Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie

PILNE. Tak rynek reaguje na expose Morawieckiego

J.K. Bielecki: Przetacza się fala, która może zmienić świat

J.K. Bielecki: Przetacza się fala, która może zmienić świat

Fot. Wojciech Strozyk/REPORTER

Orban, PiS, Brexit, Trump, a w kolejce jeszcze Front Narodowy we Francji. – Przez świat przetacza się fala, która może zmienić kształt zachodniego świata – mówi money.pl Jan Krzysztof Bielecki, były premier, ale i ekonomista. – Najgorsza wiadomość jest taka, że świat szuka siły jako elementu rozwiązywania problemów w polityce – dodaje były premier. I przywołuje 1914 rok.

Agata Kołodziej, money.pl: Bardzo się pan premier zdziwił, że to Donald Trump wygrał wybory?

Jan Krzysztof Bielecki, były premier, polityk i ekonomista: Do września byłem przekonany, że to on wygra. Ale potem, kiedy widziałem reakcje oburzonych kobiet i polityków wycofujących się z popierania go, nabrałem wątpliwości. Ale ponieważ jesteśmy w pewnym nastroju ogólnoświatowym, to bardzo dziwić się nie można.

Trumpowi jego własny sztab nie ufał na tyle, że odebrał mu dostęp do Twittera, żeby podczas kampanii nie wypisywał tam swoich kontrowersyjnych tez. A teraz okazuje się, że zaufać musi mu cały świat, bo dostanie kody do broni atomowej. Świat zwariował?

Brexit w ludziach z mojego pokolenia, w krajach zachodnich spowodował silną falę nostalgii za tym, jak było 25 lat temu. A młodzi są o wiele mniej zmobilizowani.

Najpierw Wiktor Orban na Węgrzech, wybory w Polsce, Brexit na Wyspach, teraz Donald Trump w USA. A w przyszłym roku mamy wybory we Francji, które może wygrać Marine Le Pen i Front Narodowy.

Do tego jeszcze przed nami wybory w Austrii i w Holandii. Ta fala może zmienić kształt świata zachodniego.

W którą stronę zmierzamy?

Odpowiedź uzyskamy w momencie prezentacji programu tzw. 100 dni. Przynajmniej, jeśli chodzi o Amerykę.

Prezydent elekt będzie w komfortowej sytuacji, bo Republikanie będą sprawowali władzę i w Senacie i w Izbie Reprezentantów, nawet w Sądzie Najwyższym będą mieli przewagę. Więc będzie mógł realizować swój plan.

To przypomina trochę przejęcie władzy w Polsce z ubiegłym roku. Trump zacznie od czystek w Waszyngtonie?

Po ośmiu latach władzy Demokratów przychodzą Republikanie. O ile pamiętam, sam prezydent podpisuje nominację dla 4300 osób, ponad 1200 wymaga akceptacji Senatu. Wymiana kadrowa będzie na bardzo dużą skalę.

Czy ekipa Trumpa będzie realizować swój plan z kampanii, czy to był czysty populizm, a życie życiem?

Wprowadzenie planu prezydenta elekta jest wielkim eksperymentem. Pytanie, jak człowiek, który z biznesu, w dodatku nieruchomościowego, który z natury rzeczy jest bardziej spekulacyjny i nigdy nie miał do czynienia ze sposobem działania w polityce, odnajdzie się w świecie biurokracji.

To jakiś problem? Trump ma przecież doświadczenie w prowadzeniu wielkich organizacji.

Doświadczenie biznesowe jest moim zdaniem zupełnie czymś innym. W biznesie szef, który jeszcze w dodatku jest właścicielem, zwalnia, jeśli coś mu się nie podoba. To jest tylko kwestia ceny. W polityce natomiast pozbycie się na przykład tysięcy urzędników, setki senatorów, blisko 500 członków Izby Reprezentantów nie jest możliwe. Nie da się ich zwolnić, bo szefowi nie podoba się, jak wykonują jego polecenia. Wyzwanie, przed jakim stoi prezydent elekt, jest ogromne. Musi nauczyć się konsensusu.

Czy Trump zrozumie, że nie pracuje już w korporacji i stanie się barankiem – a przynajmniej w warstwie retorycznej nieco większym dyplomatą?

Prezydent elekt już wyraźnie łagodnieje. Pierwsze wystąpienie po ogłoszeniu wyników było bardzo dobre, takie jak powinno być. To są pozytywne sygnały.

A jak już ucywilizuje swój język, jego gospodarcze pomysły rzeczywiście mogą doprowadzić do podwojenia wzrostu gospodarczego w USA, tak jak zapowiada?

Część ekonomistów od dawna dyskutuje, w jaki sposób można zwiększyć wzrost gospodarczy w USA, choć pamiętajmy, że już dziś jest on zupełnie niezły. Ale rzeczywiście zwiększone nakłady na infrastrukturę, które m.in. zapowiada prezydent elekt, mogą być czynnikiem przyspieszającym rozwój i wyrównującym dysproporcje pomiędzy poszczególnymi regionami USA. Czyli wrócimy do ekonomii podaży (ang. supply – side economics), popularnej wśród republikanów. Z tą szkołą jest tylko jeden „mały” problem. Niezbyt udaje się utrzymać równowagę w finansach publicznych.

Pamiętajmy też, że rynek kapitałowy w Stanach Zjednoczonych rozwija się nieprzerwanie przez 90 miesięcy, co jest absolutnym rekordem i to musi się kiedyś skończyć. Cykl koniunkturalny ma to do siebie, że kiedyś w końcu musi nastąpić wahnięcie w drugą stronę.

Chce pan premier powiedzieć, że jak będziemy mieć krach na giełdzie w ciągu najbliższych czterech lat, czyli podczas kadencji Donalda Trumpa, to niekoniecznie musi być jego wina? Po prostu już nastanie ten czas na rynkach?

Wydaje mi się to wręcz nieuchronne, że korekta na tym rynku musi nastąpić. I sam Donald Trump powinien się z tym liczyć, bo to też na pewno będzie miało jakiś wpływ na oszczędności obywateli i ich zabezpieczenia emerytalne. Pamiętajmy, że tam bardzo wiele osób odkłada na emeryturę w funduszach emerytalnych inwestujących na giełdzie. To zupełnie może zmienić rzeczywistość, w której przyjdzie rządzić prezydentowi. Takie czasy.

Ale z drugiej strony, czy rzeczywiście inne niż kiedyś? Czytam właśnie książkę o problemach globalizacji w XV i XVI wieku i właściwie były one dosyć podobne. Nie zawsze się to dobrze kończy, ale ostatecznie świat nadal istnieje.

Czy za kadencji Trumpa może zmienić się układ sił na świecie?

Ta zmiana już następuje. Dokąd nas doprowadzi, tego nie wiemy.

Obawia się pan tego?

Jedno, co jest pewne, to, że silni będą jeszcze silniejsi, a to nie jest najlepsza perspektywa. Silni Amerykanie twardo akcentujący swoje interesy to nie jest klimat starej Unii Europejskiej, która chciała wyrównywać szanse i pomagać słabszym. Myślę, że te czasy mogą powoli się kończyć i to jest dla nas najgorsza wiadomość, że świat szuka siły, jako elementu rozwiązywania problemów w polityce.

To doprowadzi do jeszcze większych podziałów i rozpadu UE?

Europa musi zawsze pamiętać, że jest nie tylko tworem geograficznym, ale też wspólnotą. Kiedy o tym kiedyś zapomniano, nagle obudzono się w rzeczywistości 1914 roku.

Czytaj także
Polecane galerie
menda
2016-11-22 15:27
A kiedyż to Europa była wspólnotą? Chyba tylko za czasów Cesarstwa Rzymskiego, później ciągłe wojny, aż do 1945. Dopiero wtedy był względny spokój, choć połowa kontynentu żyła pod ruskim butem. Gdyby nie broń atomowa być może wcale nie skończyło by się tylko zimną wojną. PL jest niepodległym państwem od niecałych 30 lat. A Mumia Europejska się rozpada przez durnych lewaków i ich utopijne pomysły.
szyt
2016-11-21 16:08
Izaak Blumenfeld wstydzi się swojego nazwiska i kryje się pod przykrywką jako Jan Krzysztof Bielecki
(
2016-11-21 15:31
Poszukajcie sobie , jak on wykończył "Malmę" :((( A potem "w nagrodę" został prezesem tego banku , który przyczynił się do upadku tej obiecującej firmy :(((
Pokaż wszystkie komentarze (243)