Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Firmy farmaceutyczne pokazują komu i za co płaciły. "Nie jesteśmy łapówkarzami" odpowiadają lekarze

Firmy farmaceutyczne pokazują komu i za co płaciły. "Nie jesteśmy łapówkarzami" odpowiadają lekarze

Fot. Pixabay.com/Domena publiczna

124 mln zł. Tyle pieniędzy na wyjazdy, konferencje i wykłady dostali lekarze w ubiegłym roku od firm farmaceutycznych. Dokumenty pojawiły się w sieci. I wywołały niemałe zamieszanie. - Nie jesteśmy łapówkarzami - przekonują lekarze, którzy zgodzili się ujawnić dane. I domagają się, by jawnością objąć wszystkich. - Teraz po głowie dostają tylko ci uczciwi. Szaleństwo - mówi jeden z lekarzy.

6 mln zł od firmy Bayer, 5 mln zł od firmy Pfizer i 13 mln zł od firmy Roche. Takie środki w ubiegłym roku uzyskali lekarze, farmaceuci i pielęgniarki tylko od trzech dużych firm farmaceutycznych. W sumie od kilkudziesięciu korporacji otrzymali świadczenia warte 124 mln zł. Na wyjazdy, konferencje, wykłady. Firmy płaciły za rejestrację, przelot i noclegi. W tej kwocie jest też wynagrodzenie za zlecone teksty naukowe.

Kilkanaście firm farmaceutycznych właśnie opublikowało listy z wydatkami na przedstawicieli zawodów medycznych, organizacje ochrony zdrowia i badania. W dokumentach są nazwiska, kwoty, adresy, nazwy placówek. Słowem: wszystko.

Sieć szpitali. Wielka reforma zdrowia rządu PiS. Zobacz wideo:

Przykłady? Świadczenia o wartości 27 tys. zł otrzymał lekarz neurolog z woj. świętokrzyskiego. Inna osoba - tym razem lekarka neurolog - miała sponsorowany wyjazd za kwotę 10 tys. zł. Z tego 3 tys. zł to rejestracja na wydarzenie, 7 tys. zł za dojazd i zakwaterowanie.

źródło: raportu Kodeksu Przejrzystości z roku 2016 dla Bayer Polska

Publikacja danych to efekt podpisania przez farmaceutyczne koncerny kodeksu dobrych praktyk zwanego Kodeksem Przejrzystości. Program wprowadziło w ubiegłym roku kilkadziesiąt firm w Polsce, w tym właśnie światowi giganci: Pfizer, Bayer, GlaxoSmithKline (GSK) czy Roche.

Co roku na swoich stronach internetowych pokazują raporty. A w nich kwoty przekazane na badania, dla lekarzy i organizacji ochrony zdrowia. W przypadku medyków, w dokumentach są dane tylko tych lekarzy, którzy wyrazili na to zgodę. Reszta jest w ramach zbiorczych kwot.

- Współpraca branży farmaceutycznej ze środowiskiem medycznym jest konieczna. Przynosi korzyść pacjentom. Jest kluczowa dla zapewnienia rozwoju nowych leków oraz ich skutecznego stosowania - mówi money.pl Bogna Cichowska-Duma, dyrektor generalna Związku Pracodawców Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych. To Związek sprawił, że dane w Polsce w ogóle są publikowane.

Pacjenci często nie zdają sobie sprawy, że to właśnie dzięki takim wyjazdom lekarze mogą korzystać z najnowszych światowych rozwiązań.

Kosztowna jawność

Lekarze potwierdzają, że czasami bez wsparcia koncernów nie mieliby szans na dodatkową edukację. Widać to zresztą w statystykach. Ponad 80 proc. kwot dla lekarzy to wydatki na wyjazdy naukowe.

- Nie pracuję w wielkim ośrodku, a zależy mi na wiedzy, na szkoleniu. Moim obowiązkiem jest słuchanie i uczenie się najnowszych metod leczenia. To ważne i dla mnie, i dla moich pacjentów, i dla młodszych kolegów, którym przekazuję wiedzę - mówi money.pl neurolog z woj. świętokrzyskiego. Na wyjazd do Stanów Zjednoczonych dostał od jednej z firm farmaceutycznych 27 tys. zł.

