Notowania

gospodarka
18.04.2015 09:02

Energia odnawialna w Polsce. Kto na tym zyska?

OZE to jeden z priorytetów polityki energetyczno-klimatycznej Unii Europejskiej.

Podziel się
Dodaj komentarz
(duncan1890/iStockphoto)

Polska gospodarka może zyskać na rozwoju energetyki ze źródeł odnawialnych, lecz nie może on być zbyt gwałtowny i trzeba się dobrze zastanowić, która technologia OZE będzie najkorzystniejsza dla naszego miksu energetycznego - uznali uczestnicy debaty PKEE. Na OZE - wg. założeń resortu gospodarki 6 do 7 mld zł - może też zyskać 150 tys. Polaków, tzw. prosumentów.

Podczas debaty Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej (PKEE), stowarzyszenia sektora elektroenergetycznego, uczestnicy zgodzili się, że od rozwoju energetyki ze źródeł odnawialnych nie ma odwrotu, zaś przyjęta w lutym ustawa o OZE (w resorcie gospodarki trwają prace nad jej nowelizacją - PAP) rozpoczyna rewolucję na polskim rynku energii elektrycznej. Chodzi jednak o to, by na rewolucji tej skorzystała zarówno gospodarka jak i odbiorcy energii.

Jedną z podstawowych zmian zapisanych w ustawie wobec obowiązujących przepisów dot. wspierania OZE jest zmiana systemu świadectw pochodzenia energii na system aukcyjny. Polega on na tym, że rząd zamawia określoną ilość energii odnawialnej. Jej wytwórcy przystępują do aukcji, którą wygrywa ten, który zaoferuje najkorzystniejsze warunki. Wiceminister gospodarki Jerzy Pietrewicz wyjaśnił, że nie chodzi o "dekretowanie cen", lecz o to by nie były one brane "z sufitu".

Jego zdaniem, system aukcyjny stworzy stabilne warunki dla rozwoju sektora OZE. - Projekty wybierane w systemie aukcyjnym przez 15 lat będą miały zapewnione stabilne wsparcie. (...) Każdy inwestor będzie indywidualnie oceniał, przy jakich parametrach jego działalność ma sens - wyjaśnił wiceminister.

Pietrewicz dodał, że polska gospodarka może zyskać na rozwoju odnawialnych źródeł energii pod warunkiem, że rynek ten będzie rozwijał się w sposób zrównoważony i niezbyt gwałtowny. - Chcemy rozwinąć rynek OZE, ale zbyt gwałtowny rozwój będzie równie szkodliwy jak brak tego rozwoju - podkreślił.

Szef PKEE Marek Woszczyk przedstawił ekspercką analizę, w której wyliczono koszty wprowadzenia poszczególnych technologii OZE do naszego miksu energetycznego.

- Nie ma sensu zadawać pytania, czy wdrażać technologie źródeł odnawialnych, pytanie jest jak to robić. Z różnymi technologiami OZE wiążą się różne koszty, które prowokują różne koszty po stronie konsumenta. Koszty wdrażania technologii to jednak nie jedyna zmienna, która powinna być brana pod uwagę. Ważne są też czynniki makroekonomiczne i społeczne - mówił Woszczyk.

Również on przyznał, że koszty wynikają nie tylko z samej technologii, ale z tempa wdrażania. Z symulacji PKEE wynika, że najtaniej byłoby gdyby w naszym miksie przeważała biomasa. W tym przypadku z kosztami na poziomie blisko 80 mld zł w latach 2015-30, odbiorcy zapłaciliby 35 mld zł za produkcję 50 proc. energii odnawialnej.

Z analizy PKEE wynika, że koszt systemu elektroenergetycznego w scenariuszu drogim w latach 2015-30 to blisko 150 mld zł. Scenariusz ten zakłada implementację kosztownych źródeł fotowoltaicznych już od 2015 roku. Za 35 proc. wyprodukowanej energii odbiorca zapłaciłby wtedy dodatkowo 90 mld zł w okresie 15 lat. Scenariusz tani zakłada koszty systemu w wysokości blisko 90 mld zł w analizowanym okresie lat 2015-30. Przewiduje on, że większość energii z OZE produkowana jest ze źródeł wiatrowych, a duża część pochodzi z biomasy. W ten sposób koszty dla odbiorcy wyniosłyby 55 mld zł za 65 proc. produkcji energii odnawialnej.

Choć fotowoltaika to technologia kosztowna, w związku z zapisami ustawy o OZE dotyczącej wsparcia dla prosumentów (czyli producentów i konsumentów energii) zainteresowanie możliwością uzyskania tego wsparcia jest bardzo duże. Zgodnie z ustawą prosumenci są podzieleni na dwie grupy: najmniejsze instalacje do 3 kW i te od 3 kW do 10 kW. W przypadku tych pierwszych wsparcie miałoby wynieść ok. 75 gr na kWh w ciągu piętnastu lat, w przypadku drugiej 40-70 gr/ kWh,

Wg. założeń resortu gospodarki, może chodzić o grupę ok. 150 tys. prosumentów a wysokość owego wsparcia to 6 - 7 mld. zł. Chodzi więc o to, by część pieniędzy została w polskiej gospodarce, by udało się stworzyć rodzimy innowacyjny przemysł urządzeń energetyki odnawialnej. - Pytanie jest, czy urządzenia te będą polskie czy chińskie. Obawiam się, że będą chińskie - mówił wiceminister.

Szef Rady Gospodarczej przy premierze, b. komisarz UE Janusz Lewandowski przestrzegał, by w przypadku rozwoju rynku OZE nie powtórzyła się sytuacja podobna do tej, która miała miejsce przy budowie autostrad w Polsce, kiedy to największy w Europie program autostradowy "wykończył" rynek budowlany. Lewandowski podkreślił jednak, że ustawa o OZE to sukces i że rodzimy biznes może go zdyskontować. W podobnym tonie wypowiadała się przedstawicielka Konfederacji Lewiatan Daria Kulczycka. Jak mówiła, są inwestorzy, którzy chcą inwestować w ten sektor, i są banki gotowe finansować te przedsięwzięcia. Dotąd - jak podkreśliła - brakowało pewności i stabilizacji, a ustawa o OZE - choć potrzebna jest jej nowelizacja, bo powinna być bardziej czytelna - takie możliwości daje.

OZE to jeden z priorytetów polityki energetyczno-klimatycznej Unii Europejskiej. Jednym z jej celów do 2020 r. jest 20-proc. udział tych źródeł w finalnym zużyciu energii. Dla Polski ten cel jest nieco niższy - średnio 15,5 proc. W Polsce już prawie 12 proc. energii pochodzi ze źródeł odnawialnych Źródła odnawialne na razie są droższe od konwencjonalnych i aby się rozwijały, trzeba je wspierać, czyli dotować. Ustawa o OZE m.in. kompleksowo reguluje te kwestie.

Czytaj więcej w Money.pl

Tagi: gospodarka, energetyka, oze, wiadomości, wiadmomości, kraj, gospodarka, gospodarka polska, najważniejsze
Źródło:
PAP
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz