Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Walczył z hazardem w Polsce. Były "szeryf" polskich finansów trafił w ręce CBA

Walczył z hazardem w Polsce. Były "szeryf" polskich finansów trafił w ręce CBA

Fot. WOJCIECH STROZYK/REPORTER/EAST NEWS

- Nie sądzę, aby zatrzymanie Jacka K. było czymś więcej, jak kolejną próbą przykrycia prostackiego wystąpienia Beaty Szydło - stwierdza w rozmowie z money.pl Władysław Frasyniuk.

Jacek K., człowiek, który miał rozprawić się z jednorękimi bandytami został zatrzymany przez CBA. Sprawa ma mieć związek z tzw. aferą hazardową. Na polecenie prokuratury w Białymstoku agenci zjawili się z samego rana (o godzinie 7). Według informacji Polskiej Agencji Prasowej, wiceminister finansów w rzędzie PO-PSL i dawny szef służby celnej został przesłuchany.

Przeczytaj: Wiceminister z rządu PO usłyszał zarzuty. Jacek K. nie przyznał się do winy

Prokuratura przedstawiła K. dwa zarzuty niedopełnienia obowiązków służbowych w celu osiągnięcia korzyści majątkowej dla innych osób w łącznej kwocie ponad 21 mld zł. Były wiceminister finansów nie przyznał się do popełnienia czynów. Prokurator zastosował wobec niego poręczenie majątkowe w wysokości 500 tys. zł.

Jak podaje PAP, prokuratura ustaliła, że K., pełniąc funkcję podsekretarza stanu w Ministerstwie Finansów i Szefa Służby Celnej, "ignorował informacje o nierzetelności badań technicznych, które były wymagane do rejestracji automatów do gry".

K. nie zlecił też "podległym mu urzędnikom kontroli badań, co prowadziło do legalizacji automatów, które nie powinny zostać zarejestrowane, wstrzymał też badania automatów wytypowanych do kontroli, a gdy mimo to ujawniono nieprawidłowości, nie polecił cofnięcia nierzetelnym jednostkom badawczym upoważnienia do badań technicznych automatów".

"Mimo licznych sygnałów o nieprawidłowościach Jacek K. nie zlecił również podległym mu urzędnikom kontroli w zakresie maksymalnych stawek i maksymalnych wygranych w tzw. jednorękich bandytach. W konsekwencji akceptował rejestrację tych maszyn na podstawie nieprawdziwych opinii" - podała Prokuratura Krajowa, cytowana przez PAP.

- Nie sądzę, aby zatrzymanie Jacka K. było czymś więcej, jak kolejną próbą przykrycia prostackiego wystąpienia Beaty Szydło, broniącej skandalicznych premii ministrów - komentuje dla money.pl na gorąco Władysław Frasyniuk, legenda "Solidarności".

Podobnego zdania jest nasz informator z branży hazardowej, który zastrzegł sobie anonimowość. - Bardziej przypomina to polowanie na czarownice – stwierdza. Dodaje także, że postępowanie w Białymstoku trwa już około 4 lat, a K. rzekomo zarzuca się, że ustawę hazardową napisał, żeby rozruszać branżę automatową.

– To bzdura. Brak nadzoru, niedopatrzenie – to można mu zarzucić. Wynikało to jednak z tego, że ustawę napisał na polecenie premiera Tuska w błyskawicznym tempie - po wybuchu afery hazardowej - więc ta zawierała błędy - zaznacza.

- Zobaczymy, co powie sąd. W Polsce ostatnio sporo osób się zatrzymuje – stwierdza w rozmowie z nami wieloletni adwersarz byłego wiceministra, Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Człowiek ze Szczecinka

Jacek K. przez większą część swojej kariery nie był człowiekiem na pierwszej linii politycznego frontu. Działał z drugiego rzędu, ale dał się poznać, jako bardzo dobrze merytorycznie przygotowany specjalista. Zaczynał w lokalnych mediach na początku lat 90.

Szybko jednak zaczął działać przy kampanii wyborczej do Sejmu przyszłego posła Unii Demokratycznej Leszka Chwata i - jak pisał forsal skutecznie, wkupił się w środowisko. Choć po trzech latach odszedł i zajął się biznesem, zapamiętano go jako człowieka solidnego, na którym można polegać.

- Kiedy go poznałem, był to wyjątkowo zdolny, młody człowiek. Kiedy wchodził do polityki, nie trzymał się rękawów starszych polityków, ale sukcesywnie i merytorycznie pracował. Przy tym był ciepły i bardzo otwarty – wspomina Władysław Frasyniuk. - Uchodził za kompetentnego, propaństwowca. Młody z silnym charakterem i z wartościami - tak go zapamiętałem.

Być może właśnie dlatego, kiedy Leszek Balcerowicz został szefem nowopowstałej UW, ściągnął K. do Warszawy i zrobił go szefem biura Unii Wolności. Od tamtej chwili jego kariera nabrała rozpędu.

Dobrze wykształcony, po ekonomii na Uniwersytecie Szczecińskim i podyplomówkach z zarządzania i rachunkowości na SGH oraz administracji UW, stał się człowiekiem niezwykle pomocnym, w dodatku, jak zaznacza Władysław Frasyniuk, "bez wygórowanych ambicji politycznych".

