"Żyjemy z 800 plus". Rolnicy z uprawami ziemniaka na krawędzi
Producenci ziemniaków alarmują o gniciu tysięcy ton towaru wobec braku zbytu i skrajnie niskich cen. - Rolniczka mówiła mi, że obecnie żyje z 800 plus. Kiedyś przy 50 hektarach starczało jej na wszystko, a dziś córka musiała iść do pracy, bo ta nie ma z czego płacić za jej studia - powiedziała "Tygodnikowi Rolniczemu" Agnieszka Tołłoczko-Wróbel, producentka ziemniaka z woj. warmińsko-mazurskiego.
Kryzys na rynku ziemniaka daje o sobie znać w Polsce, ale i Europie od wielu tygodni. Ziemniaki zalegają w przechowalniach, a ceny – jak relacjonują rolnicy – nie pokrywają kosztów produkcji. W konsekwencji część gospodarstw ma problem, by wyjść "na zero" po opłaceniu paliwa, prądu czy rat kredytów. Nie pomaga nawet efekt skali przy większej produkcji.
Ziemniaki gniją, rolnicy tracą. Dramatyczne historie
O sytuacji pisze "Tygodnik Rolniczy", który przywołał głos rolniczki, zajmującej się uprawą ziemniaków. - Dzisiaj napisał jeden rolnik: "mam 300 ton ziemniaka w magazynie, jestem bankrutem, nie mam na nic". Inny ma 1500 ton i nie ma gdzie tego sprzedać. Nie ma biogazowni w pobliżu, nie ma zakładu przemysłowego, nie ma też pieniędzy na transport. Ludzie mówią już nie o stracie, tylko o tym, że nie mają za co żyć - relacjonuje tygodnikowi Agnieszka Tołłoczko-Wróbel, ze Szkotowa w woj. warmińsko-mazurskim.
Wspomniała, że zna osobiście historię, w której rolniczka ma na przeżycie tylko środki z powszechnego świadczenia dla dzieci.
Rynek pracy ma problem. Polska potrzebuje imigrantów bardziej niż myśli
Mówiła mi, że nie ma nawet litra paliwa w ciągnikach. Obecnie żyje z 800 plus. Kiedyś przy 50 hektarach starczało jej na wszystko, a dziś córka musiała iść do pracy, bo ta rolniczka nie ma z czego płacić za jej studia. Po prostu nie ma gdzie sprzedać ziemniaków - powiedziała Tołłoczko-Wróbel.
Sama przyznaje, że w jej gospodarstwie może zostać ok. 1 tys. ton niesprzedanych sadzeniaków, co – jak szacuje – może oznaczać ok. 3 mln zł strat. Dodaje, że rezygnuje nawet z ubezpieczeń w gospodarstwie, bo nie ma na opłacenie składek.
Ponad 120 hektarów zaoraliśmy. Tego w ogóle nie zebraliśmy. Dlaczego? Bo przy 20 groszach za kilogram to, co bym wykopała, wydałabym potem na sam transport. To byłoby dokładanie do straty - tłumaczy rolniczka z woj. warmińsko-mazurskiego.
Petycja "Kryzys na rynku ziemniaka" i postulowane dopłaty dla rolników
W internecie pojawiła się petycja do Donalda Tuska, ministra rolnictwa Stefana Krajewskiego i ministra finansów Andrzeja Domańskiego pod hasłem "Kryzys na rynku ziemniaka – pilna pomoc dla polskich rolników". Jej autorzy alarmują, że "polscy rolnicy stoją dziś na krawędzi".
Domagają się pilnej reakcji państwa, ostrzegając, że w przeciwnym razie "wiele gospodarstw nie przetrwa tego sezonu". Uprawiający ziemniaki domagają się dopłat w kwocie 40 groszy/kg ziemniaka przeznaczonego na biogazownie, zakładów przemysłowych lub innego miejsca utylizacji obejmujących koszty załadunku, transportu i jego utylizacji oraz 60 groszy/kg do niesprzedanego ziemniaka sadzeniaka i jego utylizacji (według danych ewidencyjnych ARiMR).
- To jest "kroplówka", żeby rolnicy nie umarli. To nie jest pomoc, która pokryje wszystkie straty. To jest tylko coś, co może dać ludziom trochę oddechu i sprawić, że ktoś nie upadnie już teraz, natychmiast. Bo dziś wielu producentów nie walczy o zysk, tylko o to, żeby dotrwać do jutra - mówi Tołłoczko-Wróbel.
źródło: "Tygodnik Rolniczy"