Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Polska stoi na węglu? "Wraca propaganda sukcesu, a rzeczywistość będzie brutalna"

Polska stoi na węglu? "Wraca propaganda sukcesu, a rzeczywistość będzie brutalna"

Premier Szydło i minister energii Krzysztof Tchórzewski. To on odpowiada w rządzie za sprawy górnictwa Fot. STANISLAW KOWALCZUK/ EastNews
Premier Szydło i minister energii Krzysztof Tchórzewski. To on odpowiada w rządzie za sprawy górnictwa

Często o sprawach górnictwa i zasobów wypowiadają się ludzie, którzy nie mają wystarczającej wiedzy o tym trudnym sektorze – mówi money.pl dr Michał Wilczyński, były Główny Geolog Kraju, a obecnie niezależny ekspert. - Zasoby geologiczne są rzeczywiście duże, ale to nie oznacza, że możliwe jest ich opłacalne wydobycie. Politycy sądzą, że mamy węgla na sto, a nawet i więcej lat. To bzdury - dodaje.

Agata Kalińska, money.pl: Czy można bezboleśnie odejść od węgla?

Dr Michał Wilczyński, były Główny Geolog Kraju, niezależny ekspert: Dobre pytanie. My ten ból związany z węglem odczuwamy od 1990 r. Od tego czasu było już sześć dużych programów restrukturyzacji górnictwa i żaden z nich nie przyniósł zakładanych rezultatów. Najbardziej dojrzały program powstał na początku funkcjonowania rządu prof. Jerzego Buzka. Program ten – na lata 1998–2002 – wyposażony był w odpowiednie instrumenty prawne i finansowe, a także dobrze skonstruowany pakiet osłon socjalnych. Kolejny rząd zaprzepaścił te reformy, ale jednak rozmiar restrukturyzacji był olbrzymi. Tymczasem podatnicy dołożyli do każdej wydobytej tony węgla 50 zł.

Czyli łącznie?

167 mld zł bezpośrednich dotacji. Można sobie tylko wyobrażać, w jakim miejscu bylibyśmy, gdyby mądrze zainwestowano te pieniądze. A jeszcze jest sporo ukrytych kosztów. Na przykład Polacy nie mają świadomości, że odszkodowania za szkody górnicze są wypłacane z budżetu państwa. Teraz mamy już siódmy program dla górnictwa, tym razem autorstwa Ministerstwa Energii.

Podobno siódemka jest szczęśliwa.

Nie tym razem. To program, w którym nie ma rozpisanych precyzyjnie zadań i celów. Nie ma też wskazanych nakładów inwestycyjnych. Od samego mieszania łyżeczką herbata nie staje się słodsza. Trzeba do niej dosypać cukru. Ten program naprawdę jest jednym z najsłabszych z dotychczasowych. W poprzednich były wskaźniki, z którymi można było dyskutować. Na przykład, że roczne wydobycie wzrośnie do 90 mln ton. To było aż zabawne, ale teraz nie ma nawet tego. Poza tym autorzy sami sobie przeczą. I to dosłownie. Na jednej stronie napisano, że sytuacja jest dobra, a na kolejnej - bardzo zła. Przykładem jest ocena stanu zakładów przeróbki węgla.

Zobacz też: Polskie skarby na dnie Pacyfiku

 

 

Może te rozdziały pisały różne departamenty?

Widzę jak coraz bardziej opinie ekspertów i działania polityków się rozchodzą. Politycy po prostu nie słuchają. Wraca propaganda sukcesu, a rzeczywistość będzie brutalna. Już kilka lat temu napisałem raport „Zmierzch węgla kamiennego w Polsce”. Słowo „zmierzch” nie jest tu użyte bez powodu. Wskazałem, że nasze zasoby węgla kamiennego, które można wydobyć w opłacalny sposób, błyskawicznie się kurczą i produkcja szybko przestanie być dochodowa. Po tych pięciu latach od napisania mogę powiedzieć, że scenariusz się realizuje z zegarmistrzowską precyzją. Koledzy pytają, jak się czuje ten, którego prognozy tak się sprawdzają.

A jak się czuje?

Jak w tym dowcipie o takiej pięknej katastrofie. Zawodne jest posługiwanie się w górnictwie głębinowym tymi samymi instrumentami ekonomicznymi, które obowiązują w fabryce krawatów. Różnica polega na tym, że w fabryce krawatów, jak już się ją wybuduje, to przez 15 lat nie trzeba wielkich inwestycji. Wystarczy dobre biuro projektowe, które będzie tworzyć nowe wzory i produkcja leci. Natomiast w kopalni, gdy zaniecha się ciągłych inwestycji odtworzeniowych, to spada wydobycie, rosną koszty. Nakłady inwestycyjne w górnictwie zmniejszyły się w 2016 roku trzykrotnie wobec wydatków w 2012 roku. Zredukowanie zatrudnienia nie podniesie efektywności wydobycia, bo równocześnie rośnie w kosztach pozycja "usługi obce". Górnicy, którzy odeszli z kopalni, pracują w zewnętrznych spółkach wykonujących prace górnicze. Od dekady jesteśmy tego świadkami.

