Notowania

wiadomości
02.01.2017 16:07

Więźniowie kosztują budżet miliardy rocznie. Może być 10 razy taniej

Nowy program modernizacji Służby Więziennej do 2020 r. pochłonie aż 1,5 mld zł. Pieniądze zasilą system, w którym utrzymanie jednego więźnia kosztuje 3150 złotych miesięcznie. Tymczasem skazany z elektroniczną bransoletką, kosztuje budżet zaledwie 330 zł miesięcznie. Problem w tym, że w Systemie Dozoru Elektronicznego karę odbywa zaledwie 3660 osób, a mogłoby nawet 15 tys.

Podziel się
Dodaj komentarz
(East News)

Nowy program modernizacji Służby Więziennej do 2020 r. pochłonie aż 1,5 mld zł. Pieniądze zasilą system, w którym utrzymanie jednego więźnia kosztuje 3150 złotych miesięcznie. Tymczasem skazany z elektroniczną bransoletką kosztuje budżet zaledwie 330 zł miesięcznie. Problem w tym, że w Systemie Dozoru Elektronicznego karę w domach odbywa teraz zaledwie 3660 osób, a mogłoby nawet 15 tys. Mizerne wykorzystanie potencjalnych możliwości systemu doprowadziło nawet Ministerstwo Sprawiedliwości przed sąd.

Rocznie utrzymanie ponad 71 tys. więźniów za kratami kosztuje nas wszystkich 2,6 mld zł. Do tego trzeba będzie jeszcze doliczyć kolejne 1,5 mld, które pójdą na program modernizacji Służby Więziennej. W jej ramach wszyscy funkcjonariusze otrzymają podwyżki, kupiona zostanie nowa broń, systemy łączności. Miliony pochłoną też remonty zapuszczonych więzień i aresztów.

Tymczasem w dużo tańszym systemie elektronicznego dozoru kary odbywa z roku na rok coraz mniej skazanych. W SDE działającym od 2009 r. najlepszy był 2013 r. kiedy ponad 13 tys. skazanych dostało elektroniczne bransoletki. Potem było już tylko gorzej. W zeszłym roku tylko ponad 5 tys. otrzymało taką możliwość.

Źródło: Biuro Dozoru Elektronicznego

Oczywiście nie wszyscy skazani kwalifikują się do tego, by swoje wyroki odsiadywać w domu. Jednak obecna liczba osadzonych w SDE, w ocenie eksperta, nie wskazuje też, by resort sprawiedliwości poważnie traktował alternatywne sposoby karania.

- Trzeba pójść z tym odważnie do przodu, to jest przyszłość. Poziom wykorzystania możliwości jakie daje SDE pokazuje lenistwo intelektualne całego systemu - mówi Paweł Moczydłowski, kryminolog, ekspert więziennictwa i były szef Centralnego Zarządu Zakładów Karnych w Ministerstwie Sprawiedliwości.

Ministerstwo Sprawiedliwości przed sądem

Niedostateczne wykorzystanie pełnych możliwości systemu doprowadziło też wymiar sprawiedliwości przed sąd. We wrześniu ubiegłrgo roku Impel Security Polska pozwał MS ze względu na straty finansowe spowodowane zbyt rzadkim używaniem systemu stworzonego przez tę firmę.

Kiedy zawierano umowę, z SDE korzystało prawie 5 tys. skazanych. Po tym szczycie liczba ta zaczęła spadać nawet do 2,5 tys. w kwietniu tego roku. Jednak firma zgodnie z umową zapewniała cały czas pojemność systemu na poziomie 12,5 tys. skazanych (15 tys. od 2017). Wykorzystanie zaledwie nieco ponad 20 proc. możliwości przynosi firmie wymierne straty.

