Notowania

gazociąg
25.11.2015 14:45

Stosunki gospodarcze Rosja-Turcja. Będzie wojna gazowa?

Mimo dużej odległości między krajami, relacje inwestycyjne i handlowe w tym zakresie są bardzo zażyłe.

Podziel się
Dodaj komentarz
(AFP PHOTO/ADEM ALTAN)
Z lewej strony prezydent Rosji Władimir Putin, z prawej prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan

Bezpieczeństwo energetyczne Turcji jest uzależnione od rosyjskiego gazu. Próby zemsty Władimira Putina poprzez zakręcenie kurka, mogłyby jednak skończyć się równie źle dla rosyjskiej gospodarki. Gra toczy się o 10 mld dolarów wpływów rocznie. Do tego Rosję i Turcję łączą plany budowy elektrowni atomowej. Mimo tego władze Rosji prężą muskuły i zapowiadają unieważnienie niektórych wspólnych projektów.Rosyjskie ministerstwo obrony uznało zestrzelenie swojego samolotu wojskowego przez Turcję za "akt nieprzyjacielski". Pierwszą reakcją prezydenta Władimira Putina było zerwanie kontaktów wojskowych z Turcją. Niewiadomą pozostaje przyszłość stosunków gospodarczych między dwoma krajami. Mimo dużej odległości relacje w tym zakresie są bardzo zażyłe.

Wartość tureckiego eksportu liczona jest w miliardach dolarów. - Rosjanie są beneficjentami współpracy z Turcją. Nie mogą sobie pozwolić na utratę kolejnego dużego rynku - komentuje w rozmowie z money.pl Piotr Maciążek, ekspert defence24.pl.

Będzie wojna gazowa? Wszyscy na tym stracą

Turcja kupuje od Rosji przede wszystkim gaz ziemny. W tej chwili jest drugim największym klientem Gazpromu. Pierwszy to Niemcy. Dostawy rosyjskiego gazu zaspokajają potrzeby Turcji w około 60 proc. Można mówić wręcz o uzależnieniu bezpieczeństwa energetycznego kraju od Rosji.

W ubiegłym roku Turcja dostała od Gazpromu 27 mld metrów sześciennych surowca. Wydała blisko 10 mld dolarów. Rosyjski gaz płynie do Turcji dwiema nitkami: zachodnio-bałkańską oraz rurami Blue Stream.

- Redukcja dostaw gazu mogłaby mieć opłakane skutki dla tureckiej gospodarki - ostrzega Piotr Maciążek. Jednocześnie zastrzega, że nie wierzy, by Rosjanie się na to zdecydowali. - Po stratach finansowych, jakie ponieśli w wyniku konfliktu na wschodzie Ukrainy, trudno mi sobie wyobrazić, żeby rezygnowali z kolejnego kluczowego klienta w ciągu zaledwie roku - podkreśla ekspert.

- Pole do odwetu gospodarczego ze strony Putina jest ograniczone. Rosjanie, chcąc się odegrać na Turkach, mogą teoretycznie wstrzymać dostawy gazu. Byłoby to bolesnym ciosem. Tylko odbiłoby się czkawką samym Rosjanom - dodaje Aleksandra Jarosiewicz z Ośrodka Studiów Wschodnich.

Ekspertka w rozmowie z *money.pl *zauważa, że możliwa jest też gra ze strony Rosjan, znacznie bezpieczniejsza dla nich. Polegać może na naciskaniu na Azerbejdżan, by ten wstrzymał budowę gazociągu TANAP budowanego właśnie do Turcji.

Co z wielkimi inwestycjami?

W kontekście gazu warto też przypomnieć o planach budowy gazociągu Turkish Stream. Rosja poprzez Turcję chciała przełączyć dużą część dostaw gazu do Europy, omijając w ten sposób Ukrainę. Gazociąg miał być jednak dwa razy droższy od South Stream. Szacunki dotyczące nakładów na tę inwestycję mówiły o kwocie nawet 14 mld euro.