Szef Celników zostaje wiceministrem

Do Głównego Urzędu Ceł K. ściągnęła inna legenda solidarnościowej opozycji i poseł Zbigniew Bujak, który pod koniec lat 90. został szefem celników. Jacek K. pracował tam do samego końca. Po likwidacji GUC wrócił do biznesu. Założył wówczas firmę i sprzedawał kanapki do sklepów i stacji benzynowych. Jego Firma "K2" szybko zdobyła rynki zagraniczne, gdzie zaopatrywała markety.

W końcu jednak postanowił wrócić, sprzedał swoje udziały w firmie, a od 2004 roku był już zastępcą szefa w szczecińskiej Izbie Celnej, by trzy lata później przejąć jej dowodzenie i dojść do stopnia odpowiadającego generalskiemu.

W służbie celnej trwał mimo kolejnych zmian w rządzie. Zaczynał za Jerzego Buzka, potem pracował w czasach rządów Millera, potem Belki, Marcinkiewicza i Kaczyńskiego aż po czasy Donalda Tuska. To właśnie koalicja PO-PSL zdecydowała się powierzyć mu stanowisko wiceministra finansów.

- Kiedy wszedł do administracji publicznej stał się politykiem. Nastąpiła pewna przemiana – przyznaje Władysław Frasyniuk. - Nie słyszałem jednak, aby – tak jak niektórzy twierdzą - stał się arogancki, wyniosły, czy źle traktował ludzi.

Nie zmienia to jednak faktu, że im bardziej rosła jego pozycja w resorcie, tym bardziej ludzie z jego otoczenia zaczęli obawiać się jego koneksji i wpływów. - Był specjalistą w posługiwaniu się paragrafami i szeregiem sloganów finansowych. Ślepo oddany przepisom. Trik ten stosował zarówno w dyskusjach z politykami, jak i w odpowiedział na pisane do rządu skarg – wyjaśnia Cezary Kazimierczak. - Był mistrzem kreowania wizerunku. To spowodowało, że przez lata utrzymywał się w rządzie mimo licznych zmian i zawirowań - stwierdza.

Bezwzględny szeryf walczy z bandytami

Wybuch afery hazardowej wbrew pozorom spowodował, że K. zamiast stracić zyskał. Jego notatki wskazujące na niejasne zainteresowanie pracami nad ustawa hazardową Zbigniewa Chlebowskiego i Adama Szejnfelda miały doprowadzić do poważnego kryzysu w rządzie.

Jak wspominają jego współpracownicy K. po niemal każdym spotkaniu skrupulatnie sporządzał notatki służbowe. - K. nagrywał wszystko i wszystkich. Nieważne czy spotykał się prywatnie, czy w gabinecie. Zawsze wszystko miał nagrane – mówi nam informator z branży hazardowej. - Pracował w takiej branży, że musiał uważać - zaznaczył.

Prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie afery hazardowej:

Pojawienie się informacji o rzekomym wywieranym wpływie Ryszarda Sobiesiaka i innych lobbystów na kształt przyszłych przepisów zmusił Donalda Tuska do powołania speckomisji. Ta jednak nic nie ustaliła.

Po tym czasie Jacek K. wypłynął niemal jako ostatni sprawiedliwy, żelazny szeryf walczący z hazardem i jednorękimi bandytami. Tropił też przemyt alkoholu, tytoniu i wszelkiej kontrabandy.

- Pozował na szeryfa, który jest tak bezwzględny i nieprzejednany – wspomina Kaźmierczak. - Twierdził, że mafia chce go wykończyć. Na tyle wykreował taki wizerunek, że otrzymał ochronę.

Jego pozycja stała się na tyle mocna, że nawet po dymisji jego przełożonego Jacka Rostowskiego, K. dostał zaufanie nowej szefowej rządu Ewy Kopacz.

Nie wszystkim jednak jego praca się podobała. - Nie zapisał się złotymi zgłoskami w historii polskiej przedsiębiorczości – zaznacza prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. Cezary Kazimierczak wypomina mu drastyczne podniesienie akcyzy, która miała spowodować zwiększenie szarej strefy i poważny uszczerbek dla budżetu, a przy okazji cios dla przedsiębiorców z branży.

- K. wyspecjalizował się w triku, który polegał na nagłej zmianie interpretacji jakiegoś przepisu, bez faktycznej zmiany prawa. W związku z tym miał możliwość reperowania budżetu przez naliczanie podatku na pięć lata wstecz. Uderzał tym samym głównie w małe firmy – wytyka mu Kaźmierczak.

Po przegranej PO w kolejnych wyborach zajął się biznesem. W kwietniu 2016 Jacek K. związał się z międzynarodową spółką prawniczą Sandler & Travis Trade Advisory Services (STTAS). To w niej miał zajmować się doradztwem. Niektórzy wytykali mu przejście na drugą stronę mocy i zarzucali, że teraz były wiceminister finansów będzie pomagał optymalizować należności celne i podatkowe.

Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
kasa kasty
2018-04-09 12:47
tak walczył że...lały się...tys.hektolitrów nieclonej nafty i szpirytusa royal a frasunjuk to wszytko woził lyzyngowanymy tyramy
Bożesław
2018-04-01 23:21
Styl i technologia pracy K. to wypisz wymaluj szkoła Jerzego Kapicy, drobnego przedsiębiorcy ze Szczecina.
fred
2018-03-30 19:16
złodziej krzyczy łapać złodzieja ! ale jaja to jest taki cwaniak jakiego świat nie widział !
Pokaż wszystkie komentarze (202)