Przecież ciągle słyszymy, że Polska stoi na węglu.

Problem w tym, że cały system klasyfikacji zasobów wprowadza polityków w błąd. Funkcjonują oni w przekonaniu, że mamy węgla na sto lat.

A nie mamy?

Mamy radziecki system klasyfikacji wprowadzony w głębokiej komunie, w latach 50. przez Hilarego Minca. Wtedy ekonomia nie miała najmniejszego znaczenia. Natomiast w kopalniach pracowali także więźniowie polityczni, więc koszty pracy wynosiły powiedzmy 20 dolarów miesięcznie. I my od tego czasu funkcjonujemy w tym systemie, więc nasza wiedza odnośnie tego, ile właściwie mamy węgla, jest głęboko zafałszowana.

Czyli należałoby to właściwie oszacować od nowa.

Tak. Od ponad dekady trwa dyskusja w środowisku geologów. Pojawiło się mnóstwo publikacji poważnych specjalistów, którzy zwracają uwagę, że trzeba dostosować system klasyfikacji zasobów do standardów międzynarodowych, otwartego rynku. Na przykład wprowadzić ten stosowany w Stanach, Kanadzie czy Australii, w których bierze się pod uwagę aspekt ekonomiczny, czyli wycenę wartości złoża.

I jak ten aspekt ekonomiczny wygląda u nas?

Jeżeli chodzi o złoża węgla na Górnym Śląsku, to sytuacja jest dramatyczna. Kiedyś pewien górnik powiedział mi: „mój dziadek fedrował na głębokości 300 metrów. Mój ojciec na 600 metrach. A ja obecnie jestem prawie 1000 metrów pod powierzchnią”. To dobrze obrazuje problem.

Jak długo się zjeżdża do takiego złoża?

Kilkanaście minut. Ale sam zjazd nie jest tu problemem. Jeżeli górnikom dojście do tzw. przodka zajmuje około półtorej godziny, a droga powrotna drugie półtorej godziny, to trudno mówić o jakiejkolwiek efektywności.

Dlaczego tak długo?

Kto nie był w kopalni, nie ma świadomości, że w niektórych górnicy, by zaoszczędzić czas jeżdżą na taśmociągach, co z punktu widzenia bezpieczeństwa jest skandaliczne. Ale też nie bardzo mają wyjście, bo muszą przebyć kilka kilometrów, a to nie jest tak, jak w mieście, że się idzie po równym i szerokim chodniku. Górnik musi mijać głazy, uważać na obrywki ze stropu. To wszystko są straty w wydajności.

W Bogdance na Lubelszczyźnie wydajność na jednego zatrudnionego jest około 2,5 raza wyższa niż na Górnym Śląsku. Dzięki temu wydobycie jest opłacalne. Ale to przez lata była kopalnia prywatna i mądrze tam inwestowano. To jedna sprawa, ale decydująca jest budowa geologiczna pokładów węgla. Tam warstwy mają nachylenie 1-2 stopnie, uskoki (przerwanie ciągłości warstw) są sporadyczne. Natomiast na Górnym Śląsku budowa geologiczna jest dużo bardziej skomplikowana. Jest dużo stref uskokowych, a pochylenia pokładów mogą sięgać 30 stopni.

Używając porównania cukierniczego, na Lubelszczyźnie warstwy wyglądają jak tort, a na Górnym Śląsku jak tort, który spadł ze stołu?

Nawet bardziej.

Jak karpatka?

Tak, to lepsze porównanie. Podam przykład: w kopalni „Piast” pokład węgla nagle zniknął. A w kopalni ściana eksploatacyjna musi mieć około kilometra. I jak polskie kopalnie z Górnego Śląska mają konkurować z Australią, gdzie węgiel wydobywa się odkrywkowo? Jeszcze jedna sprawa. Wszystkie ostatnie katastrofy w kopalniach miały miejsce na głębokościach 900-1100 metrów. Dlaczego? Jakby pani tam dotknęła ściany...

Tobym się oparzyła.

Tak, bo tak panują temperatury rzędu 40 stopni. Do tego zagrożenie metanowe rośnie wraz z głębokością w postępie geometrycznym. Przy 40 stopniach powinno się stosować bardzo aktywną klimatyzację, żeby ludzie w ogóle byli w stanie tam pracować. Koszty zatem rosną. Tymczasem w Australii czy Kolumbii tych kosztów nie ma, bo wydobywa się odkrywkowo. Ponadto węgiel tam wydobywany jest znacznie lepszej jakości niż polski.