Lwią część tej sumy pochłonęły bilety lotnicze i zakwaterowanie. Rejestracja na imprezę również nie była tania, kosztowała 5 tys. zł. Za to lekarz miał okazję pojawić się na największej imprezie w jego dziedzinie. - Wykłady trwają tam od 6 do 22, co roku pojawia się kilkanaście tysięcy lekarzy z całego świata. To tam wyznaczany jest standard leczenia - opowiada.

Lekarz zgodził się ujawnić informacje, od kogo dostał pieniądze na wyjazd. I dziś tego żałuje.

- Dzwonili do mnie koledzy z całej Polski i pytali, czy zwariowałem. Odpowiadałem, że na całym świecie stawia się na jawność, też niczego nie chciałem kryć. Niby po co miałbym to robić? Zwłaszcza, że to zaproszenie na konferencję, nie wyjazd na wycieczkę do ciepłych krajów. Ale to nic nie daje. W zamian moje imię jest szargane. Zgodziłem się ostatni raz na opublikowanie nazwiska - mówi.

Jego zdaniem dokumenty powinny zawierać albo wszystkich lekarzy albo nikogo. - Ci, którzy ujawnią pełne dane i kwoty, mają najgorzej. Wszyscy korzystają, jeżdżą, a po głowie dostają nieliczni. Ci najuczciwsi - mówi.

Podobne głosy słyszymy od kilku lekarzy z listy. - Z własnej kieszeni nie byłabym w stanie sfinansować wyjazdu. Do wyboru miałam więc albo pojechać i się czegoś nauczyć, albo nie. Wybrałam wyjazd. I jawność - tłumaczy lekarka z Radomia. W zaledwie tydzień po publikacji nie jest już pewna, czy zgodzi się na kolejne ujawnienie danych.

- Chcę być uczciwa wobec pacjentów. Powinni wiedzieć, kto mnie wysłał na konferencję, kto to sponsorował. Ale z drugiej strony środowisko patrzy na mnie krzywo. A pacjenci podejrzewają jakieś układy. Nie zdają sobie sprawy, że na takie konferencje jeżdżą po prostu wszyscy - mówi z żalem. - Wyjazdy po Polsce mogę sobie sfinansować sama, chociaż większość i tak korzysta z wsparcia koncernów. Wyjazdy zagraniczne to już jednak ogromne wydatki - dodaje.

Temat świadczeń jest w środowisku drażliwy. Kilku lekarzy z listy nie chciało z nami rozmawiać. - Nie mam nic do dodania - słyszeliśmy.

Dane dotyczące wsparcia dla lekarzy publikują tylko firmy farmaceutyczne zrzeszone w Związku. Pod koniec czerwca każdego roku koncerny zobowiązują się opublikować na swoich stronach internetowych pełne zestawienia dotyczące rozdysponowanych kwot.

Średnio na lekarza firmy wydały niewiele ponad 2,8 tys. zł. Z kolei średnia pieniędzy przekazanych organizacji ochrony zdrowia to już 40 tys. zł. Co czwarty lekarz zezwolił, by jego imię i nazwisko znalazło się na liście. Reszta zgody nie wydała. Dlaczego tak mało?

źródło: raportu Kodeksu Przejrzystości z roku 2016 dla Bayer Polska

- To dopiero drugi rok obowiązywania Kodeksu. Było i nadal jest to rozwiązanie pionierskie, nowe dla samych firm farmaceutycznych, jak i przedstawicieli zawodów medycznych. Pełna akceptacja zasad, a co za tym idzie szeroka publikacja danych i zrozumienie korzyści z niej wynikających, wymagają czasu - wyjaśnia Cichowska-Duma.

I zapewnia, że Infarma chce rozwiewać wątpliwości medyków. A jak widać - jest ich sporo.

