W praktyce od początku 2020 r. kierowcy nie byli w stanie uzyskać licencji taxi. Branża ostrzegała, że w efekcie z ulic zniknie nawet co drugie auto wożące klientów.
Sytuację zmieniła pandemia koronawirusa. Popyt na usługi taksówkarskie spadł o 80 proc., a rząd – w ramach tarczy antykryzysowej – rzucił przewoźnikom koło ratunkowe. To oznacza, że co najmniej kilkadziesiąt tysięcy kierowców utrzyma i tak wysychające źródło przychodu - szacuje "Rzeczpospolita".
Zgodnie z tzw. tarczą antykryzysową kierowcy nadal będą mogli otrzymywać zlecenia od platform, które nie zdążyły na czas uzyskać licencji pośrednika, i odwrotnie – pośrednicy przekażą zlecenie kierowcy bez licencji taxi. Zawieszono ponadto na czas trwania stanu epidemii konieczność wykonywania badań lekarskich i psychologicznych – zarówno tych decydujących o przyznaniu licencji, jak i tych okresowych.
Ustawa, której wejście w życie zostało przesunięte o pół roku, wbrew pozorom miała złagodzić dostęp do zawodu. Znosiła np. obowiązek posiadania taksometru i kasy fiskalnej, które można zastąpić aplikacją. Jednak te ułatwienia pozostały tylko na papierze. Brakowało bowiem rozporządzenia o aplikacji mobilnej do rozliczania opłaty za przewóz osób oraz rozporządzenia o kasach rejestrujących mających postać oprogramowania.
Zobacz: Koronawirus w Polsce. Minister zdrowia Łukasz Szumowski o jedynym sposobie na walkę
Zapisz się na nasz specjalny newsletter o koronawirusie.
Masz newsa, zdjęcie, filmik? Wyślij go nam na #dziejesie