Węgier miał zginąć podczas poboru. Budapeszt żąda sankcji na Ukraińców

Budapeszt domaga się wpisania ukraińskich urzędników na unijną listę sankcyjną. Chodzi o śmierć Węgra z Zakarpacia, którego – jak twierdzą władze Węgier – pobito podczas przymusowego poboru. Kijów zaprzecza oskarżeniom i wskazuje na zator płucny jako przyczynę zgonu.

Węgier miał zginąć podczas poboru. Budapeszt żąda sankcji na UkraińcówWęgier miał zginąć podczas poboru. Budapeszt żąda sankcji na Ukraińców
Źródło zdjęć: © GETTY | Pier Marco Tacca
Magda Żugier

„Jozsef Sebestyen został pobity na śmierć w trakcie przymusowego poboru” - napisał Orban. Węgierski minister spraw zagranicznych, Peter Szijjarto, wyraził oburzenie na platformie X, krytykując brak reakcji ze strony Brukseli i europejskich liderów na przymusowy pobór na Ukrainie.

Gdzie są organizacje pozarządowe, obrońcy praw człowieka, tak zwane niezależne media? Węgier został pobity na śmierć za odmowę pójścia na wojnę. To niedopuszczalne i trzeba się tym zająć - zaznaczył Szijjarto.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Zanim zaufasz ChatGPT, zobacz jak działa polski Bielik - Sebastian Kondracki w Biznes Klasie

Ukraina zaprzecza

Minister Szijjarto zapowiedział, że Budapeszt będzie naciskał na Unię Europejską, aby zajęła wspólne stanowisko w sprawie „brutalnego poboru do wojska, w wyniku którego jeden z Węgrów został pobity na śmierć”.

Węgierskie władze wezwały ambasadora Ukrainy w Budapeszcie, aby wyjaśnić sytuację. Według nich, ukraińscy rekruterzy mieli pobić mężczyznę, który stawiał opór przy próbie doprowadzenia go do komisji wojskowej.

Ambasada Ukrainy na Węgrzech odrzuciła te oskarżenia, twierdząc, że przyczyną zgonu był zator płucny. "Kategorycznie odrzucamy wszelkie zarzuty dotyczące przymusowego poboru do wojska, znęcania się lub łamania praw człowieka” - napisała placówka na Facebooku. Kijów zadeklarował otwartość na „przejrzyste śledztwo” w tej sprawie.

Wybrane dla Ciebie
Wyłączono komentarze
Sekcja komentarzy coraz częściej staje się celem farm trolli. Dlatego, w poczuciu odpowiedzialności za ochronę przed dezinformacją, zdecydowaliśmy się wyłączyć możliwość komentowania pod tym artykułem.
Redakcja serwisu Money.pl