Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Przemysław Ciszak
Przemysław Ciszak
|

"Dodatek Szumowskiego" wygasa. Szpitale zostają same

9
Podziel się:

Tylko do końca czerwca z budżetu państwa będą płynąć pieniądze na podwyżki dla specjalistów, którzy zdecydowali się na pracę w jednej placówce i podpisali tzw. lojalki. Po tym czasie szpitale będą musiały dosypywać lekarzom do pensji z własnych budżetów.

"Dodatek Szumowskiego" wygasa. Szpitale zostają same
Kończy się termin obowiązywania tzw. "ustawy Szumowskiego". (Flickr, Hospital CLÍNIC CC 2.0 Flickr)

Kończy się termin obowiązywania tzw. "ustawy Szumowskiego". Zgodnie z jej zapisami z końcem czerwca rząd zakręca kurek z pieniędzmi, które miały pokrywać wyższe pensje lekarzy specjalistów. To oznacza, że od lipca szpitale będą musiały same znaleźć środki na sfinansowanie podwyżek z 2018 roku.

- Dyrektorzy szpitali mają się o co martwić, bo zgodnie z zapisami ustawy będą musieli dołożyć do podwyżek lekarzy specjalistów. Nie wiem z czego - przyznaje w rozmowie z money.pl dr Krzysztof Bukiel, przewodniczący OZZL. - Być może jedynym wyjściem będzie zadłużenie szpitala, zwłaszcza, że jest wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który mówi, że państwo powinno pokrywać zadłużenie publicznych placówek - dywaguje.

Jak podkreśla, ogromna większość pierwotnych płac była w okolicach 4,2 tys. zł do 4,5 tys. zł.

- To był poziom możliwości szpitali. Nic się od tamtej pory nie zmieniło. Jeśli strona rządowa nie zgodzi się na większe finansowanie szpitali, te pozostaną same sobie - dodaje dr. Bukiel.

Zobacz także: Luzowanie obostrzeń. Odmrożenie gastronomii może się opóźnić

Jak potwierdziło w przesłanej nam odpowiedzi Ministerstwo Zdrowia, "podmioty lecznice, są zobowiązane od dnia 1 lipca 2021 r. zapewnić tym lekarzom i lekarzom dentystom wynagrodzenie, w tym wynagrodzenie zasadnicze, w wysokości nie niższej niż ich wynagrodzenie, w tym wynagrodzenie zasadnicze, określone w umowie o pracę aktualne na dzień 1 lipca 2021 r".

Przypomnijmy, że zgodnie z porozumieniem, jakie zawarli lekarze z Ministrem Zdrowia, od lipca 2018 roku wzrosły wynagrodzenia zasadnicze lekarzy specjalistów zatrudnionych w szpitalach, którzy zdecydowali się podpisać tzw. lojalki (deklarację o pracy tylko w jednym szpitalu).

"Ustawa Szumowskiego" zagwarantowała im pensję zasadniczą w wysokości 6750 zł brutto, co stanowiło ok. 1,5 przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce.

- Pierwotnie porozumienie miało przestać obowiązywać z końcem roku. Apelowaliśmy jednak do rządu, by w związku pandemią odłożyć ten termin. W końcu ustawą covidową przesunięto termin do czerwca - wyjaśnia w rozmowie z money.pl Rafał Hołubicki, rzecznik prasowy NIL.

Sprawa dotyczy 17 tys. specjalistów

Na mocy porozumienia podwyżkę wraz z aneksem do umów o pracę otrzymało 17 tys. specjalistów.Jak podkreśla przewodniczący OZZL, sami lekarze raczej powinni być spokojni o pensje, bowiem ustawa zakłada, że pracodawca nie może ich obniżyć.

"Ustawą z dnia 27 listopada 2020 r. o zmianie niektórych ustaw w celu zapewnienia w okresie ogłoszenia stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii kadr medycznych (...) wprowadzony został do porządku prawnego mechanizm gwarantujący nieobniżanie po dniu 1 lipca 2021 r. wynagrodzeń lekarzom których wynagrodzenia zasadnicze zostały podwyższone do poziomu 6750 zł" - poinformowało nas Ministerstwo Zdrowia.

Problem jednak może się pojawić, w przypadku lekarzy zatrudnionych na kontrakty, którym po prostu kończy się podpisana na dwa lata umowa. Dyrekcja może zwyczajnie nie podpisać kolejnej.

