Szantażują stolicę Niemiec. Żądają okupu. Burmistrz zabiera głos

Berlin jest szantażowany przez hakerów, którym na początku sierpnia udało się włamać do miejskich systemów i wykraść z nich dane - poinformował burmistrz niemieckiej stolicy Kai Wegner. Oświadczył, że żądanie okupu dotarło do władz w czwartek wieczorem - podaje BBC.

Wykradli dane i szantażują stolicę Niemiec. Żądają okupuWykradli dane i szantażują stolicę Niemiec. Żądają okupu
Źródło zdjęć: © NurPhoto via Getty Images | Emmanuele Contini
Tomasz Sąsiada

Choć Wegner nie ujawnił kwoty żądanego okupu, według tygodnika "Der Spiegel" chodzi o 30 bitcoinów, czyli około 2 mln euro - podała BBC w nocy z piątku na sobotę. - Berlin nie da się szantażować – powiedział w piątek burmistrz Berlina. Poinformował, że policja, prokuratura i federalne służby bezpieczeństwa pracują nad sprawą "w trybie pilnym". Dodał, że trwają także dochodzenia dotyczące "zawartości i zakresu danych, do których uzyskano nieuprawniony dostęp".

Do wycieku danych doszło w dniach 7-12 sierpnia. 14 sierpnia wyłączono część miejskich systemów internetowych, co na kilka dni uniemożliwiło składanie wniosków o dodatki mieszkaniowe i dokonywanie płatności.


WIDEO
"Łatwiej ukraść milion niż zarobić sto tysięcy". Złodzieje niemal bezkarni


Jak poinformowali urzędnicy, późniejsze analizy wykazały kolejne wycieki danych, tym razem w berlińskim wydziale transportu i ochrony środowiska. "Nie można wykluczyć, że naruszenie mogło objąć również dane osobowe lub inne informacje niejawne" – podało w piątkowym komunikacie biuro burmistrza.

Wystawią dane na sprzedaż?

Do ataku przyznała się grupa hakerska Rhysida, która – jak się przypuszcza – działa z terytorium Rosji i Europy Wschodniej, i stała za cyberatakiem na British Museum w 2023 roku. Jak podała agencja Reuters, na swojej stronie internetowej grupa zapowiedziała, że za siedem dni rozpocznie aukcję 5,79 terabajta skradzionych danych.

"Der Spiegel" opublikował zrzut ekranu ze strony Rhysidy w sieci dark web. Grupa twierdzi, że posiada pliki zawierające m.in. umowy, porozumienia o zachowaniu poufności (NDA), akta osobowe, hasła oraz tysiące danych kontaktowych osób prywatnych. Na stronie widnieje również licznik odliczający czas do rozpoczęcia aukcji skradzionych danych. Cena wywoławcza to 30 bitcoinów, czyli tyle, ile sprawcy żądają od władz Berlina – podała gazeta.

Wybrane dla Ciebie