podczas konsultacji społecznych, jakie obyły się w czerwcu 2021 roku, Mateusz Morawiecki podał, co będzie towarzyszyło realizacji SD. Przekazał on, że strategia jest kompatybilna z Polskim Ładem i Strategią na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju.

Proponujemy rozwinięcie i uzupełnienie dotychczasowych działań na rzecz rodziny takich, jak: Program 500+, Dobry start, Maluch+ czy Karta Dużej Rodziny i podejmujemy się realizacji nowych programów, które – dzięki swojej kompleksowości - zniosą wszystkie bariery dzietności – przekonywała z kolei Marlena Maląg, minister resortu rodziny.

Poprosiliśmy Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej o stanowisko w tej sprawie. Zapytaliśmy o projekty ustaw, regulacje prawne oraz o wskazanie kroków, jakie zostały już poczynione. Do czasu publikacji artykułu nie otrzymaliśmy w tej sprawie odpowiedzi.

Weronika Szkwarek, dziennikarka money.pl

Jeśli chcesz być na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami ekonomicznymi i biznesowymi, skorzystaj z naszego Chatbota, klikając tutaj.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(284)
Singiel
4 tyg. temu
Mam już 35 lat i nie mam dzieci. I nie mam zamiaru ich mieć. Dużo dzieci to życie w biedzie.
asasasa
4 tyg. temu
Nie wpieprzajcie się do ludzi. Przestańcie im regulować życie podatkami, opłatami i innymi pętlami zagrażającymi trwałości ich statusu ekonomicznego to sami zaczną się rozmnażać. Jak w niepewnych warunkach przyszłości nakazać ludziom irracjonalne powołanie kilku dodatkowych istnień??? Przecież musieliby trafić na jakieś pokłady przygłupów. Kiwać to my was - ale nie wy nas.
Alex156
miesiąc temu
Adam888 napisał prawdę. Dawniej model rodziny 2+2, 2+1 itd. a teraz 2+ kot, pies. Dzieci tylko utrudniają im karierę, swobodę życia. Liczy się życie wygodne pełne wygód, swobody bez obowiązku jakim jest dziecko. Niedługo dzieci będą się rodziły tylko w środowiskach bogatych(gdzie dzieci oddaje się pod opiekę niań, wychowawców) i bardzo biednych. Niektórzy nie chcą się dzielić życiem i miłością z kimś co wymaga opieki i miłości i rodzi dużo wyrzeczeń. Duża negatywna rola mediów pokazująca wygodne życie. Ludzie o mniejszych dochodach dążą do tego wzorca rezygnując z tego co przysparza kosztów i wyrzeczeń tj. z dziecka. Z drugiej strony są ci co chcą je mieć a nie mogą. Tym ludziom Państwo rzuca kłody pod nogi utrudniając np. invitro. Musimy ułatwić życie tym, co chcą mieć dzieci i jednocześnie pozostać czynnym na rynku pracy. Np. darmowe przedszkola , żłobki, podręczniki szkolne w szkole podstawowej i średniej. Przychodnie lekarskie pracujące na dwie zmiany aby rodzic mógł iść z dzieckiem do lekarza po pracy itp. Nie wystarcza słowa. A tak to już nawet nie możemy liczyć na bociany bo jest ich coraz mniej. A może wyłączać prąd o 20:00. W Nowym Yorku zadziałało.
Wojtek
miesiąc temu
Zamiast starać się zmniejszać deficyt finansowy zgromadzonych składek w ZUS to każde rządy od prawa do lewa forsują utopijną politykę pokrywania dziury finansowej ZUS składkami bieżącymi aktualnie pracujących. Przecież od końca roku 1998 mamy w ZUS niby konta ze zgromadzonymi składkami! MOIM ZDANIEM ZAMIAST MARNOTRAWIĆ PIENIĄDZE NA RÓŻNE PROGRAMY SOCJALNE TRZEBA TEGO TYPU ŚRODKI FINANSOWE PRZEKAZAĆ NA ZUS I NIKT NA NIKOGO NIE BĘDZIE PRACOWAŁ, A PRAWDOPODOBNIE PRZECIĘBIORSTWA MIAŁYBY Z CZASEM ZMNIEJSZONĄ DANINĘ NA ZUS!!
Ktosk
miesiąc temu
LENIWE WYGODNE KSIEŻNICZKI ZE SMARTFONIKIEM TAKIE MAMY TERAZ KOBIETY TYLKO LUXUS
...
Następna strona