Miliony na badania i organizacje ochrony zdrowia

Kodeks to tzw. "samoregulacja". Od 1 stycznia 2015 obowiązuje kilkadziesiąt firm farmaceutycznych. Jej zapisy wdrożone zostały równocześnie w 33 krajach. Warto podkreślić, że w niektórych krajach jawność jest wymagana prawnie. Dania, Estonia, Francja, Litwa, Portugalia, Rumunia czy Słowacja nakazują publikację takich danych. U nas wciąż są dobrowolne.

W sumie firmy farmaceutyczne z Infarmy na badania, dla lekarzy i organizacji ochrony zdrowia wydały 734 mln zł.

Świadczenia na badania i rozwój stanowią 60 proc. tej kwoty, czyli 444 mln zł. Organizacje ochrony zdrowia dostały 23 proc. finansowego tortu, czyli 166 mln zł. Lekarze mogli liczyć na 17 proc., czyli 124 mln zł. Łatwo więc zobaczyć, że pieniądze dla lekarzy to najmniejsza część wydatków koncernów. Ważniejsze są badania nad lekami.


źródło: Infarma, Raport Przejrzystości 2016

80 mln zł to koszt konferencji i wyjazdów. Z kolei 44 mln to wynagrodzenie za świadczone usługi. Są to np. specjalistyczne materiały naukowe pisane na zlecenie.

Kiedy lekarz dostaje pieniądze? Firmy farmaceutyczne tłumaczą, że pieniądze w relacjach z lekarzami, farmaceutami i pielęgniarkami pojawiają się tylko w dwóch sytuacjach. Dostają wynagrodzenie, gdy piszą artykuły naukowe np. na temat konkretnego schorzenia, wykładają, prowadzą badania kliniczne nad nowymi lekami lub współtworzą ciała doradcze dla firm. Wtedy dostają wynagrodzenie za pracę.

Druga sytuacja to wsparcie wyjazdów. Na dużych konferencjach mogą zdobywać nową wiedzę i umiejętności. Efekt? Lepiej leczą pacjentów. Co istotne, taka współpraca nie tworzy żadnych zobowiązań. Już od ponad 10 lat duże firmy farmaceutyczne postanowiły, że sponsorują jedynie wyjazdy merytoryczne - bez żadnych elementów rozrywkowych.

Z danych łatwo wyłapać zagraniczne wyjazdy. Kilkusetzłotowe wsparcie to najczęściej wyjazd na konferencję do Warszawy lub innego polskiego miasta. Kilkutysięczne wsparcie, w tym ogromne opłaty za rejestrację na wydarzenie, to znak, że chodzi o wyjazd zagraniczny.

Pieniądze dostają też organizacje ochrony zdrowia. W tym przypadku połowa to darowizny, połowa to koszty związane z organizacją imprez.

Przykład? Z dokumentów można dowiedzieć się m.in., że AbbVie Polska sponsorowała warsztaty edukacyjne dla pacjentów i przygotowanie materiałów. Jedna z fundacji dostała 35 tys. zł na stworzenie materiałów informacyjnych o chorobie Parkinsona. Inna dostała świadczenie o wartości 45 tys. zł. Firma przekazała testy anty-HCV.

Tu znajdziesz raporty dla poszczególnych koncernów farmaceutycznych:

Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
Tom
2017-07-10 10:11
Od dawna o tym wiem. Znajomi lekarze - 3, 4 wyjazdy w roku USA, Brazylia, Malediwy, Australia, Japonia + żona. To są seminaria i wykłady a nie łapówki. A wiecie Państwo, że na tych seminariach jest np. samochód do wygrania lub dwa + dodatkowe tantiemy w rożnej postaci. Lekarze losują sami w swoim gronie.
dark240
2017-07-10 08:36
Łapówki!!!!!!!!!!!! jak nic tylko inaczej nazywane, gdybym otrzymał tak wycieczkę warta np. 10 tys. sponsorowana przez jakąś firmę w moim zakładzie pracy a pracuje w budżetówce to został bym posądzony o łapówkarstwo i został zwolniony , jeszcze by mi sprawę założyli
Zenek
2017-07-10 05:36
A co to jest jak nie łapówki . 90 % lekarzy w głowie ma tylko kase
Pokaż wszystkie komentarze (310)