"Żółta kartka dla całej sceny politycznej". Ekonomista komentuje decyzję S&P

Tomasz Sąsiada
Na zdjęciu premier Donald Tusk i minister finansów i gospodarki Andrzej DomańskiNa zdjęciu premier Donald Tusk i minister finansów i gospodarki Andrzej Domański
Źródło zdjęć: © East News | WOJCIECH STROZYK/REPORTER

- S&P była ostatnio najbardziej cierpliwą agencją. Nastąpiło jednak dalsze pogorszenie wskaźników dla polskich finansów publicznych oraz nasilenie konfliktu politycznego, więc to wszystko przestaje mieścić się w ramach dopuszczalnych dla ratingu na takim poziomie – ocenia decyzję o obniżeniu perspektywy ratingu Polski główny ekonomista ING Banku Śląskiego Rafał Benecki.

Agencja ratingowa S&P Global w piątek utrzymała długoterminowy rating Polski w walucie obcej na poziomie "A-", ale obniżyła perspektywę tego ratingu ze stabilnej do negatywnej. Obniżyła też rating w walucie krajowej z "A" do "A-" z perspektywą negatywną.

- Przewidywaliśmy taką decyzję. Tendencje ostatnich lat wymagały już reakcji, S&P była ostatnio najbardziej cierpliwą agencją. Nastąpiło jednak dalsze pogorszenie wskaźników dla polskich finansów publicznych oraz nasilenie konfliktu politycznego, więc to wszystko przestaje mieścić się w ramach dopuszczalnych dla ratingu na takim poziomie – ocenił w rozmowie z Polską Agencją Prasową Rafał Benecki.


WIDEO
"Nikt nie jest przygotowany". Polak wrócił do OpenAI i ostrzega

Jego zdaniem w uzasadnieniu decyzji widocznie podkreślonych zostało kilka czynników, które się na nią złożyły. Przede wszystkim jest to pogorszenie deficytu sektora finansów publicznych. - W stosunku do tego, czym agencja dysponowała podczas majowego przeglądu, mamy gorszy wynik deficytu dla lat 2025, 2026 oraz zaplanowanego na 2027. To wpisuje się w widoczną od kilku lat tendencję przekraczania wyznaczonych wcześniej poziomów deficytu – wskazał Benecki.

Dodał, że agencja zwróciła także uwagę na narastający konflikt polityczny w Polsce, który nie daje nadziei na szybkie dostosowanie fiskalne. - Chodzi tutaj o weta do ustaw podatkowych, mających zwiększyć dochody budżetu, ale także na opór w przywracaniu instytucji "checks and balances" – wymienił.

Ekonomista podkreślił, że agencja S&P słusznie obniżyła rating Polski w 2016 roku, właśnie pod wpływem osłabiania instytucji państwa prawa, oraz systemu "checks and balances", czyli "powstrzymywania zapędów polityków przez niezależne instytucje państwowe".

- Agencja była wtedy przedmiotem głębokiej krytyki, nawet cofnęła decyzję. Po latach okazuje się, że mieli dobrą intuicję. I to wtedy zmieniła się tendencja polskich ratingów. Po dekadach awansów i latach utrzymywania się w lidze A, nastąpiła zmiana tendencji na słabszą – stwierdził ekonomista.

W jego opinii obecna listopadowa ocena sytuacji przez S&P jest surowsza niż ta, której agencja dokonała w maju tego roku. - Do niedawna agencja utrzymywała swoją stabilną ocenę Polski, bo mocna gospodarka bilansowała słabsza kondycję finansów publicznych, ale to już nie wystarcza. Wysokie deficyty i wzrost długu wymagały zmiany perspektywy ratingu. W maju agencja podkreśliła, że Polska jest najszybciej rosnącym krajem spośród tych, których rating obserwuje. Obecnie czytamy, że Polska jest krajem, którego dług rośnie najszybciej - powiedział.

"Cierpliwość S&P się wyczerpała"

Rafał Benecki dodał, że także postawione w uzasadnieniu warunki przywrócenia stabilnej perspektywy są surowsze niż wcześniej, bo wskazuje się, iż konieczne byłoby stałe i znaczące obniżenie deficytu. - To pokazuje, że cierpliwość S&P się wyczerpała – zaznaczył.

