Historyczna granica na amerykańskich stacjach paliw została właśnie przekroczona. Olej napędowy przekroczył cenę 6 dol. za galon i jest obecnie o kilkanaście procent droższy niż jeszcze w sierpniu, a w ujęciu rocznym wzrost ten zbliża się do poziomu 70 proc.
Agencja Reuters zauważa, że głównym motorem napędowym tych podwyżek są rosnące notowania ropy naftowej. Ceny surowca na światowych rynkach przebiły barierę 100 dolarów za baryłkę. Eksperci wiążą tę sytuację z eskalacją konfliktu na Bliskim Wschodzie oraz zakłóceniami w żegludze przez cieśninę Ormuz. Nie bez znaczenia pozostają również ataki na rosyjskie rafinerie, a także ograniczenia eksportowe wprowadzane przez władze w Moskwie i Pekinie, co skutecznie dławi globalną podaż paliw.
DLA CIEBIEWolność czy pieniądze? Zawsze płacisz jakąś cenę - Alina Sztoch II Pierwsza Praca #2
Gospodarka odczuje wyższe koszty transportu
Olej napędowy to fundament funkcjonowania łańcuchów dostaw, zasilający ciężarówki, pociągi, statki oraz maszyny rolnicze. Patrick De Haan, analityk platformy GasBuddy, ocenił w mediach społecznościowych, że rekordowe ceny wpłyną na każdy ładunek i każdą dostawę, co prawdopodobnie na nowo rozpali inflację na wszystkich etapach łańcucha dostaw. Przedstawiciele branży paliwowej przyznają, że tak gwałtowne zmiany kosztów stanowią ogromne wyzwanie dla płynności finansowej przedsiębiorstw.
Alex Ryan z firmy Oasis Energy podkreślił w rozmowie z Reutersem, że w ciągu zaledwie pięciu miesięcy ceny diesla wzrosły ponad dwukrotnie. Z kolei Arthur Erickson, szef firmy Hylio z branży rolniczej, zwrócił uwagę na narastającą frustrację farmerów. Amerykański sektor rolniczy mierzy się obecnie z podwójnym uderzeniem – rosnącymi kosztami produkcji oraz spadającymi cenami skupu plonów.
Sytuację na rynku dodatkowo komplikuje relatywnie niski poziom rezerw paliwowych w Stanach Zjednoczonych. Według danych Energy Information Administration (EIA) zapasy diesla są o kilkanaście procent niższe niż wynosi średnia z ostatnich pięciu lat. Linda Giesecke z firmy Rapidan Energy prognozuje, że z powodu napiętej sytuacji na rynkach globalnych wysokie marże i zmienność cen utrzymają się co najmniej do początku przyszłego roku. Szybka odbudowa zapasów będzie trudna ze względu na zbliżający się sezon prac konserwacyjnych w rafineriach.
Polityczny ból głowy przed wyborami
Kwestia rosnących kosztów życia i paliw staje się jednym z centralnych tematów kampanii przed listopadowymi wyborami do Kongresu. Z perspektywy administracji Donalda Trumpa i Partii Republikańskiej, obecna sytuacja gospodarcza mocno komplikuje walkę o utrzymanie większości parlamentarnej. Biały Dom zapewnia jednak, że prezydent skupia się na zwiększeniu amerykańskich mocy rafineryjnych i obniżeniu kosztów energii.
Rzeczniczka administracji Taylor Rogers oświadczyła, że celem rządu pozostaje uwolnienie amerykańskiej dominacji energetycznej i pozostawienie większej ilości pieniędzy w kieszeniach obywateli. Przedstawiciele władz argumentują, że ceny ostatecznie spadną, ponieważ Stany Zjednoczone utrzymują kontrolę nad strategiczną cieśniną Ormuz.
Najnowsze badania opinii publicznej wskazują jednak, że rosnące koszty życia stają się kluczowym czynnikiem przy urnach wyborczych. Z sondaży przeprowadzonych przez Reuters i Ipsos wynika, że to Demokraci cieszą się obecnie większym zaufaniem społecznym w kwestii radzenia sobie z problemami gospodarczymi. Sam prezydent przyznał niedawno, że realna ulga dla kierowców i przedsiębiorców może nadejść dopiero po rozstrzygnięciach wyborczych, co sugeruje, że w najbliższych tygodniach Amerykanie muszą przygotować się na utrzymanie wysokich cen na stacjach.