Wołowina z Polski pod lupą czeskich służb. Będą nadzwyczajne kontrole po wykryciu salmonelli

W 700-kilogramowej partii mięsa wołowego z Polski, która trafiła do magazynu pod Pragą, wykryto groźne dla zdrowia bakterie salmonelli - poinformował czeski minister rolnictwa Miroslav Toman. Zapowiedział, że teraz wołowina z naszego kraju będzie poddana skrupulatnym kontrolom.

Czesi mają zarzuty wobec polskiej wołowiny.
Źródło zdjęć: © Fotolia
Tomasz Sąsiada

Mięso wołowe z salmonellą odkryto w miejscowości Dolni Jirczany w pobliżu Pragi, w magazynach firmy Frost Logistics - podaje Polska Agencja Prasowa.

Czytaj też: Same straty wizerunkowe to dziesiątki milionów euro. Ekspert o aferze mięsnej

- Trwające od początku lutego wzdłuż czesko-polskiej granicy wyrywkowe kontrole transportów wołowiny z Polski, prowadzone przez policję, służbę celną i weterynaryjną zostaną w porozumieniu z ministrem spraw wewnętrznych rozszerzone na cały kraj - powiedział Toman, cytowany przez PAP.

Nadzwyczajne kontrole ruszą od czwartku.

Toman był też pytany o to, czy rozważa wprowadzenie zakazu importu wołowiny z Polski. O tym, że taka opcja jest możliwa, informował już na początku lutego. Była to reakcja na ujawnienie afery w polskich ubojniach. Trafiały do nich schorowane i padłe zwierzęta, których mięso nigdy nie powinno trafić do sklepów.

- O wprowadzeniu zakazu myślimy, ale nic nie możemy teraz z tym zrobić i dlatego, jak mówię, całe mięso, które zostanie sprowadzone z Polski, musi przejść kontrole - powiedział w środę czeski minister rolnictwa.

Tymczasem, jak podaje radio Zet, poowołując się na słowa Głównego Lekarza Weterynarii, Czechy nie umieściły informacji o wykryciu salmonelli w polskiej wołowinie w unijnym systemie ostrzegania RASFF. Tamtejsze służby weterynaryjne nie poinformowały też resortu rolnictwa o tej sprawie.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Wybrane dla Ciebie