Ponowny wzrost cen na stacjach stał się politycznym paliwem do rozliczeń z obecnym rządem. Im głośniej premier Donald Tusk przez ostatnie tygodnie domagał się od prezydenta Nawrockiego podpisania ustawy o nadzwyczajnych zyskach paliwowych, tym intensywniej politycy i komentatorzy związani z prawicą przypominali jego deklarację przed wyborami.
Prezydent o benzynie po 5,19 zł
"Wszyscy pamiętamy te kampanijne obietnice: tylko nas wybierzcie, a benzyna będzie po 5,19. Obecny premier przekonywał, że wie, jak to zrobić, i że to jest jedna, prosta decyzja, że wystarczy obniżyć podatek VAT. Dziś jednak tych prostych decyzji jakoś nie może podjąć, a zamiast tego zasłania się ustawą" – mówił w czwartkowym orędziu prezydent. "W imieniu Polaków stawiam przy tym konkretne oczekiwania: obniżki na stacjach mają nastąpić od razu i powinny doprowadzić ceny paliw do poziomu obiecanego Polakom w kampanii wyborczej" – dodał Karol Nawrocki.
"Wiadomo, co mówił Donald Tusk. Benzyna miała być po 5,19 zł. Tymczasem benzyna dochodzi do 8 zł" – przypominał też były premier Mateusz Morawiecki kilka dni temu, występując na tle pylonu Orlenu.
Dlaczego "5,19" na pylonach nie wróci?
Prezydent i opozycja podpisanie ustawy wykorzystują jako sposób nacisku na rząd. Oczekują, że premier Donald Tusk zrealizuje swoją "obietnicę" – przed wyborami, odnosząc się do ówczesnych realiów rynkowych, mówił bowiem, że benzyna na stacjach powinna kosztować 5,19 zł za litr. Michał Stajniak weryfikuje te oczekiwania.
Dlaczego paliwo nie będzie po 5,19 zł? Paliwo to nie tylko ropa i składa się z wielu czynników, takich jak marże i podatki. Jak wyglądało to przed obniżką? Przy założeniach, o ile mogą spaść ceny paliw w ramach nowego programu CPN, litr diesla po obniżkach składa się z (składników na litr): koszt ropy (Brent 100 USD): 2,42 (oczywiście część zakupiona była niżej, ale w ostatnim czasie na spocie zakupy były po cenach nawet 120–130 USD za baryłkę); akcyza (już obniżona): 0,88; opłata paliwowa i emisyjna: 0,45; marża rafineryjno-detaliczna: 3,30; VAT 8 proc.: 0,56; razem: 7,62 – wylicza analityk.
Z tej struktury jasno wynika, że nawet całkowita rezygnacja państwa z wpływów podatkowych nie pozwoliłaby na osiągnięcie postulowanej ceny.
Żeby dojść do 5,19 za litr diesla, trzeba usunąć 2,43 zł. Wszystkie podatki razem wzięte, akcyza plus opłata paliwowa plus VAT, to 1,90 zł. Zabraknie 53 groszy. Mówiąc wprost: gdyby rząd zniósł całą akcyzę, całą opłatę paliwową i cały VAT, diesel kosztowałby 5,72 zł, nie 5,19. Postulat jest poniżej ceny, jaką ma paliwo przy zerowym opodatkowaniu – tłumaczy Stajniak.
W przypadku benzyny matematyka wygląda nieco inaczej, jednak wiąże się z niemożliwymi do spełnienia warunkami prawnymi. – Na benzynie jest formalnie wykonalny, ale tylko teoretycznie: przy zerowych podatkach wychodzi 4,75 zł, tyle że oznaczałoby to oddanie całej akcyzy i całego VAT, czyli prawie 2 zł z każdego litra – wylicza ekspert XTB.
Było blisko 5,19. Ale nie "przez Tuska"
Jak tłumaczył w swojej opinii dla money.pl Karol Fejfer, obecny szef rządu, będąc jeszcze liderem opozycji, składał obietnice, które z perspektywy czasu można uznać za mocno oderwane od realiów. To zresztą częsty mechanizm polityczny: ci, którzy pozostają poza władzą, mogą pozwolić sobie na znacznie więcej w deklaracjach, bo nie odpowiadają za ich realizację. Rzadko wspomina się jednak o jednym szczególe.
Jak zauważa Fejfer, w pewnym momencie cena paliwa faktycznie zbliżyła się do wskazywanego poziomu 5,19 zł za litr. Stało się tak nie dzięki rynkowym procesom, a za sprawą działań podejmowanych przez rządzących. Jak zatem?
Dzisiejsze 5,19 zł nie ma tej samej wartości co trzy lata temu, podobnie jak rekordowe ceny benzyny i diesla z czasów rządów PiS nie są wprost porównywalne z obecnymi.
Fejfer tłumaczył, że po uwzględnieniu wzrostu cen w gospodarce okazuje się, że 5,19 zł z 2022 r. odpowiada dziś mniej więcej 6,50 zł. A w czasie obowiązywania programu "CPN" litr benzyny 95 kosztował nawet 6,41 zł, a więc mniej niż wynosił przeliczony na obecne warunki poziom wskazywany kiedyś przez Tuska.
Trzeba jednak podkreślić, że ani wcześniejszy spadek, ani obecny wzrost cen paliw nie jest bezpośrednio efektem działań ani rządu Donalda Tuska, ani prezydenta Karola Nawrockiego. Głównym źródłem podwyżek są napięcia na światowym rynku ropy po amerykańskim ataku na Iran i późniejszych zakłóceniach dostaw surowca. Podobny mechanizm działał już po rosyjskiej agresji na Ukrainę, kiedy ceny paliw również gwałtownie rosły.
Jak podkreślał w swojej opinii Kamil Fejfer, spór o ceny paliw ma dziś przede wszystkim charakter polityczny. Zarówno obóz rządowy, jak i prezydencki próbują przedstawić się jako strona walcząca o tańsze tankowanie, proponując obniżki podatków i różne formy interwencji na rynku. Wysokie ceny paliw są ważnym elementem politycznej rywalizacji, bo wyborcy zwykle w pierwszej kolejności rozliczają z nich rząd.