Ekonomista wskazał ponadto, że S&P dokonała zrównania oceny kredytowej długu w walucie krajowej z długiem w walutach obcych. - To jest symboliczny gest. Normalnie rating krajowy jest wyższy, bo łatwej finansuje się dług w walucie krajowej niż obcej. Jednak negatywne tendencje ostatnich lat sprawiły, że ta naturalna elastyczność, jaką daje własna waluta czy głęboki krajowy rynek finansowy, ułatwiając finansowanie ogromnych potrzeb pożyczkowych są już niewystarczające dla utrzymania wyższego ratingu krajowego – powiedział Benecki.

Podkreślił, że decyzja S&P to sygnał dla polityków i społeczeństwa.

- To jest żółta kartka dla polityków, pokazana im na samym starcie kampanii wyborczej. To sygnał, że konieczne jest prawdziwe dostosowanie fiskalne i wprowadzenie tego elementu do debaty publicznej w wiarygodnej formie. Decyzja agencji pozwala wyborcom zrozumieć, że wielu polityków nie czuje powagi sytuacji. Obecny początek kampanii wyborczej wygląda tylko nieznacznie inaczej niż wcześniej, mamy mniej szastania wielkimi kwotami, ale jednak wciąż wiele ugrupowań mówi czy to o obniżkach podatków, czy to o zwiększeniu wydatków, nie wskazując wiarygodnych źródeł pokrycia tych wydatków – stwierdził główny ekonomista ING BSK.

Uznał jednak, że decyzja S&P nie będzie miała większego wpływu na sytuację na rynkach. - Inwestorzy od dawna już wyceniają polski dług tak, jakby nasz kraj miał niższy rating. Zmiana perspektywy ratingu nie odbije się więc na wycenach polskich aktywów – podsumował Rafał Benecki.

Tak swoją decyzję wyjaśnia S&P

"Korekta prognozy odzwierciedla zwiększone ryzyko, że gwałtownie rosnące zadłużenie Polski może ograniczyć zdolność rządu do reagowania na wstrząsy gospodarcze i negatywnie wpłynąć na wzrost gospodarczy. Zadłużenie publiczne Polski gwałtownie rośnie" – napisała w uzasadnieniu swojej decyzji S&P.

"Prognozujemy, że do 2029 r. dług netto przekroczy 70 proc. PKB, co oznacza wzrost o ponad 20 punktów procentowych w ciągu pięciu lat i jedno z najpoważniejszych pogorszeń sytuacji budżetowej na świecie. Deficyty budżetowe gwałtownie wzrosły w ostatnich latach, osiągając średnio ponad 7 proc. PKB w latach 2025 i 2026, co wynika z wysokich wydatków na obronność (4–5 proc. PKB), rosnących wydatków socjalnych oraz znacznych kosztów wynagrodzeń w sektorze publicznym" – wylicza agencja.

"Przed wyborami parlamentarnymi w 2027 r. mało prawdopodobna jest znacząca konsolidacja budżetowa, a deficyty sektora ogólnego przewiduje się na poziomie 7,1 proc. PKB w 2027 r. i 6,2 proc. w 2028 r. Rząd Polski może być zmuszony do gwałtownej konsolidacji budżetowej w latach 2029 i 2030 – ze względu na zbliżające się konstytucyjne limity zadłużenia – o ile rosnące koszty finansowania nie spowodują wcześniejszych, podyktowanych sytuacją rynkową korekt budżetowych. Oba scenariusze będą prawdopodobnie wiązały się z recesją i negatywnie wpłyną na perspektywy wzrostu gospodarczego" – dodaje.

"W przededniu wyborów parlamentarnych kształtowanie polityki nadal napotyka trudności. Rząd pod przewodnictwem premiera Donalda Tuska wciąż boryka się z ograniczeniami w realizacji programu legislacyjnego i konsolidacji budżetowej, biorąc pod uwagę prawo weta prezydenta Karola Nawrockiego, który jest politycznie powiązany z opozycyjną partią Prawo i Sprawiedliwość, oraz brak w rządzie większości trzech piątych głosów niezbędnej do odrzucenia prezydenckiego weta" – zwraca uwagę S&P.

Wybrane dla Ciebie