Zaledwie 11 mln Polaków? Eksperci: Rząd nie przejmuje się demografią
Polski rząd nie uwzględnia wpływu nowych ustaw na demografię, mimo rosnącego kryzysu ludnościowego. Eksperci podkreślają brak analizy skutków nowych projektów ustaw, co może prowadzić do dalszego pogarszania się sytuacji - pisze "Rzeczpospolita".
Rząd zaniedbuje analizę wpływu nowych projektów legislacyjnych na dzietność. W dokumentach oceny skutków regulacji brakuje szczegółowości dotyczącej wpływu na liczbę urodzeń. Jak podaje "Rzeczpospolita", legislatorzy często pomijają ocenę demograficzną, mimo że powinni uwzględniać ją przy projektowaniu nowych przepisów.
Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, odpowiedzialne za reformę PIP, potwierdziło w odpowiedzi na pytania "Rzeczpospolitej", że "reforma pośrednio wspiera bezpieczeństwo rodzin i obywateli, a w konsekwencji demografię".
NBP chce nadal zwiększać zapasy złota. Ekonomista: dziś to bardziej kontrowersyjny temat
Resort nie odpowiedział na pytanie, dlaczego nie napisał o tym w ocenie skutków regulacji, ale zapewnił, że "do wyzwań demograficznych podchodzi w sposób holistyczny", dodając, że funkcjonuje w nim "Rada ds. Polityki Rodzinnej i Demograficznej, a działania w tym obszarze są koordynowane również w formule międzyresortowej".
Polska się kurczy
Ekspert Mateusz Łakomy zwraca uwagę, że pozostawienie "kratki demograficznej" pustej pozwala uniknąć trudnych pytań. Według danych GUS w listopadzie 2025 r. urodziło się 17 tys. dzieci, a zmarło 30,5 tys. osób, zaś skumulowana liczba urodzeń za ostatnie 12 miesięcy po raz pierwszy spadła poniżej 240 tys. Współczynnik dzietności za 2024 r. wyniósł zaledwie 1,099, a wstawienie go do modeli matematycznych prowadzi do szokujących wniosków, że w 2100 r. Polaków będzie 11,2 mln, a w 2200 roku… 1,1 mln.
"Puls Biznesu" informował pod koniec ubiegłego roku, że już w 90 powiatach wskaźnik dzietności spadł poniżej jednego dziecka na kobietę. To historyczne minimum, które oddala kraj od zastępowalności pokoleń.