Wszystko dlatego, że wynagrodzenie uzależniono w umowie od stopnia wykorzystania systemu. Nie zapisano również minimalnej opłaty za jego utrzymanie. Dlatego Impel Security Polska przed sądem domaga się dodania do umowy zapisów o kwocie minimalnego wynagrodzenia na poziomie 167,7 mln.

- Impel oczywiście ma prawo złożyć pozew. Sąd rozstrzygnie, kto ma rację, ale ostatnio wykorzystanie znów rośnie i firma powinna być zadowolona. Mam nadzieje, że dołek spowodowany zmianami w prawie mamy już za sobą i będzie tylko lepiej - mówi zastępca dyrektora Biura Dozoru Elektronicznego major Michał Ajdarow.

Wspomniane przez Ajdarowa problemy wywołała nowelizacja przegłosowana przez poprzednią koalicję. W lutym 2015 roku w noweli prawa karnego wprowadzono nową definicję kary ograniczenia wolności do jednego roku, która bezpośrednio odnosiła się do Systemu Dozoru Elektronicznego.

- Wcześniej wszyscy skazani na karę do jednego roku pozbawienia wolności mogli wnioskować o dozór elektroniczny. Po tej zmianie tylko skazani na ograniczenie wolności, o której orzekał sąd pierwszej instancji. To mocno przyhamowało cały system - mówi Ajdarow.

Politycy boją się elektronicznych bransoletek?

Ministerstwo już za rządów PiS postanawiało naprawić ten błąd i ponownie od kwietnia 2016 każdy skazany do roku więzienia może starać się o odbywanie kary w SDE. Jednak niespecjalnie udało się w drugiej połowie roku poprawić wyniki i rok zakończył się na poziomie nieco ponad 5 tys. skazanych.

- Rzeczywiście od kwietnia przyznawanie nadzoru elektronicznego ponownie funkcjonuje na bardziej przyjaznych zasadach, ale nie spowodowało to jakiegoś zdecydowanego wzrostu instalacji bransoletek - mówi Mateusz Dończyk, adwokat z kancelarii Cogents specjalizujący się w SDE. Ponadto statystyki Biura Dozoru Elektronicznego wykazują, że spadek zaczął się już w 2014 r.

W ocenie Pawła Moczydłowskiego częste zmiany w prawie pokazują jak silny jest strach polityków na większe otwarcie się na nowe metody karania. - Powrót do poprzednich regulacji, jak widać niewiele zmienił. Trzeba mieć więcej elastyczności w przyznawaniu tego dozoru. Nie rozumiem dlaczego nie może to dotyczyć dłuższych wyroków - mówi Moczydłowski.

Kryminolog przekonuje, że taka forma kary mogłaby dotyczyć nawet recydywistów z wieloletnimi wyrokami bezwzględnego więzienia. SDE mógłby być stosowany pod koniec odsiadywanego wyroku, kiedy skazanemu przysługuje prawo do warunkowego zwolnienia.

- Taki dobrze zachowujący się w zakładzie skazany zapewne i przez ten rok czy dwa lata próby z bransoletką już za murami więzienia zachowywałby się równie dobrze. Mógłby też pracować. Obecnie prawo nie daje jednak takich możliwości - mówi Moczydłowski, który postuluje nawet, by każdy skazany bez względu na długość swojego wyroku mógł wnioskować o przyznanie dozoru elektronicznego.

Ostatecznie to przecież niezależny sąd podejmowałby wiążącą decyzje w każdej takiej sprawie. W ocenie Moczydłowskiego tego prawa powinni być pozbawieni jedynie sprawcy przestępstw seksualnych i takich, które zostały popełnione z użyciem przemocy.

W możliwości rozszerzania dostępności systemu wierzy również Ajdarow. - Słyszałem o rozmowach, by dać tę możliwość skazanym również na 1,5 roku więzienia. Trwały też dyskusje nad możliwościami użycia SDE przy areszcie domowym. Wtedy mogłoby to być coś pomiędzy tymczasowym aresztowaniem, a dozorem policyjnym. Jesteśmy na to gotowi. Od początku tego roku możemy nadzorować aż 15 tys. skazanych.

