Wypadek w autobusie cofnął leczenie. Spór z ubezpieczycielem
Po latach walki z agorafobią pani Zoriana wróciła do normalnego życia i samodzielnych podróży. Jeden wypadek w autobusie sprawił jednak, że objawy wróciły. Ubezpieczyciel wypłacił jej 500 zł, odmawiając pokrycia kosztów leczenia - opisała "Gazeta Wyborcza".
Pani Zoriana przez lata zmagała się z agorafobią i napadami lęku. Dzięki terapii jej stan się poprawił – była w stanie samodzielnie dojeżdżać do pracy autobusem.
Wszystko zmieniło się po zdarzeniu w Gliwicach. Wysiadając na przystanku blisko domu, została przytrzaśnięta drzwiami autobusu. – Nie wiem, czy kierowca mnie nie widział, czy nie spojrzał, ale przytrzasnął mnie. Nie mogłam się wydostać, przez szarpaninę potargałam sobie kurtkę – relacjonuje.
Kobieta upadła na chodnik, gdy drzwi się otworzyły. W autobusie niemal nie było pasażerów i nikt nie zareagował.
Po wyborach na Węgrzech wraca temat przyjęcia euro. Kiedy czas na Polskę?
Powrót choroby i kosztowne leczenie
Po zdarzeniu pani Zoriana zgłosiła się po pomoc medyczną i na policję. Kierowca został ukarany pouczeniem - czytamy.
Najpoważniejsze konsekwencje pojawiły się jednak później. – Po tym zdarzeniu już nie wsiadłam do autobusu. (…) Nie mogę sobie z tym poradzić – mówi.
Kobieta rozpoczęła prywatne leczenie psychiatryczne. Lekarka potwierdziła objawy potraumatyczne. Koszt jednej wizyty wynosił od 150 do 600 zł. – Może dla kogoś to błahe, ale dla mnie to realny problem, który rzutuje na całe moje życie – podkreśla.
Spór z ubezpieczycielem
Pani Zoriana zgłosiła sprawę do ubezpieczyciela przewoźnika. Otrzymała 500 zł odszkodowania za uszkodzoną kurtkę i obrażenia fizyczne. – Trauma się dla nich nie liczy, bo jej nie widać – mówi.
Ubezpieczyciel odmówił pokrycia kosztów prywatnego leczenia. W uzasadnieniu wskazano, że kobieta nie skorzystała z publicznej opieki zdrowotnej, przez co zwiększyła koszty - opisuje "Gazeta Wyborcza".
- Nie mamy też podstaw, aby wypłacić wyższą kwotę zadośćuczynienia – poinformowano. Dodano, że "negatywne przeżycia i przemijający stres nie stanowią podstawy do przyznania zadośćuczynienia".
Firma podkreśliła również, że obowiązkiem poszkodowanego jest minimalizowanie szkody, w tym korzystanie z leczenia w ramach NFZ.
Pani Zoriana przekazała ubezpieczycielowi dokumentację medyczną, jednak – jak twierdzi – nie przyniosło to efektu. Prosiła także o badanie przez lekarza wskazanego przez firmę.
Rzecznik Ergo Hestii odmówił komentarza, powołując się na tajemnicę ubezpieczeniową. Kobieta nie liczy już na zmianę decyzji. – Niech to chociaż będzie nauczka na przyszłość – mówi.
Źródło: Gazeta Wyborcza