Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
oprac. DSŁ
|
aktualizacja

RPP zaskoczyła podwyżką stóp procentowych. Prezes Adam Glapiński tłumaczy decyzję

Podziel się:

Kwietniowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej przyniosło zaskakujący efekt. Stopy procentowe wzrosły dwukrotnie mocniej, niż prognozowali ekonomiści. Prezes NBP i przewodniczący RPP Adam Glapiński na specjalnej konferencji wskazał m.in., że gdyby nie wojna, inflacja w Polsce byłaby znacznie mniejsza. Zamiast 11 proc. byłoby 6-7 proc. "Żadnych pułapów sobie nie wyznaczamy" - wskazał prezes pytany o kolejne podwyżki stóp procentowych.

RPP zaskoczyła podwyżką stóp procentowych. Prezes Adam Glapiński tłumaczy decyzję
Prezes NBP Adam Glapiński tłumaczy kwietniowe podwyżki stóp procentowych (Flickr, NBP)

RPP zdecydowanie reaguje na dwucyfrową inflację. Zdecydowała w środę o podwyżce stóp procentowych. Główna stawka oprocentowania wzrosła z 3,5 do 4,5 proc. wobec prognozowanych 4 proc.

Dla osób spłacających raty kredytów i tych, którzy dopiero zamierzają pożyczyć pieniądze, oznacza to jeszcze większe koszty. Co gorsza, prawdopodobnie na tym podwyżki stóp procentowych się nie skończą. Według BGK granicą może być 5,5 proc. Co na to prezes NBP?

- Inflacja jest bardzo silnie podbita w górę przez wojnę w Ukrainie - podkreślił prezes NBP Adam Glapiński podczas specjalnie zorganizowanej konferencji. To powód, dla którego RPP zdecydowała się na silną podwyżkę stóp procentowych.

Stopy procentowe. Co dalej?

Glapiński wskazał, że państwo stoi teraz przed poważnymi wyzwaniami. Musi ponieść szereg wysokich obciążeń finansowych, wynikających m.in. z dużej liczby uchodźców z Ukrainy. Będą temu towarzyszyć duże wydatki zbrojeniowe. Do tego dochodzi silna inflacja i konieczność rozszerzenia polityki fiskalnej rządu. To trzy czynniki, którymi prezes NBP uzasadnił zaskakująco mocną podwyżkę stóp procentowych.

Podkreślił też, że nie było to działanie wyprzedzające. Nie wykluczył dalszych podwyżek. Pytany o to, gdzie jest granica bezpiecznych dla gospodarki pułapów stóp, szef NBP unikał jednoznacznej odpowiedzi. Zaznaczył też, że obecne stopy procentowe nie są wysokie.

- Zrobimy to, co będzie potrzebne. Nie wiem, co zrobimy za miesiąc. Nie wiem, co stanie się z wojną, z surowcami energetycznymi itp. Sytuacja jest dynamiczna, ale nad nią panujemy. Mamy silny rząd, profesjonalny bank centralny i gospodarkę w stanie równowagi - zapewnił.

Nie zdradził, jak wysoko mogą wzrosnąć stopy procentowe. Nie padły też żadne daty.

- Podwyżki stóp procentowych nastąpiły w najbardziej odpowiednim momencie. Potwierdzają to najbardziej wiarygodne instytucje - wskazał Glapiński. Odniósł się w ten sposób do sugestii części ekonomistów, którzy krytykowali wcześniej NBP za spóźnioną reakcję na rosnącą inflację.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Zobacz także: "Tarcza antyputinowska" wspomoże gospodarkę? Ekspert: Trzeba się wziąć do roboty

Stopy procentowe a raty kredytów

Prezes nawiązał do kwestii rat płaconych przez kredytobiorców, które w ostatnich miesiącach znacząco wzrosły. Ocenił, że nikt nie powinien być zaskoczony, iż po czasie zerowych stóp procentowych musiały nadejść podwyżki.

- Śledzimy sytuację kredytobiorców. Kontaktujemy się z KNF. Według naszych danych nie ma żadnego niepokojącego wzrostu kredytów niespłacalnych. Jest też uruchomiony fundusz wsparcia kredytobiorców, więc jeśli są osoby w szczególnie trudnej sytuacji, mogą uzyskać wsparcie - wskazał.