Sądy różnie traktują SDE

Niestety nie udało nam się oficjalnie potwierdzić, czy trwają takie prace w resorcie. Do czasu opublikowania tego artykułu nie otrzymaliśmy odpowiedzi od Ministerstwa Sprawiedliwości. Z całą pewności można jednak zauważyć, że stosunek sądów do nadzoru elektronicznego jest bardzo zróżnicowany.

- Są takie sądy, które na 100 wniosków o SDE pozytywnie rozpatrują blisko połowę, a są i takie gdzie jest to kilka razy mniejszy odsetek - mówi wiceszef BDE. Potwierdzenie tych słów znaleźć można również w oficjalnych statystykach Ministerstwa Sprawiedliwości. Na terenie okręgu Apelacji Wrocławskiej ten odsetek pozytywnych decyzji był w I półroczu 2016 r. na poziomie ponad 41 proc., a w Apelacji Gdańskiej było to nieco ponad 14 proc.

Tymczasem każda pozytywna decyzja, kiedy tylko oczywiście wnioskujący spełnia wszystkie kryteria, oznacza spore oszczędności dla budżetu państwa. Według statystyk Służby Więziennej, rok utrzymania jednego więzienia za murami to koszt rzędu 37 tys. zł. W przypadku dozoru elektronicznego to zaledwie 3,9 tys. zł.

- To dziesięciokrotnie mniej, ale to przecież jeszcze nie wszystko. Skazany z bransoletką może przecież jeszcze pracować i opiekować się swoją rodziną. To przecież też nie pozostaje bez wpływu na gospodarkę i sytuację najbliższych więźnia - przekonuje Ajdarow.

Według obecnych przepisów tylko skazani maksymalnie na rok więzienia mogą składać wnioski o nadzór elektroniczny. Rozpatruje je sąd penitencjarny. Wniosek musi spełniać określone wymogi, wśród których jednym z bardziej istotnych jest zgoda współlokatora albo właściciela mieszkania na taki sposób odbycia kary. Potrzebna jest też dobra opinia kuratora, który sprawdza warunki mieszkaniowe. Z dotychczasowej praktyki wynika również, że sąd nie zgodzi się na SDE jeżeli skazany nie ma stałej pracy.

- Wnioskujący skutecznie najczęściej uzasadniają, że muszą pracować, by utrzymać swoją rodzinę. Sądy raczej nie są zainteresowani tymi, którzy chcą posiedzieć w domu. Potem przygotowuje się harmonogram odbywania kary, w którym szczegółowo opisuje się godziny, w których pracuje, robi zakupy czy chodzi do kościoła. Z reguły jednak co najmniej przez 12 godzin na dobę przebywa w domu - mówi Mateusz Dończyk.

Jak wyjaśnia prawnik, skazany musi się mieścić w tych konkretnych godzinach. Dłuższe niż zaplanowano przebywanie poza domem, gdzie umieszczony jest nadajnik, oznacza odebranie możliwości takiego odbywania kary i odsiadkę w więzieniu.

Tagi: wiadomości, gospodarka, prawo, najważniejsze, gospodarka polska, wiadmości, czołówki
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
02-01-2017

zyguMicha wody i 2 dniowy chleb. I niech zapracuja na to sami.takie powinny być więzienia. 2 razy by się zastanowił jakby chciał złamać prawo.

02-01-2017

mieczysławCHore Państwo jakie branzoletki miotły w łapy i zamiatać za darmo warszawę i inne miasta,łopaty i budować autostrady za darmo zlikwidować luksusy w … Czytaj całość

03-01-2017

IwaSzczególnie alimenciarzy, zamiast więzieni, bransoletki i zarabiać na własne dzieci.

Rozwiń komentarze (79)