Wówczas specjalista będzie miał do wyboru szukanie nowego miejsca, albo zgodę na gorsze warunki płacowe nawet o 1000 zł brutto, ale już bez lojalki.

"Trwa przeciąganie liny"

Czasu nie zostało wiele. Jakieś rozwiązanie musi zostać wypracowane. Trwają więc dyskusje przedstawicieli Ministerstwa Zdrowia z samorządami zawodowymi i przedstawicielami trójstronnego zespołu ds. ochrony zdrowia przy Radzie Dialogu Społecznego.

Jak wskazuje szef OZZL, padły zapewnienia, że do końca lutego zostaną przedstawione propozycje nowelizacji ustawy.

Dodatkowe pieniądze dla specjalistów mogłyby zostać zapisane w nowelizacji ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych.

"Minister Zdrowia dostrzegając potrzebę uporządkowania obszaru wynagrodzeń w sektorze ochrony zdrowia prowadzi rozmowy ze związkami zawodowymi, organizacjami pracodawców oraz samorządami zawodów medycznych na temat systemowego regulowania wynagrodzeń we wszystkich grupach zawodowych" - zapewnił nas Jarosław Rybarczyk z biura komunikacji resortu zdrowia.

- Trwa przeciąganie liny - komentuje dr Andrzej Sokołowski, szef pomorskiego oddziału OZZL oraz Prezes Stowarzyszenia Szpitali Prywatnych. Związki zawodowe będą walczyć o większe pieniądze dla specjalistów, dyrektorzy o zwiększone finansowanie, a w interesie rządu jest to, aby koszty przejęły teraz szpitale.

Jak dodaje Rafał Hołubicki z NIL, samorząd lekarski ma nadzieję, że do czerwca uda się wypracować kompromis i rozwiązać problem.

Kłopotliwa lojalka

Jak podkreśla w rozmowie z money.pl dr Sokołowski, z punktu widzenia pojedynczego lekarza, jak każda podwyżka, była sprawą istotną, ale z punktu widzenia całego systemu opieki zdrowotnej, dodatki Szumowskiego tylko skomplikowały sprawę.

- Nic to nie zmienia w systemie, że się przyśrubuje lekarzy do stołków w państwowych szpitalach. Ograniczono swobodę na rynku pracy i tym bardziej ograniczono dostęp do specjalistów, których w Polsce jest za mało. Jego zdaniem wprowadzenie lojalek było błędem.

Jak podkreśla, przed ustawą Szumowskiego z pracy jednego specjalisty mogło korzystać kilka placówek, w których był zatrudniony, także prywatnych. Podpisując lojalki związano go jednym szpitalem, a przecież liczba lekarzy w kraju się nie zwiększyła.

Jak pisaliśmy w money.pl, w Polsce jest za mało specjalistów - dane Naczelnej Izby Lekarskiej mówią o co najmniej 68 tys. brakujących medyków różnych profesji. Najtrudniej jest o lekarzy specjalizacji dziecięcych: endokrynologów dziecięcych, pulmonologów, brakuje też chociażby urologów czy psychiatrów zajmujących się najmłodszymi. Rzesza pracowała na więcej niż jednym etacie - duża liczba na 2-3.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(9)
szumowska
rok temu
Ja tam swoje zarobiłam z bratem. A teraz mi to lotto...
Kwi
rok temu
a co tam! rząd pis już przemawiał do lekarzy! sugerowali wyjazd z kraju jak się nie podoba. nigdy im tego nie zapomnę!
siódme przyka...
rok temu
I tym sposobem PiS chce doprowadzić do wyprzedaży szpitali. Najpierw zadłużą, a potem sobie za bezcen kupi jeden pisowiec z drugim
NO TAK
rok temu
OBNIZYC PENSJE LEKARZOM RODZINNYM, WSLUCHAC SIE W PACJENTA, NIE DAJA SKIEROWAN, LECZENIE TYLKO NA TELEFON,,,ZA CO ONI BIORA WYNAGRODZENIE SIE PYTAM,,,
az...
rok temu
Mamy taką ochronę zdrowia na jaką nas stać. W 2015 roku przeznaczaliśmy 4 proc PKB, za kilka lat mamy osiągnąć 6 proc (minimum wg WHO, Niemcy mówią o 8 proc), a to jest jakby na zdrowie dodać cały budżet MON. Czyli przelewanie z "pustego w próżne". Ministrów z PO łącznie z panią Kopacz to nie interesowało, ministrom z PIS współczuję.