A co z gazem z łupków? Przecież mieliśmy być łupkową potęgą

Wypłoszyliśmy inwestorów. Poszukiwania gazu zaczęliśmy od wprowadzenia podatku specjalnego od wydobycia ropy i gazu, których w Polsce brakuje. Na to wszyscy inwestorzy powiedzieli „do widzenia”. Na czym polegała rewolucja łupkowa w Stanach Zjednoczonych? Na tym, że rząd ogłosił tzw. credit tax, czyli obniżył podatek o 20 proc. I biznes się rzucił do inwestowania w poszukiwanie i wydobycie.

Żeby wydobyć połowę tego gazu, który dzisiaj importujemy z Rosji, trzeba wyłożyć 30 mld zł. Tymczasem PGNiG w sektorze poszukiwanie i wydobycie ma roczne zyski rzędu 1,5 mld zł. Nawet jeśli dołożymy Orlen, Lotos czy inne polskie firmy, to nadal jest za mało. Nie są w stanie tego udźwignąć. Mógłby to zrobić na przykład Chevron, ale nie będzie się angażował w coś, co mu się nie opłaca. Tacy duzi inwestorzy niestety zwinęli się z Polski i przenieśli się na do Chin.

To nie znaczy, że tego gazu w Polsce nie ma?

Nie. Nie znaczy.

I do tego projektu będzie można wrócić?

My musimy się nauczyć myśleć długofalowo. Ten nowy program dla górnictwa jest pomyślany na 13 lat. Właściwie nawet na 12, bo bieżący rok trudno uwzględniać. Natomiast budowa kopalni trwa 15-17 lat. Czyli program dla całej branży ma krótszą perspektywę niż trwa budowa jednej kopalni.

Do tego idziemy na czołowe zderzenie z Unią Europejską. Od stycznia 2019 r. nie będzie wolno udzielać pomocy publicznej dla górnictwa – to jest decyzja Rady Unii Europejskiej. Pomoc publiczna będzie dopuszczalna jedynie na likwidację zakładu i na pomoc socjalną.

To na czym budować to bezpieczeństwo energetyczne?

W Polsce nie ma wielkich złóż ropy naftowej i gazu. I ich nie będzie. Jako geolog mówię to publicznie. Polska importuje 95 proc. ropy i 60 proc. gazu. Czy w związku z tym Polska jest bezpieczna, jeśli chodzi o zaopatrzenie w ropę? Moim zdaniem jest. Bo mamy dywersyfikację kierunków importu, możemy kupować z różnych źródeł. Proszę zauważyć, że w prawie energetycznym jest definicja bezpieczeństwa energetycznego, która nie mówi, że węgiel należy wydobywać tutaj w kraju bez względu na cenę. Bez patrzenia w koszty, bez zwracania uwagi na środowisko.

Czy Arabia Saudyjska jest mocarstwem światowym, bo ma dużo ropy? Nie, nie jest. A Stany Zjednoczone są potęgą? Są, choć muszą importować ropę i to spore ilości. Biznes robi się na technologiach. Im więcej szarych komórek w produkcie, tym większy zysk. Wydobywanie surowców nie jest i nie będzie już źródłem wielkich dochodów. I to widzimy także w Polsce. Bezpieczeństwo polega na tym, że musimy zapewnić dostawy paliw z różnych kierunków, bezpiecznych politycznie. Nie trzeba ich wydobywać w kraju dewastując przy tym ekonomię i środowisko.

Czytaj także
Polecane galerie
Skarbonka bez dna
2017-11-06 19:17
Polecam zmianę ogrzewania na biomasę kocioł pelletowy. Duży komfort w użytkowaniu. Kocioł Twin Bio Luxury jest świetną alternatywą dla węgla. Uzytkujemy pierwszy sezon. Wiem, że nie wrócimy do węgla mimo, że dokładamy wszyscy do tego interesu. Każdy widzi problem w opłacalności wydobycia ale nic w tym kierunku się nie robi. W każdy sektorze jeśli nie ma rozwoju to po prostu upada a my bawimy się w finansowanie skarbonki bez dna.
Hooltay
2017-11-06 09:14
Dotacje do górnictwa węglowego wyniosły 167 mld zł? W jakim okresie? Czy to znaczy, że gdyby zlikwidować górnictwo węglowe, to w budżecie pozostałyby te miliardy? jeśli tak, to dlaczego tego nie zrobić? Gdyby te miliardy dostała energetyka odnawialna, to może by wystarczyła, i uwolniła budżet od kłopotu składowania odpadów paleniskowych, kosztów leczenia astmy i innych chorób smogowych, rent powypadkowych w kopalniach i po chorobach zawodowych górników. Kopalnie nie ponoszą tych kosztów, a szkody górnicze mają też swoją wagę.Myślę, że 50 zł dopłaty do tony węgla to stanowczo niedoszacowany rachunek.
kafka
2017-11-04 14:44
jak kopalnie pójdą w prywatne ręce to nie trzeba będzie dokładać bo nie będzie specjalnego traktowania górników i strajków bo tylko budżetowe nieroby strajkują odkąd si lezja jest w prywatnych rekach to przynosi zyski dla czego
Pokaż wszystkie komentarze (187)