Inflacja głównym problemem

Szef NBP podkreślił, że silny wzrost cen nie jest tylko problemem Polski. Podał przykłady innych krajów, gdzie inflacja jest dwucyfrowa. Zauważył, że w ośmiu krajach wskaźnik jest wyżej niż w naszym kraju.

- Od momentu ataku Rosji na Ukrainę ceny gazu wzrosły o blisko połowę, a ceny ropy o 10 proc. Ceny paliw zwiększyły się w Polsce w skali miesiąca o blisko 25 proc. Bez żadnych przyczyn wewnętrznych. To przyszło z zewnątrz. To sytuacja bez precedensu - przyznał prezes NBP.

Dodał, że bardzo szybko rosną ceny żywności, co ma związek z wojną w Ukrainie.

- Gdyby nie czynniki geopolityczne, w tym głównie wojna, dynamika cen w Polsce byłaby na znacznie niższym poziomie. Prawdopodobnie inflacja wyniosłaby około 6-7 proc. - ocenił szef banku centralnego. Tymczasem najnowsze dane mówią o blisko 11-proc. wzroście cen.

- Z wojną zawsze wiąże się inflacja. Rosnące wydatki i ceny. Dwa przeciwne, ale fatalne zjawiska. Jesteśmy w dobrej sytuacji, bo mamy dobrą koniunkturę. Pomaga nam w tym rząd poprzez tarcze antyinflacyjne. Dzięki temu inflacja nie wymknie się nam spod kontroli - przekonywał szef NBP.

- Zdusimy inflację w perspektywie 5,6 czy 7 kwartałów. Szacujemy, że około 60 proc. inflacji to elementy z szoków podażowych. Resztę będziemy chcieli zdusić - wskazał Adam Glapiński.

Złoty ma wsparcie

Prezes zaznaczył, że po osłabieniu złotego w wyniku rozpoczęcia inwazji Rosji na Ukrainę nastąpiło później jego umocnienie. Złotego wspierają m.in. działania banku centralnego. Nie tylko polskiego. Linię swapową uruchomił ostatnio dla Polski Europejski Bank Centralny.

- Odbyłem rozmowę z prezesem banku centralnego USA. Zapewnił, że mamy wsparcie z ich strony. Nigdy nie będziemy potrzebować takiego wsparcia, bo mamy bardzo duże rezerwy walutowe o wartości 160 mld dolarów, ale jest to też istotny sygnał dla rynku - powiedział prezes NBP.

- Mimo silnego szoku podażowego ciągle spodziewamy się silnego wzrostu gospodarczego - zaznaczył. - Odnotowujemy pogorszenie nastrojów konsumentów, ale nie wiemy, jak trwałe będzie. To zależy od tego, co będzie działo się za naszą wschodnią granicą.

Adam Glapiński wspomniał, że spotyka się z premierem i przedstawicielami rządu regularnie, mniej więcej raz na tydzień. Na bieżąco dyskutowane są działania tak, by prowadzić możliwie skuteczną politykę fiskalną i pieniężną.

Glapiński odniósł się też do kwestii skupu obligacji. Wskazał, że nie prowadzone są takie działania. Zaznaczył, że jesteśmy w fazie zacieśniania polityki pieniężnej. Nie wykluczył reinwestycji, ale przyznał, że jeszcze żadne konkretne decyzje nie zapadły.

Polska czeka na pomoc

Szef NBP wypowiedział się też w kwestii uchodźców z Ukrainy, którzy mogą być wsparciem dla polskiego rynku pracy. Zauważył, że firmy potrzebują wiele rąk do pracy. Tymczasem wśród Polaków bezrobocia praktycznie nie ma, bo - zdaniem prezesa - pracują wszyscy ci, którzy chcą.

- Atakuje się Polskę, ale nie mówi się o uchodźcach - w ten sposób szef NBP odniósł się do kwestii utrzymywania blokady środków unijnych dla Polski. Przyznał, że każde euro jest potrzebne, ale jednocześnie ocenił, że bez tych pieniędzy też sobie poradzimy.

- Oczekujemy, że cała UE i Zachód dokonają potężnego wysiłku, żeby nam pomóc. Doceniamy dotychczasowe wsparcie Wielkiej Brytanii i USA - wskazał prezes NBP.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
gospodarka
gospodarka polska
wiadomości
Źródło:
money.pl