Nowy premier objął urząd 9 maja, a jego partia Tisza wygrała kwietniowe wybory parlamentarne, kończąc trwające 16 lat rządy Viktora Orbana. Po nieco ponad trzech miesiącach brytyjski dziennik podsumowuje ten okres jako pokojową rewolucję polityczną.
Ocena poprzedniego układu jest w tekście jednoznaczna. Zdaniem gazety Orban zbudował na Węgrzech "miękką autokrację", kwitnącą dzięki korupcji, a jej demontaż przebiega obecnie w nadzwyczajnym tempie.
Media, prokuratura i nowy prezydent
Wśród konkretnych działań dziennik wymienia zmiany mające odpolitycznić media oraz przystąpienie Węgier do Prokuratury Europejskiej. Doszło też do mianowania nowego prezydenta w miejsce nominata Fideszu.
WIDEOZegarek za 40 tys. euro. Gorąco wokół Piesiewicza. "Bardzo dziwne zachowanie"
Równie intensywnie mają przebiegać działania wymierzone w sieci korupcji i klientelizmu, budowane przez półtorej dekady. Ma to bezpośrednie przełożenie na finanse — z końcem sierpnia upływa termin, który Unia Europejska wyznaczyła Budapesztowi na wykazanie, że reformy rzeczywiście są wdrażane. Od tego zależy odmrożenie pieniędzy z Funduszu Odbudowy.
Nie wszystko bez zastrzeżeń
"Guardian" zastrzega, że do statusu normalnej, pluralistycznej demokracji europejskiej Węgrom wciąż daleko. Magyar działa na razie niczym jednoosobowy polityczny wir, kierując czymś na kształt rządu jedności narodowej.
Pojawiają się też konkretne obawy. Dotyczą one zmian konstytucyjnych, które uniemożliwiłyby wielu deputowanym Fideszu ponowny start w wyborach, oraz ostrzeżeń przed braniem odwetu na zwolennikach poprzedniego premiera.
Mimo tych zastrzeżeń lewicowa gazeta uznaje, że kraj potrzebował właśnie tak gruntownej "deorbanizacji". Na razie przekłada się to na rekordowe poparcie dla nowego premiera w sondażach.