W tym przypadku to Rosjanie byli stroną, której bardziej zależało na projekcie. W obecnej sytuacji wydaje się, że nie ma szans na realizację inwestycji. - Turcy od dawna są niechętni tej inicjatywie, bo według nich to się po prostu nie opłaca - mówi Piotr Maciążek.

Eksperci podkreślają, że Rosji powinno bardziej zależeć na utrzymaniu dobrych relacji gospodarczych, niż na wojnie ekonomicznej. Wspominają przy tym także o perspektywie budowy pierwszej elektrowni atomowej w Turcji. Rosjanie już poczynili w tym kierunku inwestycje. Jak się wycofają z projektu, to stracą.

Konstruktorem, właścicielem i operatorem elektrowni ma być Rosatom (Rosyjska Państwowa Korporacja Energii Jądrowej). - Firma ta stanowi zaplecze dla dofinansowywania firm rosyjskich, pogrążonych w problemach związanych z sankcjami gospodarczymi - zauważa Piotr Maciążek. - Teoretycznie jest to firma prywatna, ale Kreml bierze z niej pieniądze na swoje potrzeby. Łata nimi dziurę budżetową. W związku z tym jest dosyć mocno wydrenowana finansowo. W tym kontekście wydaje mi się, że nie będzie mogła sobie pozwolić na utratę rynku tureckiego - podkreśla ekspert.

Władze Rosji prężą muskuły

Mimo negatywnych skutków ograniczenia stosunków gospodarczych, w środę premier Rosji Dmitrij Miedwiediew oświadczył, że niektóre wspólne projekty mogą zostać unieważnione. W wyniku ograniczeń tureckie firmy mogą stracić udział w rosyjskim rynku. Turcja w ostatnim czasie była jednym z kierunków, z których do Rosji zaczęły być sprowadzane m.in.produkty rolno-spożywcze.

Wśród importowanych towarów znaczącą rolę odgrywał drób. Tymczasem w środę rosyjskie władze weterynaryjne zdecydowały, że od 1 grudnia zacznie obowiązywać zakaz importu tego mięsa. Wprawdzie oficjalnym powodem takiej decyzji jest odkrycie bakterii w mięsie, jednak moment decyzji jest co najmniej zastanawiający.

- Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy nie ma to nic wspólnego z incydentem. Niemniej trzeba podkreślić, że już w przeszłości było wiele sytuacji, w których Rosjanie nie przyjmowali produktów spożywczych z Turcji. Bardzo często nie spełniały one tamtejszych wymogów - zauważa Aleksandra Jarosiewicz, ekspertka Ośrodka Studiów Wschodnich.

Turcja nie ma wiele do stracenia. Rosyjski rynek dawno stracił blask

Eksport z Turcji do Rosji jest trzykrotnie mniejszy niż import. Oprócz wymiany handlowej w zakresie produktów spożywczych, tureckie firmy inwestują w Rosji. Są zatrudniane jako podwykonawcy w realizacji projektów budowlanych. Niestety jeszcze przed wtorkowym incydentem była to aktywność mniejsza niż Turcy mogli oczekiwać.

- Nadzieje tureckie, związane ze zwiększeniem eksportu do Rosji, po nałożeniu sankcji przez Zachód, nie spełniły się - mówi Aleksandra Jarosiewicz. - Tureckie firmy budowlane doświadczały problemów związanych z recesją. Same jakiś czas temu chciały się więc z Rosji wycofać - dodaje.

Od dawna, niezależnie od wtorkowego incydentu, spadło znaczenie Rosji pod względem turystyki. W ostatnich latach ponad 4 mln rosyjskich turystów przysparzało tureckiej branży turystycznej miliardowych wpływów. Jednak ekspertka z OSW wspomina, że ich liczba spadła w tym roku o 20 proc., a była to druga największa grupa za obywatelami Niemiec. - Wynika to z kryzysu. Rubel jest słabszy, a ludzie nie mają pieniędzy na egzotyczne wycieczki - komentuje Aleksandra Jarosiewicz.

Tagi: gazociąg, wiadomości, gospodarka, najważniejsze, gospodarka światowa
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz